AgataTofik - blog

Dziś

Juz jutro nasz wspolne pierwsze swieta. Mam straszna treme. Chce, zeby Corka miala jak najlepsze skojarzenia i wspomnienia.
Za tydzien roczek. A ja pytam kiedy to minelo?? Ledwo przeciez bylam w ciazy.
Nie potrafie ogarnac pedzacego czasu. Praca, dziecko, dom. Ciagly chaos. A ja nie potrafie tego ogarnac i sie zorganizowac.

Nasz Dzien Dziecka

Mimo, ze Nastusia jest z nami juz 9,5 miesiaca, to nie zmienia sie nic.
Nic w mojej glowie.
Nadal jestem nieplodna.
Nadal nie moge zajsc w ciaze.
Nadal jestem matka 3 Aniolkow w niebie i jednego na ziemi.
Nadal mysle o tym, ze nasza Coreczka Matylda konczylaby w tym roku 6 lat.
Dzis przypomnialam sobie jak pojechalismy ją zarejestrowac USC...
Wywarlo to na mnie tak sile wrazenie ze nie bylam w stanie zrobic tego juz ani razu wiecej.
Nastusie rejestrowal Maz...
Tak dzien jak dzis. Nasz Dzien Dziecka wzmaga we mnie te wszystkie mysli emocje i wspomnienia.

Rozbita

Jestem kompletnie rozbita.
Na prawde chcialam dac nam szane, ale juz nie wiem co robic.
Staralam sie bardzo. Staralam sie nie przywiazywac uwagi do pewnych zachowan.
Chcialam byc ponad to. Uznalam ze sprobuje go zaakceptowac. Ale nie potrafie.
Nie potrafie go pokochac. Nic nie czuje kiedy on mowi, ze mnie kocha. Nawet nie chce tego sluchac.
Staram sie "jakos" funkcjonowac dla Malucha. I chyba zeby nie widziec.
Ale czasami juz miarka sie przebiera. Dzis tez sie przebrala.
Nie chce go znac. Po prostu chce zeby go nie bylo obok.

In vitro

Tyle lat staran o dziecko.
Tyle wzlotow i upadkow.
Tyle strat i zniszczonych nadzieji.
Tyle zniszczonej samooceny.

W koncu sukces. Jest Maluch.

Czy to mozliwe, ze te wszystkie lata i przezycia zmienily nas na tyle, ze jestesmy sobie obcy?
Czy to mozliwe, ze teraz gdy powolalismy na swiat te Mala Istotke ona dozna krzywdy?
Czy to mozliwe, ze jak patrze na mojego meza to widze kogos innego? Czuje do niego nic innego jak tylko nienawisc.

A moze te lata zamglily mi oczy? Moze moim celem bylo dziecko bez wzgledu na wszystko?
A moze nie chcialam widziec tego jak bylo na prawde?

Nasz roczek :)

26 kwietnia zeszlego roku maialm punkcje.
Czyli wychodzi na to, ze nasza Nastusia obchodzi roczek. Roczek, ktory tylko my rozumiemy.
Nie moge uwierzyc w to, ze to juz ponad rok od poczatku stymulacji. Przeciez ja ciagle pamietam krok po kroku te emocje.
A tu Maluch juz rosnie jak na drozdzach ;) i czasem rece odpadaja od noszenia.

Czasami nadal nie moge uwierzyc w to, ze ten CUD sie wydarzyl. Patrze na nia i czuje sie nadal obco w tej sytuacji.
Wlasnie w takich momentach niedowierzania czuje ciezar nieplodnosci i walki o dziecko. Czuje jak bardzo to odcisnelo sie na mojej psychice.

8 tydzien

Po jutrze zakonczymy 8 tydzien.
Nie mam pojecia kiedy to zlecialo.
Dopiero dociera do mnie powolutku, ze jestem mama nie tylko Aniolkow w niebie ale i Aniolka tu na ziemi.
Maluch jest cool. Grzeczniutki. Kochany. Odkrywa swiat. Odkrywa sama siebie.
Nie udalo nam sie karmic piersia i ja z tego powodu czuje sie gorsza. Wiem, ze moze nie powinnam ale strasznie zle dziala to na moja zwichrowana psychike. Po raz kolejny czuje, ze znowu zawiodlam jako kobieta. Gdzie sie nie udajemy (szpital, przychodnia) to pytaja a czemu nie a dlaczego tak... ale zbieram znowu sily i jakos idzie do przodu.

30.12.2016 r.

Cisnienie mierzylam od polowy ciazy. Zdarzaly sie pojedyncze wyskoki, ale rzadko. W

36 tc

Jestesmy na koncowce.
Wszystko jest ok. Wyniki, usg, ktg i co tam jeszcze.
Jedyny stres to wtedy gdy Mala nie chce sie poruszac. Wtedy chodze po scianach.
Poza tym wlancza sie przedporodowy stres. Boje sie.
Hormony tez dokladaja swoje. Czasami sama siebie nie rozumiem. Do tego brzuch ogranicza sprawnosc.
Czuje sie zmeczona i nie mam na to wplywu. Jest to dla mnie trudna lekcja. Zawsze staralam sie byc maksymalnie niezalezna.
Duzo sie zmienilo i w naszym zyciu i w moim organizmie i samopoczuciu.

33 tc

Dzis zaczelismy 33 tc. Niewiarygodne!
Zaczela mi towarzyszyc mysl, ze to faktycznie sie dzieje.
Lozeczko, wozek, pranie ubranek... zeby wszystko bylo gotowe gdyby Mala zechciala byc wczesniej.
Dom sie zmienia- juz nie ma wyjscia, nie ma na co czekac. My sie zmieniamy.
Strach raz jest ogromny, za chwile go nie ma. Jest odrobina radosci, kiedy dostaje kopniaka. Bo gdy nie dostaje, to zdaza sie wpasc w histerie, ze na pewno cos jest nie tak... taki nasz rollercoaster.

Strach

Mijają kolejne dni. Odliczam je do wtorkowej wizyty.
Ale jakos tym razem czuje w srodku niepokoj. Tak na prawde nie wiem czy to co czuje jest normalne i tak ma byc. Nie chce panikowac i z kazdym objawem gnac do lekarza. Nigdy nie doszlam tak daleko w ciazowych zmaganiach i boje sie czy z drugiej stony nic nie bagatelizuje. Prawda jest taka, ze duzo sie nie zmienia w tym odczuwaniu ale po prostu czasem jak kilka dni jest inaczej to do tego przywykam i zapominam, ze moze byc inaczej...
Bardzo mi brakuje beztroski choc z calych sil staram sie wniesc tyle normalnosci i spokoju ile sie da.

Subskrybuje zawartość