Venona - blog

dzieci szukają rodziców

Nie wiem, czy to właściwe miejsce, nie wiem, czy nie łamię jakiegoś regulaminu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Dowiedziałam się dzisiaj, że 3 dzieci wychowujących się w rodzinie zastępczej na południu Polski szuka rodziny adopcyjnej, gotowej ich przyjąć.

Przepis na szczęście

Należy stworzyć sobie problem, np. wyszukać u dr Google jakąś straszliwą jednostkę chorobową, doszukać się jej objawów u swojego dziecka, nie spać całą noc pogrążając się w przekonaniu, że tak, na pewno on/ona to ma. A potem?

Mamy roczek!

Życie można podzielić na kilka etapów, ale kiedy zostaje się matką, wszystkie poprzednie podziały przestają być ważne (typu przed i po studiach, przed i po ślubie, przed i po zatrudnieniu w miejscu X, a nawet przed i po ważnej operacji).

Mnie już nie ma

Macierzyństwo to piękna część życia. Ale trzeba sobie zdawać sprawę, że wywraca życie do góry nogami do tego stopnia, że z dawnych nas nie zostaje już nic.

Problemy innych ;(

Zupełnie przypadkiem weszłam na forum, na którym otwarcie pisze się, jak i jakimi lekami wywołać poronienie, na dowód załączam link:
http://dyscus.nethit.pl/viewtopic.php?f=2&t=615&start=30
Włosy stanęły mi dęba na głowie.
Bo co na to nasi talibowie z Sejmu? Czy nadal będą gardłować w obronie nienarodzonych i zaostrzenia przepisów zamiast postawić na edukację seksualną w szkole i uporządkować nasze prawo, żeby takie fora i szarlatani polujący na nich na swoje ofiary z "problemem", nie mieli racji bytu?

Jestem już tak daleko

Jestem w tej szczęśliwej grupie, której udało się przekroczyć magiczną linię oddzielającą nas od spełnienia naszego marzenia o macierzyństwie. Okres starań, zagłuszanie strachu, co będzie, jak się nie uda, dzielenie życia na drobne etapy i skupianie się tylko na "tu i teraz", bez wybiegania zanadto w przyszłość - to wszystko za mną. Teraz wydaje się złym snem, który szybko (żarcik!) minął. Dlaczego więc wciąż zaglądam na Bociana? Myślę, że nie muszę tego pisać. Czas starań tak bardzo wrył się w moją pamięć, że już na zawsze będę jedną z Was. To trochę jak z niepijącym alkoholikiem.

Subtelność ludzi

Wczoraj osoba, którą znam - nawet nie koleżanka - ot, osoba, z którą mam styczność od czasu do czasu w związku z moim zawodem, zapytała mnie wprost: a pani to miała w rodzinie bliźniaki, czy to jakoś w wyniku leczenia, po in vitro?

Mój pierwszy raz

Tak nieśmiało i z niedowierzaniem: to ja też? Ja też już mogę powiedzieć "to mój dzień"?

Śmiech

Pamiętacie scenę z "Przyjaciół", kiedy Rossowi udaje się rozśmieszyć córeczkę sprośnym hip-hopem? I Rachel, która próbuje potem osiągnąć ten sam efekt, ale jej to kompletnie nie wychodzi, aż w końcu sama zaczyna rapować o tyłku?
Jestem na tym samym etapie! Jak tylko podejrzę, że mężowi albo babci udało się rozśmieszyć (ale tak do głośnego śmiechu pełną buzią) któreś z bliźniaków, czuję ukłucie zazdrości, że to nie ja byłam taka śmieszna i fajna. Jak tylko zostaniemy sami, zaraz biorę się do małpowania po nich. Bosssze, dobrze, że nikt tego nie nagrywa, byłby niezły obciach.

Między nami

Wypuściliśmy się dzisiaj "na miasto". Zabraliśmy nasz wielki wózek i poszliśmy do ulubionej pizzerii. Jakimś cudem udało nam się przejść przez bramę i po pokonaniu kilku schodków dostać do ogródka. Wchodzimy, a tam ... inny wózek bliźniaczy, dla odmiany typu "tramwaj" (nasz jest sąsiadujący) i szczęśliwi rodzice dokarmiający swoje dwa maluchy. Na oko "nie pierwszej świeżości jesiotr", jak mawia moja siostra o mamach takich jak ja, czyli późnawych pierwiosnkach. I od razu myśl "może mamy ze sobą znacznie więcej wspólnego...".

Subskrybuje zawartość