Biała wilczyca - blog

Święta

Z OKAZJI ŚWIĄT ŻYCZĘ SOBIE I WAM BY NASTĘPNY ROK przyniósł nam same dobre rzeczy , by spełniło się nasze marzenie o pełnej rodzinie. By następne święta były wesołe, abyśmy się mogły cieszyć naszymi dziećmi, a w kolejnych latach z całą pompą odbiły sobie te złe święta. Abyśmy mogły w domu budować magię świat i ściemniać dziecim że Mikołaj istnieje.
Życzę wam i sobie by to były ostanie takie święta, kiedy czujemy pustkę w sercu.

Klinika - stracony cykl

Kiedy byłam ostatnio u lekarza ustaliliśmy kiedy zaczynam brać leki przed AID itp.
Mówił,że w terminie usg klinika będzie zamknięta, ale nie wpadł na to by mi powiedzieć że w dniu zabiegu pewnie też. Zadzwoniłam do nich z innym pytaniem,a dowiedziałam się że na cały tydzień zamykają klinikę.
To nie w porządku że nie zostałam uprzedza o tym ani przez lekarza ani przez panie w recepcji.
Jestem zła, bo moje super pozytywne nastawienie szlak trafił.
Ja rozumiem że wolne w święta, ale np zabieg na 31 grudnia jest niemożliwy.
Mogli otworzyć choć na 2h na planowane zabiegi.Ciekawe ile kobiet w tym cyklu straci przez to swoje szanse.

Dziecko w klinice niepłodności

Siedzę w klinice kilka dni temu, a tu wchodzi para z malutkim dzieckiem, wszyscy z poczekalni oczy w podłogę, ja w książkę którą czytałam ale ciężko mi się było skupić. Z jednej strony ok daja świadectwo że się udało i przyszli po rodzeństwo, a z drugiej strony to taki nietakt. Tym bardziej że oni taką popisowkę robili.Przekazywali sobie to dziecko cały czas, mimo że było spokojne wszystko pokazywali, gaworzyli do niego i pokazywali bajki w telefonie.Ogólnie dziecko było spokojne a rdzice starali się skupiać na sobie uwagę. Złapałam wzrok jednej dziewczyny z poczekalni i miała łzy w oczach,kurczowo trzymała rękę męża który gapił się w podłogę. Powinni pomyśleć też o innych i skoro sami przez to przechodzili wiedzą jakie uczucia mamy my którym jeszcze się nie udało i że jesteśmy na karuzeli gdzie w jednej chwili chce się przutulac niemowlaka a w drugiej jak się go widzi albo kobietę w ciąży popadamy w rozpacz. Ludzie czasem serio nie myślą

Dawca

Zawsze marzyłam że będę w naszym dziecku doszukiwać się cech męża , oczy,uśmiech czy cechy harakteru.
To straszne, decydować się na dawce.
To okropne że trzeba było z tego wszystkiego zrezygnować.
Wybierając dawce czułam się jak zdrajczyni i chociaż to mąż mi już sam dawno to proponował, ja musiałam do tego dojrzeć,a zajęło mi to 3 lata.
Mimo tego dalej nie czuję się z tym komfortowo.Bardzo chcę mieć dziecko i mieliśmy wybór albo dawca albo życie tylko we dwoje.
Jak trudno jest wybrać dawce , zwłaszcza gdy do naszej grupy krwi pasują tylko ci bez zdjęcia i żadnych danych oprócz grupy krwi, koloru włosów i oczu, oraz wzrost , waga i zawód.
Jesteśmy teraz przed stymulacją i staram się myśleć pozytywnie, choć dopadają mnie złe myśli.
Najważniejsze żeby się udało.
Marzę o tym że mamy już dziecko , jesteśmy szczęśliwi i zapominamy o dawcy.Marzę o tym by mieć wreszcie pełną szczęśliwą rodzinę i zapomnieć o koszmarze niepłodności.

Boję się

Boję się, a nawet więcej, jestem przerażona,że znowu się nie uda.Kiedyś jakoś szybciej wychodziłam z dołków.
Teraz potrzebuję dużo czasu nawet miesiące. Boję się że w końcu tego nie wytrzymam i coś we mnie pęknie.
Jestem na skraju totalnego załamania, zaciskam zęby, mię śpię w nocy.Biorę jakieś tam ziołowe tabletli ale one średnio działają.
Boję że że nie będzie dziecka za to psychotropy będę jeść garściami.
Idą kolejne święta, a ja? A ja mam ochotę o nich nie pamiętać, przespać.
Nie chcę udawać że jest dobrze.
I tsk na codzień udaję przed wszystkimi, jak tylko widzę kogoś to jestem miła i uśmiechnięta, a potem wchodząc do domu wracam prawdziwa ja.
Czyli smutna zmęczona i samotna mimo wszystko osoba. Chowam się z tym moim bólem i łzami.
Nie umiem się poddać, dlatego jestem wilczycą, walczę do końca choć tyle mnie to kosztuje nerwów. Ciągle sobie powtarzam że teraz będzie już dobrze a za chwilę głos z tyłu głowy mi mówi taaaa......jasne czaruj się dalej.

Przemyślenia

Tak sobie myślę czy jest sprawiedliwość na świecie? Nie ma!!!!
Bo gdyby była czy tak długo musiałybyśmy walczyć o pełną rodzinę?
Jak to jest że któraś kobieta z otoczenia zachodzi w ciążę w moment a my tyle lat starań i nic?
Jak z tym żyć?
Mąż mnie pociesza że będziemy próbować do skutku,ale ja boję się porażek no i kosztów. Ehhh ciężko tak żyć na ciągłej trampolinie.Jednego dnia

Prośba o rady

Bardzo was proszę o rady odnośnie inseminacji.
Bardzo się stresuje, boję się że stracę swoją szansę z powodu nerwów.
Nie wiem czy lepiej leżeć i nic nie robić i myśleć czy się udało.
A może jednak zaplanować sobie czas np zakupy , sprzątanie (oczywiście bez dźwigania)tak by mniej myśleć i się denerwować.
Co jeszcze mogę zrobić by się udało.
Proszę was o komentarze

Czekanie i nerwy

Zauważyłyście już że ciągle czekacie i się stresujecie? A to by miesiączka nie przyszła, a to w ciele doszukujecie się zmian , albo czekacie na kolejną wizytę w klinice czy badania i wyniki.
Te 2 uczucia towarzyszą nam przez cały czas starań o dziecko.W każde święta czy urodziny te same nadzieje że do następnych się uda.
Najgorsze jest to że się nie spełnia, a ten stes i rozczarowania ciągle w nas siedzą.
Przez to wszystko czujemy się jeszcze gorzej.
Czytałam kiedyś że ludzie tacy jak my te wszystkie rozczarowania przeżywają jak poważną chorobę lub śmierć kogoś bliskiego.Ja zaczęłam teraz brać ziołowe leki na uspokojenie, ale nie bardzo działają. W nocy nie śpię, w dzień nie mogę sobie znaleźć miejsca, na filmach nie mogę się skupić.Jedyne wytchnienie od myśli daje książka, czytam teraz nałogowo by nie myśleć o staraniach,porażkach i bólu. Teraz czekam na wizytę w PARENS w Rzeszowie - chcemy podejść do AID
ps trzymajcie kciuki

Ignorancia ludzi

Słyszał ktoś z was od znajomych lub bliskich że in vitro lub inseminacja jest czymś złym?
To może powiedzieć tylko ktoś kto tak naprawdę niewiele o tym wie,a do tego nigdy nie musiał stanąć przed taką decyzją i przez to przechodzić.
Dla mnie to była bardzo trudna decyzja, długo do niej dojrzewałam. Wykorzystałam wszystkie mrożaczki.
Nie było to nic przyjemnego,brać zastrzyki z hormonami.Źle się po nich czułam, do tego stres uda się czy nie.
Uważam że dzieci które urodzą się dzięki tym metodom są bardzo kochane i wyczekane.
Nie umniejszam tu innym , bo nie o to chodzi , ale uważam że dziecko z kliniki jest bardzo świadomą decyzją, okupioną bólem, łzami, nadziejami i porażkami.
Nikt nie ma prawa nas osądzać.
Nie przejmujcie się opiniami innych i waczcie o swoje marzenie.

Jak trwoga to do Boga?

Jak trwoga to do Boga?
Otóż nie bo to nie ma sensu.
Czyli co....po tych latach starań mam pogodzić się z faktem że niby Bóg ma dla mnie inną drogę czy inny plan?Mam siedzieć z pokorą starać się przyjąć do wiadomości to że nie będę mamą bo Bóg tak chce? Mam się poddać? Ooo nie!!!! Ja walczę dalej , choć często mam wątpliwości czy się uda, innym razem wstaję i mówię sobie że dopnę swego.

Subskrybuje zawartość