zgoda na ciasteczka

pati33 - blog

Powrót

Wróciłam, od października 2017 mamy przerwę w staraniach. Zmieniłam pracę po prawie 15-latach, poprzestawiałam swój świat, mąż ten sam, Klusek łobuzuje jak zawsze, zaczęłam szyć na maszynie i robić wiele innych rzeczy. W tym roku kończę 40-stkę. I jakoś tak późno się zrobiło na drugie dziecko. Sama ne wiem. W szafce kuchennej leżą leki i czekają na moją decyzję. Mąż podpytuje a ja wiem że chcę tylko się boję że świat znowu mi się pokomplikuje.Trudne to wszystko, więc wróciłam.

Nie lubię lipca

Chciałabym polubić ale nie lubię. Lipiec jest naznaczony śmiercią mojego Aniołka. Wiem, że to był dopiero 10-11 tydzień. To już 4 lata minęły? Boli jakby mniej...

niepłodność jak niezabliźniona rana

Mamy fajnych "prawie" sąsiadów ok. 40-tki. Nie mają dzieci, mają za sobą trudną historię leczenia, nieudane in vitro, są kilkanaście lat po ślubie. Siedzimy wczoraj z teściową przy kolacji, rozmawiamy o głupotach i o tym, że pewnie nasi sąsiedzi lada dzień się wprowadzą. I nagle komentarz teściowej: To dobrze, może szybciej się na dzieci zdecydują. W tym momencie myślałam, że eksploduję. Mój M. opieprzył swoja mamusię od góry do dołu. A jedyne na co było ją stać to odburknięcie, żeby dał spokój i nie robił z igły wideł.

Trudne decyzje

Staramy się prawie 1,5 roku. W międzyczasie zaliczyłam kolejną stratę ciąży. Aż w końcu zaczęłam pytać sama siebie czy ja na pewno chcę mieć drugie dziecko? I wiecie co, nie wiem. Jakoś tak przestało mi się chcieć, i wstyd mi się do tego przyznać. Przestało mi się chcieć brać witaminy, aspirynę. Jestem zmęczona tym seksem na gwizdek, dietą, nerwówką testową, monitorowaniem rzekomych objawów ciążowych, wkurzaniem się, że znowu jestem przeziębiona i nici z prób.

O jeden brzuch za dużo

I stało się, znowu widzę dno, już myślałam, że mnie to nie dopadnie. Nie teraz i nie w tym miejscu. To jest takie ciche cierpienie, widzę kolejny brzuch nie mój, kolejne puste okienko na teście i w końcu nie wytrzymuję, pękam. To był ten o jeden test i o jeden brzuch za daleko.....

trzy miesiące starań w plecy i szykuje się czwarty

No i w końcu szlag mnie trafił, staramy się o drugie dziecko, niby na luzie ale od początku grudnia raz na dwa tygodnie cała rodzina łapie jakieś choróbsko i nici ze starań, bo wszelkie leki które pomagają na te cholerne zatoki są niewskazane. Już myślałam, że wyszliśmy na prostą a tu Klusek złapał jakiegoś dziada zaraził męża i teraz mnie się zaczyn lać z nosa. O poprzednim razie szkoda gadać chorowaliśmy w sumie 1,5 miesiąca przez egoizm babci, która tak bardzo chciała uściskać wnuka, że zapomniała powiedzieć o katarze lejącym się z nosa grrr.

podwójna moralność teściowej

Moja ostatnia rozmowa z teściową wkurzyła mnie straszliwie. Opowiadałam o koleżance, która rozwiodła się z mężem po dwóch latach małżeństwa (trafiła na wyjątkowego głupka. Teściowa na to (wiedząc o naszych przejściach ze staraniami): może był bezpłodny. I dodała: jak był bezpłodny to unieważnienie ślubu kościelnego dostanie od ręki. W tym momencie wszystko mi opadło. W dwóch zdaniach wyraziła wszystkie swoje poglądy o niepłodności.
Recepta na niepłodność jednego z małżonków w rodzinie katolickiej to rozwód kościelny.

Zapach niemowlęcia

Nasz synek wyczekany skończył 2 lata i pachnie już prawie przedszkolakiem.Tęsknię bardzo za zapachem mleka i niemowlęcia, tęsknię też za tymi dziećmi, którym nie dane było się narodzić. W sumie z naszym cudzikiem mielibyśmy już trójkę. To trzecie miało się urodzić tuż przed Bożym Narodzeniem. To nie tak, że się tymi myślami zadręczam, tylko czasem jakoś tak smutno i ciężko na duszy, bo byliśmy tak blisko kolejnego cudu.

ukryte pragnienia

Dziś w nocy mężowi śniło się dziecko, trzymał je na rękach. Mnie kilka dni temu śniło się śpiące złotowłose niemowlę.Takie nasze małe ukryte pragnienia. Chcemy baaardzo....

Kolejny test przede mną

Jakoś miesiąc przeleciał mi tak szybko i bezrefleksyjnie, ze w piątek czeka mnie kolejne testowanie. Nawet tego nie zauważyłam. Niby się staramy na luzie, bo to drugie, ale kiedy widzę jedną kreskę to tak mi ciężko na duszy, inaczej a jednak źle. Czasem chciałabym już mieć 50-tkę na karku, żeby już po prostu nie czuć potrzeby kupowania kolejnego testu i nie przeżywać comiesięcznej porażki. No cóż kolejny miesiąc minie i zaczniemy od nowa. Byle do piątku...

Subskrybuje zawartość