Anitina - blog

rozbrykany czlowieczek...

nie wytrzymalam i we wtorek pojechaliśmy do Olsztyna na USG...czulam się jak w kinie!!! malenstwo to juz miniaturka czlowieka...macha rączkami, nózkami, fika...serducho mu pikalo jak szalone...Jest cudny!!!! Doktor poogladał go dokladnie, pomierzył i stwierdzil ze dzidzia wyglada pieknie i zdrowo...ja tak sobie- tylozgiecie mtrzonu macicy i " delikatna przegroda jamy macicy"...czyli lezenie i spacery, unikac siedzenia, o sexiku i pracach domowych mowy nie ma....do odwolania...

" ciężarowka"

Bylam dziś u gina...zalozyli mi karte ciąży!!! ormalnie super...ale nie chcieli mi zrobic USG bo to za często ponoć nie trzeba...ale ja chciałam dzidziusia poogladać....Mam duzo wypoczywać, polegiwać sobie, byc dobrej mysli....

...bedziecie dziadkami...

dzisiaj jedziemy do rodziców...czas im chyba powiedzieć...A ja - no cóz - czuje się dobrze. Gdyby nie bolace piersi i łykanie tabletek, to nic by sie nie dzialo...no moze jeszcze te wdęcia i lekkie mdlosci przy jedzeniu....

...cudu ciąg dalszy...

dzisiaj zrobiłam bHCG...wynik 4556mlU/ml !!!!!!!!!
Szok...czyzby bliźniaki???? Moje marzenia są coraz realniejsze....W niedziele powiemy rodzicom...ale dziś nie wytrzymalam i wygadalam się siostrze...oczywiscie w wielkiej tajemnicy

dwie kreseczki...

o rany....do osiusiania testu już od soboty sie szykowalam, ale strach byl silniejszy- nie byłam gotowa na ogladanie jednej samotnej krechy...No ale dziś rano....poczekalam aż mąz wyjdzie do pracy i....zobaczyłam ku swemu zdumieniu dwie piękne, wyrażne czerwone kreseczki!!!!! Poryczalam się ze szczęścia...Boze czy to mozliwe???? Naprawde jestem w ciąży????

odliczam...dostaje lekkiej schizy...

No tak...7dpt...wczoraj wieczorem prawie zupełnie przestaly bolec mnie piersi-i opadły mnie zle mysli :? ...ale dzis rano...cudnie bolące i obrzmiałe :wink: więc barometr humorkowy powędrował ostro w górę... Z braku innych widocznych objawów uczepilam sie tych cyckow jaK TONąCY KOłA RATUNKOWEGO :hihi: Byłam dziś w pracy- dobrze że tylko chwil parę, bo ciągle myslalam czy nie zaszkodzi mi chodzenie po schodach albo dym z papierochow ...

odliczanie...

20 kwietnia o 11.55 pan doktor przetransferował mi moje 2 blastocysty...ponoc sliczne...więc pozostalo mi wierzyc i czekać na upragnione II ...objawow brak- no jedynie troche zaczynają pobolewać mnie piersi...ale to może po progesteronie. W sumie to jestem dobrej mysli, choć zdaję sobie sprawe że szanse są naprawdę małe...no ale dlaczego akurat nie ja??? Może to właśnie mój czas....

to juz pojutrze...

to juz pojutrze...wtorek...magiczny dzień moich imienin i nowej nadziei na dziecko...moze los podaruje mi taki malutki upominek imieninowy...

jeszcze jedna nadzieja...

no cóż...test powtórzylam , ale tylko dla formalności i czystego sumienia, bo we wtorek zaczęłam plamić...potem przyszła @ i nadzieje prysły jak bańka mydlana...I to cholernie boli. Uczucie pustki i zwątpienia i ten zupełnie fizyczny ból gdzieś w środku...bo bylo tak blisko...Juz czułam w sobie tego maleńkiego czlowieczka, czekałam i kochalam...
Pozostała nadzieja, że tym razem. Czekają na nas dwa mrozaczki. Z 5 hodowanych zarodkow 2 przetrwały do stadium blastocysty i te zamrozono.

od euforii do dołka

oczekiwanie jest najgorsze...gadasz to brzuszka, głaszczesz go, wizualizujesz i zyjesz nadzieją...
Dziś o świcie zrobiłam test sikany- wiem ,że to może być jeszcze za wcześnie, bo to zaczęła się dopiero 11 doba po transferze...ale liczylam że zobaczę choć bladzieńką kreseczkę...promyk nadzieji...a tu nic...
Jestem zła na siebie i nawet męzowi się nie przyznałam- niech przynajmniej tym się nie martwi, bo i tak ma na glowie marudzącą" prawie- cięzarną " zonę.

Subskrybuje zawartość