Agna - blog

czwórka...

Jasio - pierwszy, "prototyp", popełnione wszelkie możliwe błędy, strach o wszystko, ba! boję się do dzisiaj... z nim wszystko jest pierwsze w naszym rodzicielstwie... teraz pierwszy raz jesteśmy rodzicami piątoklasisty...

Małgosia - cud, po przejściach okropnych... dziewczynka, spineczki, sukieneczki, aniołeczek... aż do czasu przemiany w wulkan, gadułę, mądralińską... na niej uczę się bycia mamą dziewczyny, kobiety...

Martusiu, ale z Ciebie numer :-)

Piszę teraz, choć nie muszę pisać, bo w dniu ostatniego wpisu... poczęłaś się właśnie NAM a nie żądnej innej Pani :-)

I okazało się, że rzeczywiście jesteś Martusią, i mogę do Ciebie mówić, głaskać Cię, a Jasio, Małgosia przemawiają do Ciebie już teraz :-)

Jesteś cudem, wiesz? Nieprawdopodobnym "gratisem" od Pana Boga, pojawiłaś się dzięki Szymkowi - żeby nie był jak jedynak, żebyś jedynaczką rozpieszczoną przez starsze rodzeństwo nie była też Ty...

Czekamy na Ciebie. Wszyscy w piątkę

Martusiu :-)

Zastanawiamy się z tatusiem, czy się kiedyś pojawisz. Jakby co - jesteśmy tutaj i czekamy na Ciebie. Nie mysl sobie, że zapomnieliśmy o Tobie :-) W razie czego czeka na Ciebie Jasio, Małgosia i Szymek no i rodzice. Jesli urodzi Cię Pani, która urodziła Szymka, od razu powiedz Paniom Pielęgniarkom, że jesteś Marta, Martusia, Marteczka... A jeśli będziesz chłopcem... to jeszcze Ci napiszę, jak mają Cię nazwać - musimy to z tatusiem uzgodnić :-) Jaki to Papież jeszcze zasługuje, byś nosił jego imię... :-)))))))))))))))))

Epilog :-)

I żyli długo i szczęśliwie, chciałoby się napisać. I napiszę to, na pewno, kiedy dostaniemy decyzję sądu, że możesz być z nami w domu. A ostatecznie odetchniemy, kiedy wszystkie postepowania doprowadzą do orzeczenia Sądu, że jesteś naszym synkiem, Szymonem Piotrem, oficjalnie i po wsze czasy...

1 kwietnia 2004

Dzisiaj zobaczyliśmy Cię po raz pierwszy. Chyba baliśmy się tego spotkania wszyscy: Ty, mimo że byleś dzielny i nie płakałeś, ja - zaryczana okropnie i tatuś - wzruszony jak rzadko. Odnaleźliśmy się, nareszcie. Jesteś naszym najukochańszym najmlodszym synkiem :-) Jasio i Małgosia nie mogą sie doczekać, kiedy będziesz w domu, niemal się popłakali, kiedy powiedzieliśmy im, że jeszcze jakiś czas bedziesz w szpitalu. Oglądali Twoje zdjęcia i byli poruszeni.

31 marca 2004

Świat zawirował, wszyscy sie usmiechają, a ja... co chwilę ze wzruszenia płaczę... Rozmawialiśmy z paniami w ośrodku o Twojej sytuacji prawnej. Jest trudna. Nawet nie ma co tłumaczyć - dorosłyświat jest pełen papierów, ważnych podpisów, sal sądowych, sekretariatów, dokumentów... mam nadzieję, że uda nam się spod tego stosu sie wygrzebać i, choć szanse są niewielkie, być razem na Święta... Kochany mój, już jutro się zobaczymy... odliczam godziny, modlę się i nie mogę się doczekać... Mam taka ogromną nadzieję, że to Ty... I nie mam łóżeczka!!!

30 marca 2004

Zadzwonił telefon. Właśnie wróciliśmy z tatusiem z obiadu, była 14.08. Czeka na nas pięciomiesięczny chłopiec. Czy to Ty, Szymku? Jedziemy jutro do ośrodka porozmawiać o Twojej sytuacji. Podobno sytuacja jest trudna, prawnie skomplikowana. O rany. Kochany, wytrzymaj jeszcze kilka dni. Potem Cię wezmę na ręce i nie wypuszczę. Będziemy do Ciebie jeździć, gdziekolwiek jesteś, jak długo trzeba będzie jeździć. Nareszcie, nareszcie, kochany. Syneczku!!!

29 marca 2004

Znowu dzisiaj ktoś pytał o Ciebie. A ja się czuję taka zniechęcona. Nie chce mi się usmiechać, odpowiadać - nie wiemy, może po Świętach. Tylko których Świętach. Wiosna też się obraziła i nawet, jak wychodzi słońce, to nie grzeje. Zmieniony czas na letni, będzie jaśniej... Chyba znowu mam dosyć. I mam nadzieję, że znowu mi przejdzie za kilka dni... Jutro na pocieszenie idzemy z ciocią D. mamą Julki do teatru :-)

28 marca 2004

Byliśmy dzisiaj z dziećmi i znajomumi dziećmi w Wilanowie. Niestety nadal zimno, choć dzisiaj dla odmiany świeciło jakieś takie zimowe, niegrzejące słońce. W kościele była ewangelia o skarżypytach, co to naskarżyły Panu Jezusowi na jawnogrzesznicę, a gdy On pozwolił rzucić w nią kamieniem tylko temu, kto nie ma grzechu to wszyscy, zawstydzone cwaniaczki, się rozeszli... Pomyslałam sobie, że ja też często jestem taką skarżypytą i mam się za lepszą od innych. Może dlatego muszę teraz tak długo czekać na Ciebie.

27 marca 2004

Rano pojechaliśmy do Konstancina do Starej Papierni, przerobionej teraz w centrum handlowe. Urzekły mnie śliczne malutkie sklepiki delikatesowe - smaczne wędlinki, chleb, jak prosto z pieca, drewniane półki na wina... Oprócz takich delikatesów nabyliśmy na mini targu wielką palmę na niedzielę palmową. Gdyby nie to, że było okropnie zimno to pewnie pospacerowalibyśmy po okolicy, a tak, spędziliśmy jeszcze kilka chwil w malutkiej księgarence i wróciliśmy do domu. W domu nie lepiej - w górnych pokojach nie grzeją kaloryfery.

Subskrybuje zawartość