Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 17 wrz 2018 16:54 
Offline

Rejestracja: 17 wrz 2018 15:17
Posty: 2
Witam. Syn 13 lat /adoptowany w wieku 1, 5 roku/ ma odwieczne problemy z zachowaniem w szkole. Jest jedynakiem, pilnowanym, wspomaganym w każdy możliwy sposób. Bardzo dużo pracujemy, syn ma prywatnie zajęcia z matematyki, angielskiego, polskiego, jestem mocno zaangażowana w jego edukację. Osiąga dobre wyniki w nauce. Klasę 6-tą zakończył z bardzo dobrą średnia 4.3 i miał tylko jedną ocenę dostateczną. Syn miałby lepsze wyniki gdyby nie jego zachowanie, którym zraża do siebie nauczycieli. Syn zmieniał szkole podstawowa 4 razy. Pierwszy raz po klasie 3. Ponieważ jest lekko nadpobudliwy, a do tego bardzo utalentowany sportowo, zalecono nam zapisanie syna do klasy sportowej, żeby mógł się rozwijać sportowo i jednocześnie *zmęczyć* i osłabić przejawy nadpobudliwości. /był diagnozowany ADHD nie stwierdzono/. W szkole ciągle były uwagi na temat tego, że błaznuje, gada, chodzi po klasie, ignoruje uwagi nauczyciela, który każe mu się uspokoić, rozśmiesza klase, dezorganizuje zajęcia. Mimo wielu rozmów, temat ciągle wracał. Główne zarzuty to właśnie gadanie, brak subordynacji, brak refleksji i wyciągania wniosków. W wyniku tego syn miał całe listy takich uwag. Część nauczycieli miała dość takiego zachowania i nie lubili syna, czemu się nie dziwię. Wielokrotnie tłumaczyłam, mówiłam, wstydziłam się i znów tłumaczyłam i tak wiecznie. W połowie 6 klasy syn zaczął mieć problemy zdrowotne, bóle głowy, o dużym nasileniu, które zaczęliśmy diagnozować. Nie wykryto niczego szczególnie niepokojącego /tak twierdzą neurolodzy/ ale EEG w czasie snu pokozuje pewne nieprawidłowości. Zalecono nam rezygnację z wyczynowego uprawiania sportu, dlatego też zdecydowaliśmy się na kolejną zmianę szkoły i szybko znaleźliśmy szkołę podstawową, do której go przenieśliśmy, chociaż łatwo nie było, bo poprawne zachowanie budziło szereg pytań i niechęć do przyjęcia go do placówki. Po zmianie syn był nawet zadowolony, miał więcej wolnego czasu, nie był przemęczony, a przede wszystkim mógł wystartować z tzw. "czystą kartą*. Obiecywał, że się zmieni, że zacznie przestrzegać zasad panujących na zajęciach szkolnych, mówił że w poprzedniej szkole miał już *łatkę*, którą ciężko było *odpiąć*. Liczyłam na to, że jest starszy, bardziej świadomy. Niestety... sytuacja się powtórzyła. Te same uwagi od różnych nauczycieli. Znowu obniżone zachowanie etc. Tłumaczenie, proszenie... zero litości. Była praca z psychologiem /prywatnie/, ale na tych zajęciach on zachowywał się tak, że psycholog patrzyła na mnie i męża...jakbyśmy wymyślali razem z nauczycielami te informacje na temat syna. Syn potrafi więc doskonale panować nad swoim zachowaniem, jeśli sytuacja tego wymaga. Niestety nie w szkole. Tam musi być w centrum uwagi. Chcę zwrócić na siebie uwagę rówieśników i pokazać nauczycielom jak bardzo ma w nosie to, że dezorganizuje im lekcje. Mimo tych wszystkich przykrych konsekwencji nie ma refleksji nad tym co robi. Kolejny rok szkolny zaczął się teraz we wrzesniu. Syn zmowu zmienił szkołę na docelową, bliżej domu, z językami których chciał się uczyć, w zupełnie nowej klasie /nabór do szkoły, która z gimnazjum stała się znowu podstawówką/. Kolejne *nowe rozdanie*, nowa klasa... *czysta kartka*. Wytrzymał 1.5 tyg, po rym czasie przyszedł z uwagą treści jak zawsze tej samej: błaznuje, rozmawia, nie reaguje na uwagi nauczyciela, rozmiesza klasę, dezorganizuje lekcje. Była kara, odkupił *grzechy*, naprawił błędy.. kolejne 1.5 tygodnia i dziś znowu to samo... kolejna uwaga, że dezorganizuje lekcje, wydaje dziwne dźwięki, błaznuje i nie reaguje na polecenia. Nie wiem co z nim już robić. Nie mam pomysłu jak z nim pracować, jak rozmawiać, a przede wszystkim czemu on to robi? Zastanawiam się czy on nad tym panuje??? Gdzie szukać pomocy? W szkole nikt nie wie o tym, że syn jest dzieckiem adoptowanym. Nie obnoszę się z tym, bo mam w tej kwestii przykre doświadczenia i szkoła to ostatnie miejsce w którym ktokolwiek chciałby mi pomóc, a wręcz przeciwnie. 98% pedagogów których spotkałam w swoim życiu z ramienia szkoły... czy nawet szkół... bo było ich wiele...to nieporozumienie!!! Ludzie, którzy nie lubią dzieci i/lub nie mają za grosz serca do nich. Ludzie którzy oceniają przez pryzmat portfela, zawodu rodziców, pochodzenia, korzeni etc a ponieważ sroce spod ogona nie wpadłam, wszystko to widzę Ten świat jest niestety bardzo niedoskonały i współczuję wszystkim rodzicom tego użerania się, braku wsparcia, niezrozumienia i oceniania. Szkoła to jedna z najgorszych instytucji, gdzie nie ma miejsca na indywidualność, realizację potrzeb, zrozumienie, czy wsparcie. Tymczasem pozostajemy ze swoimi dziećmi i ich problemami niemalże sami. Proszę o info co robić? Gdzie szukać fachowej pomocy?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 22 wrz 2018 23:44 
Offline
Ekspert Bociana
Ekspert Bociana

Rejestracja: 24 lip 2012 15:50
Posty: 162
Dzień dobry,
po przeczytaniu Pani postu zachęcałabym do rozmowy z terapeutą rodzinnym. W mojej ocenie w ten sposób najlepiej można pomóc nastolatkowi, który jest silnie zależny od relacji rodzinnych i sam na nie mocno wpływa, tym bardziej, że wykluczono u Syna ADHD. Nie wiem, jak wygląda w Państwa rodzinie kwestia jawności adopcji, jakie mają Państwo relacje, ale warto wspólnie poszukać, co stoi za zachowaniami Chłopca, aby mu realnie pomóc.
Przepraszam za lakoniczność mojej wypowiedzi, ale wydaje mi się, że to najwłaściwsza droga. W razie pytań, proszę o wiadomość.
Pozdrawiam,
Magda Kruk-Rogucka


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 26 lis 2019 19:25 
Offline

Rejestracja: 20 lut 2017 14:44
Posty: 3
Mama13 pisze:
Szkoła to jedna z najgorszych instytucji, gdzie nie ma miejsca na indywidualność, realizację potrzeb, zrozumienie, czy wsparcie


Przeczytaj jeszcze raz, to co napisałaś i wyobraź sobie, że Twoje dziecko widzi szkołę dokładnie tak, jak ją przedstawiłaś i jak sama ją postrzegasz.

Nie zrozum mnie źle, rozumiem Twoje rozgoryczenie, bo mam w domu idento spryciarza dziesięciolatka - tyle że dopiero od roku. Też rozwala lekcje i też jeszcze nie wiemy jak to ugryźć. Ze szkołą trzymamy mocną sztamę od samego początku, nawet jeżeli różnie ta współpraca wygląda.

My wszędzie mówimy, że dzieci są adoptowane (przyjęliśmy rodzeństwo), także w ich obecności. To zdejmuje z naszych ramion ogrom ciężaru - w tych dzieciach jest tak wiele bólu i nieznanego, które włożyli w nie inni ludzie, a z którym to my musimy się mierzyć. Trzeba móc się jakoś pocieszyć żeby mieć siłę :)

A co gdybyś poszła do tej szkoły, gdzie jest teraz i szczerze porozmawiała z dyrekcją, nauczycielami. Gdybyś powiedziała im o swojej bezradności, o potrzebie wsparcia. Ja nie dalej jak wczoraj prosiłam, w obecności nauczycielki, dzieci z klasy mojego syna, żeby mu pomogły i kiedy zaczyna błaznować, żeby się odwrócili od niego, żeby się nie śmiali, żeby dali mu znać, że to nie ok i że ja będę wdzięczna (gadałam tak do 9latków!). Nie wiem jeszcze co z tego będzie, czy cokolwiek. Nauczycielka była wdzięczna, mój syn nieszczególnie :P
Nie możesz zostawać w tym sama, bo oszalejesz. Nie ma nic niewłaściwego w przyznaniu, że rodzicielstwo adopcyjne jest wymagające w inny sposób, że jest trudniejsze pod wieloma nieoczywistymi względami.To są zawsze takie skomplikowane i wielowątkowe sprawy, a wychowanie dziecka, to po prostu jakiś hardkor :) Odkąd mamy dzieci, co rusz się zastanawiam, jak to się stało, że moja własna matka nie ukatrupiła mnie z tysiąc razy za te wszystkie numery, które wycięłam jako dzieciak :)
Gdybyś chciała popisać, to odzywaj się na pw
Ściskam!
ps zawsze można się cofnąć o krok, "zresetować" relacje. Użyć dźwigni. Dzieci nie mają u nas dostępu do elektroniki. Młody idzie do komunii w przyszłym roku i planowaliśmy mu kupić komputer, o czym nie wiedział. Teraz dowiedział się o tych planach i o tym, że nie będzie komputera ze względu na jego zachowanie w szkole. Dam znać czy ta dźwignia zadziałała. Sama jestem ciekawa, czy będzie w stanie się powstrzymać.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 02 gru 2019 10:56 
Offline

Rejestracja: 30 wrz 2015 16:49
Posty: 32
inodi pisze:
My wszędzie mówimy, że dzieci są adoptowane (przyjęliśmy rodzeństwo), także w ich obecności. To zdejmuje z naszych ramion ogrom ciężaru (...) Ja nie dalej jak wczoraj prosiłam, w obecności nauczycielki, dzieci z klasy mojego syna, żeby mu pomogły i kiedy zaczyna błaznować, żeby się odwrócili od niego, żeby się nie śmiali, żeby dali mu znać, że to nie ok i że ja będę wdzięczna (gadałam tak do 9latków!). Nie wiem jeszcze co z tego będzie, czy cokolwiek. Nauczycielka była wdzięczna, mój syn nieszczególnie

Inodi, nie chciałabym Cię urazić, ale wydaje mi się, że potrafię przewidzieć skutek dźwigni, którą stosujesz oraz innych metod polegających na tworzeniu zwartego środowiska, w którym dziecko pozostaje samo na przeciw całego otoczenia, któe wysyła mu sygnał, że to nie ok...
Nie będę się nad tym rozwodzić, bo łatwo wpędzi nas to w dyskusje o wielowątkowości zjawisk, ale wyjaśnię co leży u podstaw takiego postawienia sprawy.
Czy istnieje coś, co bezpodstawnie wpędza Cię w panikę? Ja na przykłąd boję się pająków. Takich dużych. Kątników. Wygooglaj sobie proszę, bo mam nadzieję, że i Ciebie przerazi ten obraz.
I teraz wyobraź sobie, że siedzisz na ważnym spotkaniu ze swoim szefem i najważniejszym klientem firmy. I ten klient ma taki fetysz, że lubi pająki. Nie jakieś jadowite, afrykańskie. Tylko takie zwykłe urocze kątniki. Przyszedł z trzema podopiecznymi. Zachwyca się nimi i puszcza je na stół przy którym siedzicie, a one wędrują w Twoją stronę. Wiesz, że nic Ci nie zrobią. Lęk jest całkowicie irracjonalny. Przyspieszony oddech, drżenie nóg, w których zbiera się natleniona krew, aby być gotowym do ucieczki, też. Nic Ci nie grozi. Szef Cię o tym zapewnił. Tylko dlaczego wbija Cię coraz mocniej w krzesło?
Nasze dzieci czują to cały czas. Tylko mają gorzej, bo nie rozumieją co jest pająkiem. Przez pierwszy okres życia ich organizm przystosował się do trybu "uciekaj albo walcz", bo były pozbawione właściwej opieki i wypracowały mechanizmy, które pozwoliły im przeżyć w pojedynkę.
Teraz, gdy są z nami, te mechanizmy nie są już przydatne, a wręcz bywają szkodliwe, bo nie przystają do społecznie akceptowalnych kluczy. Ale trudno się ich ot tak pozbyć. Jeśli już chcemy sprawić bu dzieciak je odpuścił, to szybciej się to uda, jeśli dostanie bezpieczne środowisko, w którym dostateczną ilość razy przekona się, że nic mu nie grozi.
Budując wokół niego poczucie, że pozostaje na marginesie, bo używa mechanizmów, nad którymi i tak nie jest w stanie zapanować, robicie coś zupełnie przeciwnego. Wysyłacie mu do mózgu sygnał: walcz, walcz, walcz o przetrwanie!


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 sty 2020 00:38 
Offline

Rejestracja: 03 cze 2004 00:00
Posty: 774
Do Mama13: warto rozważyć opcję Edukacja Domowa.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group