Leeleeth - blog

Małpka i Jego osiągnięcia

Długo mnie tu nie było! Poprzedni rok był długi i trudny. Skupiłam sie na swoich złych przeżyciach, oddalając sie od chłopców. Dużo czasu zajęło nam powrócenie do stanu sprzed poznania Ostrygi. Dziś mogę napisać, że zakończyłam żałobę. Po córce, której pragnęłam za wszelka cenę. Nasza rodzina znowu cieszy się sobą i chłopaki rosną pięknie!

To już jest koniec... nie ma już nic...

Dawno mnie nie było, i chyba jest to mój ostatni wpis.
Nasza adopcja córki sie nie powiodła, zostałam ze złamanym sercem, rozbitą rodziną i padającymi oskarżeniami. Trudno opisać wszystko co sie działo u nas i jakie przechodziliśmy chwile.

przestój...

Od sierpnia ciągnie się nasza sprawa, wciąż jeździmy do Ostrygi. Cieszy się nareszcie na nasz widok, i nawet zaczyna z mężem się kontaktować, mówi o nim tata, i próbuje się z nim bawić.
Coraz fajniejsza jest, coraz bardziej pokazuje jaka naprawdę jest. Charakterna, zadziorna, dzika. Ale przy tym wesoła, skłonna do żartów.

ruszyła maszyna...

Od rana dzwoniłam do sądu, ciężko było się dodzwonić. Ale wreszcie po godzinach, udało się! Mamy nadaną sygnaturę, a termin wyznaczą w przyszłym tygodniu. Cosik się ruszyło, ale ile jeszcze to potrwa?
Smutno mi ostatnio, mam dołka, jakoś ciężko mi uwierzyć, że Ostryga naprawdę do nas trafi.
Nie umiem się cieszyć, nie wierzę, że się uda. Gdzieś we mnie jest lęk, że nie wyjdzie.

syzyfowa praca...

Jesteśmy w zawieszeniu, nasza sprawa utknęła pomiędzy dwoma sądami, jeden się nie zajmie lecz trzeba odczekać trzy tygodnie, aby przesłać dokumenty do drugiego sądu. Trzy tygodnie, gdzie Ostryga mogłaby być z nami. Pogodziłam się z tym, jeździmy do córeczki tak często jak możemy. Przynosi to efekt, Ostryga zaczyna się cieszyć z naszych odwiedzin, wie, że przyjedziemy, czeka na nas. Przeżywa rozstania. Coraz trudniej tak jeździć, coraz trudniej wracać bez Niej. Dziś dowiedziałam się, że Ostryga została zapisana na turnus rehabilitacyjny. Prawie 200km od nas, ręce mi opadły.

jak zadra na sercu

Nie jest lekko, u nas wszystko rodzi się w bólach. Dwa tygodnie temu złożyliśmy wniosek do sądu, miało być szybko, jak zapewniała nas pani z sekretariatu, no i było.. dwa dni później zapadł wyrok... bardzo dla nas nieprzychylny!

znów malujemy ściany...

Ostatni mój wpis był dawno temu, liczyłam, że po tamtej akcji będzie lepiej, jednak nie było. Kolejna wizyta i szok, Mała na nasz widok nie chciała wstać z łóżka, udawała, że śpi. Staraliśmy się jak mogliśmy ale nic nie pomagało!

To jest moja mama!

Ostatnia wizyta u Małej była pełna emocji. Tych trudnych, złych jak i bardziej pozytywnych.

Moja słabość. ..

Dawno już nie cierpiała na bezsenność, od dawna sen przychodzi gdy tylko przyłoże policzek do poduszki...albo gdziekolwiek...
Jednak dzisiaj sen nie przyszedł. Mętlik w głowie nie pozwala spać, nadmiar emocji (niekoniecznie tych dobrych)nosi mnie, wysprzatałam kuchnie, łazienkę, nastawiłam pranie. Teraz pakuje resztę rzeczy do przewiezienia jutro. Do nowego domu. Nie to jest moim zmartwieniem. Nie wiem co się ze mną dzieje.

Jutro jest ten dzień..

Jutro mamy pierwsze spotkanie z dziewczynką, o której nie umiem myśleć ani z radością ani ze smutkiem. Czuję się dziwnie, nijak. Powinnam chyba coś czuć? Radość, albo obawę, cokolwiek. A tu nic? I sama nie wiem czy to dobrze? Czy spotkanie z Małą coś zmieni?
Czuję tylko presję z oa. Nie dlatego, że ktoś nas naciska, ale tak bardzo nam kibicują. Gdybym odmówiła to mam poczucie, że zawodzę i dziecko i nasze Wróżki.
Czuję się słaba, wystraszona, tym bezruchem w sercu. Po raz pierwszy raz w życiu nie potrafię odczytać własnych emocji.

Subskrybuje zawartość