HelenaK - blog

To już jest koniec

Tym razem, niestety nie udało się. Dziś ostatecznie się potwierdziło, ale ja już wczoraj wiedziałam. Poszłam na badanie krwi dla formalności. Pielęgniarka zapytała czy boję się pobrania, bo wyglądam na zrezygnowaną. Powiedziałam, że po prostu znam wynik. Jak na ironię chyba zrozumiała, że pozytywny i dlatego się martwię...

Z powrotem w Białymstoku :)

Dziś byliśmy w Białymstoku u profesora. Ostatnim razem byłam tam ponad dwa lata temu. Jak ten czas leci...
Tosia została z dziadkami i spisywała się dzielnie. Dziadkowie byli pod wrażeniem, bo pierwszy raz została z nimi na cały dzień, a poza małym kwęknięciem "mama" obyło się bez płakania. Ja oczywiście czułam się jakbym była bez ręki albo nogi, ale oboje z mężem czuliśmy tą ekscytację, że znowu działamy, że już za tydzień zabieramy nasze drugie i ostatnie maleństwo.

Wracamy po Ciebie :)

Wracamy po drugi zarodek :D Szybka decyzja i szybkie działanie, endometrioza wraca i nie mogę dłużej czekać. W sobotę miałam wizytę, a transfer planujemy już na 3 maja.

1 na 5

To już ponad siedem miesięcy jak jestem mamą, czas strasznie szybko leci. Za nami pierwszy dzień mamy i pierwsze słowo "mama". Taki prezent dostałam od Tosi w tym wyjątkowym dniu. Radość ogromna, ale też czas rozmyślań, że dopiero tak niedawno byliśmy niepłodni i w sumie nadal w głębi tak się czuję. Gdyby nie in vitro, to nie miałabym teraz swojego szczęścia.

Pamiętam ten dzień :)

Mija rok od czasu kiedy wszystko w naszym życiu się pozmieniało. Ponad rok od laparoskopii, której wyniki przekreśliły nasze szanse na naturalne poczęcie. Pamiętam ten dzień jak dziś kiedy zrozpaczona wróciłam ze szpitala i choć otoczona miłością bliskich osób czułam kompletną pustkę. I to pytanie w mojej głowie "co teraz?". Długo nie wytrzymałam musiałam mieć jakiś plan i to szybko. Pamiętam jak wtedy płacząc powiedziałam mężowi, że trzeba coś zdecydować, bo inaczej zwariuję. On wtedy usiadł przy stole z kartką i rozrysował pewnego rodzaju diagram, jak to na umysł ścisły przystało.

Morelkowa Tosia <3

W środę 21.10.2015 o 16:14 przyszła na świat nasza morelkowa Tosia :D Tego dnia miałam mieć tylko KTG, pierwszy raz pojechałam sama, a mąż do pracy. Do tej pory towarzyszył mi na każdej wizycie czy badaniu, ale tym razem postanowiliśmy, że pojadę sama, bo przecież nic się nie dzieje...ale jednak coś się działo, bo zaraz po badaniu profesor wysłał mnie na porodówkę. To było rano, a do cesarskiego cięcia miałam jeszcze trochę czasu. Na szczęście mąż zdążył przyjechać z walizką i mnie przytulić.

Już prawie meta!

Zaczął się dziewiąty miesiąc...ale szybko zleciało, za tydzień ciąża będzie donoszona i Tosia może przychodzić na świat. Ja też już czuję tą gotowość w lędźwiach. Moje ciało powoli ma dość - od dwóch tygodni rwie mnie nera, ale daję jakoś radę. Mam w niej jakieś złogi :( i mam nadzieję, że to minie po rozwiązaniu.

Zaczynamy 7 miesiąc :D

W sobotę na wizycie nasza córeczka pokazała swoją buźkę :) to niesamowite jaki już z niej człowieczy człowiek, nasza mordeczka kochana! Odniosłam wrażenie, że bardzo podobna do męża, szczególnie nosek i usteczka, ale wiadomo, usg choćby bardzo dokładne nie jest w stanie w pełni oddać szczegółów. Będę musiała jeszcze poczekać ;)

Strach - witamy w nowej Polsce

Temat wyborów prezydenckich nie daje mi ostatnio spokoju. Zwyczajnie zaczynam się coraz bardziej bać! Boję się, że odbiorą nam wolność wyboru w sprawie in vitro, że będą karać nas i naszych lekarzy. Jak w takiej sytuacji będą się czuły nasze dzieci? Sama jestem po procedurze i czekam na swoje upragnione, wyczekane dzieciątko. Powinnam się cieszyć tym, że udało się za pierwszym razem, że załapaliśmy się na program rządowy, że będziemy rodzicami. Tymczasem jak tu się cieszyć kiedy nagle Prezydentem naszego kraju staje się ktoś kto chce odebrać, dla niektórych ostatnią nadzieję...

Drugi trymestr

Grzecznie czekałam na drugi trymestr odliczając tydzień po tygodniu. Morelka ma już skończone 17 tygodni i mimo ostatnio przebytej przeze mnie koszmarnej grypy żołądkowej i problemów alergicznych, ma się całkiem dobrze. Badania genetyczne w 11 tygodniu wyszły szczęśliwie i generalnie jest jakoś tak spokojniej. Nadal dokucza częste zmęczenie i podsypianie, ale czuję, że mogę nareszcie cieszyć się swoim stanem. Dopiero w pełni dociera do mnie, że się udało, że naprawdę zostaniemy rodzicami.

Subskrybuje zawartość