gagula - blog

c.d. tej naszej szalonej jazdy :-)))))

Jestesmy już po którymś tak kolejnym spotkaniu i jest naprawdę wspaniale. Tak bardzo się bałam jak one się potoczą, a to wszystko było naprawde niepotrzebne. Kiedy czytałam wypowiedzi innych, że ten stres potem mija to jakoś czytałam to z lekkim przymrużeniem oka, ale teraz wiem, że tak jest naprawdę. Bardzo zżyliśmy się z naszą grupą - nawiązały się już przyjaźnie i teraz znowu mam stresa!! Boję się, że już niedługo te spotkania się skończą i będzie mi czegoś brakować.

Ależ się to wszystko już kręci :-)))

Przed nami już trzecie zajęcia na warsztatach "Rodzina" w naszym oao. Pierwsze spotkanie było - można by powiedzieć - troszkę trudne, sztywne, inne :-)) Ale już następne wniosło wiele interesującego w nasze życie. Powoli poznajemy się wszyscy wzajemnie, a jest nas troszkę - 8 par. Kiedy jechaliśmy tam pierwszy raz nogi miałam jak z waty, kolana trzęsly mi się jak babcince - hihi. Nie wiedzialam, czy będzie mnie stać na wydobycie z siebie choćby słowa. Ale...

Dziś miało się zacząć - ale....

Własnie w tym momencie mieliśmy rozmwiać o tym jak było na pierwszym spotkaniu na kursie. Dziś bowiem mieliśmy zacząc kurs w naszym oao. Niestety z jakichś powodow przesunięto rozpoczęcie kursu o 2 tygodnie. Chyba zaczynam uczyć się cierpliwości. Będzie mi to pewnie niezbędnie konieczne na późniejszym etapie :-)) Na razie nie pozostaje mi nic innego - jak spokojnie poczekać kolejne dłuuugie dwa tygodnie. Ufffff

To był naprawdę trudny dzień ....

W poniedziałek 13.12 zawitaliśmy po raz pierwszy do psychologa do naszego ośrodka. Nie wiedziałam czego się spodziewać, bo to był nasz pierwszy raz.
W zasadzie to powinnam powiedzieć, że było sympatycznie, no bo było (!!) ... ale... Pogadaliśmy sobie o wszystkim: o nas, rodzinie, pracy, o naszej drodze do tej decyzji.
Wszystko troszkę się zmieniło, gdy pani powiedziała, ze na nasze Dzieciątko nie bedziemy czekac do końca przyszłego roku (tak jak nam to wczeSniej powiedziano), ale ok. rok od momentu ukończenia kursu, a może i dłużej...

A może i ja napisze MÓJ dom malowany :-))

Tak sobie pomyslałam, że może i ja coś naskrobię czasem dla naszego Maleństwa...!!
Wprawny pisarz to pewnie ze mnie nie jest, ale spróbować warto zawsze:-))
No to spróbujemy!!!!!!!!!
Wczoraj po raz drugi byliśmy na bocianowym spotkaniu. Na pierwszym spotkaniu byliśmy jeszcze w trakcie leczenia. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam miłość w oczach adopcyjnych rodziców - zobaczyłam też zdjęcia adopcyjnych Maluszków. Otaczała ich taka cudowna aura wielkiej miłości - oni już wtedy znaleźli swoje szczęście.

Zaczęliśmy adopusiową drogę :-)

Mogę dziś już spokojnie powiedzieć, ze zaakceptowałam fakt, że nie mogę sama urodzić dzidziusia.
Kiedy pojechaliśmy na pierwszą wizytę do ośrodka adopcyjnego poczułam - jakby to nazwać - ulgę? radość? nadzieję? Coś dziwnego w każdym bądź razie...
Było niesamowicie sympatycznie - a tak bardzo bałam się tej wizyty - zupełnie niepotrzebnie.

Sporo czasu minęło…

Dziś spojrzałam na mój pamiętnik – rety dłuuuugo tu nie zaglądałam.
Nie wiem – może nie chciałam pamiętać tego co było…?
A było wiele – kolejna decyzja – wizyta w Białymstoku. Na dzień dobry pan doktor – po obejrzeniu moich niby super wyników - spytał, czy nie chcielibyśmy rozważyć decyzji o adopcji… Kurcze nie spodziewałam się tego… Tak od razu prosto z mostu… Nie powiem ta decyzja jest już we mnie od dawna, ale… nie myślałam, ze to już.

Kolejna szansa ...

Znalazłam na Bocianie informacje o możliwości zakwlifikowania się do bezpłatnych in vitro - zaczęły się jakieś międzynarodowe badania nad niepłodnością. Oczywiście zaraz musiałam zadzwonić.
Pierszy kontakt - Wigilia - Krio Białystok - doktor mówi że jesteśmy "idealną parą" na te badania. Powód prozaiczny - niestwierdzona przyczna.
Drugi kontakt to eksperci z Am w Białymstoku - też nie widzą powodów abyśmy mogli zostać odrzuceni ze wstępnych kwalifikacji.
Trzeci kontakt - Poznań Polna - mały problem - endometrioza.

Jutro będziemy w górach

Jutro o tej porze będziemy w górach. Cieszę się na ten wyjazd. Mam nadzieję, że odpoczniemy sobie od tego naszego zwariowanego życia. Jeśli pogoda dopisze to może spróbuję pojeździć na nartach. Dawno temu potrafiłam, ale wiele już wody upłynęło od tego czasu.
W Wigilię znalazłam tu na "bocianie" informację o możliwości zakwalifikowania się na bezpłatne in vitro w ramach programu organizowanego przez Kriobank w Bialymstoku. Zadzwoniłam do jednego z lekarzy, aby zasięgnąć dokładniejszych informacji i co się dowiedziałam, że ...

Jestem kłębkiem nerwów!!!

W sobotę ten nieszczęsny egzamin. Co mi wpadło do główy, żeby po 4 m-cach nauki podchodzić do FCE??? Fakt, to była TYLKO gruntowna powtórka, no ale gramatyka to nie to samo co słówka. Ale jazda ...
Mam głowę tak zawaloną angielskimi słówkami, że na chwilę zapomniałam dlaczego tu jestem, ale tylko na chwilkę ...
Byle do soboty - potem to już z górki!

Subskrybuje zawartość