Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 21 kwie 2017 21:26 
Offline

Rejestracja: 08 lip 2015 10:52
Posty: 2
Zycie pisze rozne scenariusze. Kazdej z Nas inne a jednak takie same jesli chodzi o czekanie na ciaze. Napisze o sobie a na pewno wiele z Pan bedzie w sercu czulo dokladnie to co ja.


Ja czekam na dziecko 4 lata.
4 lata oczekiwania ktore slabnie we mnie kazdego miesiaca. Boje sie ze ktoregos dnia w ogole sie poddam. Na poczatku jest latwiej. Ma sie sile. Po pierwszym roku naturalnych staran decyzja o in vitro. Jaka ja bylam szczesliwa kiedy przygotowywalam sie do tej calej procedury. Juz w wyobrazni widzialam ze jak tylko przejde te wszystkie zastrzyki, leki, czeste wizyty u lekarzy i dojdzie do transferu zarodka to juz bede mogla sie cieszyc widzac na tescie 2 kreski. Tak sie jednak nie stalo. Po kolejnych nieudanych tranferach a bylo ich 4 swiat mi sie zawalil.

Przy ostatnim transferze w dniu robienia badania beta hcg dostalam telefon z pracy, odebralam cala zaplakana bo juz znalam wynik. Ciezko bylo mi rozmawiac. Slyszac to moja kierowniczka cala zmartwiona probuje mnie pocieszac, ze bedzie dobrze zebym sie nie martwila, po czym dodaje ze "wiesz mamy odpowiedzialny zawod (farmaceuta) i Ty teraz nie powinnas pracowac. Masz czym innym nabita glowe, wypocznij". Ja tylko zdolalam powiedziec ze po takich przejsciach nie moge zostac w domu i myslec, ze musze do ludzi, ze musze zapomniec" .Nic to nie pomoglo. Otrzymalam 3 miesieczne wypowiedzenie. Moj Swiat znowu rozpada sie na 1000 kawalkow.

Cale zycie marzylam o rodzinie. Takiej w ktorej sa dzieci. Wiem ze nie raz trzeba poczekac. Ale czy 4 lata to juz nie jest wystarczajaco dlugo?

Swoj Swiat zawsze ukladalam z dziecmi. Budujac dom wyznaczylam pokoje dla dzieci.
Coraz trudniej jest mi zyc. Czesto sa takie dni, szczegolnie teraz kiedy nie mam pracy ze nie widze sensu zycia. Widze i odczuwam je tak jakbym zyla czyims zyciem. Takie to nie moja, ja takiego nie chcialam. I czekam jakby obok tego zycia obecnego na to swoje w ktorym sa dzieci.

Z mezem uklada Nam sie dobrze. Kochamy sie i wspieramy. To co mnie dobrego spotkalo to wlasnie On. Bez niego wszystko byloby jeszcze trudniejsze.

Obecnie po nieudanych in vitro zostalam skierowana do immunologa i przyjmuje szczepienia z krwi meza. Daja one jakies nowe nadzieje ale jesli i tu polegniemy to nie wiem co dalej?

Zwracam sie do Pani o pomoc.

_________________
aga


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 25 kwie 2017 02:54 
Offline
Ekspert Bociana

Rejestracja: 07 lip 2013 13:42
Posty: 18
Dzień dobry Pani,

tak, cztery lata czekania to bardzo długo i może wyczerpać każdego. Nie jest więc dziwne, że Pani siły są nadwyrężone zwłaszcza, że do strat i niepowodzeń związanych ze staraniami o dziecko oraz czterema nieudanymi transferami dołączyła się kolejna - utrata pracy. To także strata i także boli.

Piszę o stratach, bo tak właśnie to widzę - każdy cykl, każdy miesiąc, nie mówiąc już o nieudanych procedurach IVF to rodzaj straty, którą trzeba przeżyć jak żałobę po kochanej osobie. Nigdy jej fizycznie nie było, ale jej utrata boli podobnie. Ból jest tym większy, im bardziej rozbudzone są nasze oczekiwania, a więc tam, gdzie w momencie rozpoczynania procedury IVF nie bierzemy pod uwagę możliwości niepowodzenia, gdzie czujemy po transferze, że to już prawie ciąża, cierpienie i rozpacz w momencie niepowodzenia są największe. To trochę jak sinusoida - im wyżej pozwolimy jej wznieść się na etapie przygotowań do in vitro, tym niżej spadamy, kiedy się nie powiedzie. Dlatego zachęcam Panią do realistycznego i umiarkowanie optymistycznego podejścia do leczenia. Nie oznacza to braku nadziei czy wiary w sukces, ona jest zawsze bardzo potrzebna, ale optymizm bazujący na konkretach, danych o skuteczności zabiegu dla par w takiej sytuacji i w podobnym wieku. Dzięki temu zachowujemy nie tylko spokój i nadzieję, ale też mamy w sobie większą umiejętność radzenia sobie z niepowodzeniami, które zawsze mogą się przydarzyć. Niestety żadna metoda leczenia niepłodności nie daje gwarancji zajścia w ciążę, margines w naszej głowie przewidziany na ewentualne niepowodzenie jest więc bardzo potrzebny, aby potem w miarę szybko wrócić do równowagi. Potrzebny bywa także plan B. Co mogłoby nim być dla Państwa? Adopcja dziecka? Dawstwo gamet? Świadoma bezdzietność? Plany alternatywne z reguły pomagają zapanować nad emocjami, na wypadek niepowodzenia zapewniają niezbędną dawkę wiary, że świat się nie kończy, a życie potoczy się dalej, mamy w nim jeszcze wiele do zrobienia.

Dlatego właśnie proponuję nie patrzeć na niepowodzenia w leczeniu jak na "porażki". Porażkę można odnieść tam, gdzie jest walka, wojna. Na wojnie zaś zawsze są ofiary, ranni i zabici. I niestety tylko dwie opcje: wygrana lub przegrana. Choroba nie jest stanem wojny, a leczenie, w którym nie wszystko zależy od naszego wysiłku, starań i zaangażowania (gdyby to zależało od Pani, na pewno miałaby już Pani dziecko, prawda? Przecież dała Pani z siebie tak wiele, jak zapewne jeszcze nigdy w życiu) nie powinna być Pani wygraną lub przegraną. Leczenie czasem kończy się niepowodzeniem, bo tak chciała natura wbrew naszej woli. Ale to nie jest nasza przegrana, z naturą jeszcze żaden człowiek nigdy nie wygrał. Może zamiast o porażce lepiej byłoby mówić o braku dziecka poczętego tą metodą? To brzmi inaczej i pozwala nie szukać w sobie winy, odpowiedzialności, nie nadużywać siebie zmuszając do wysiłku ponad siły w staraniach, a przekierowuje naszą uwagę na to, jak się w tym wszystkim o siebie zatroszczyć, zadbać o swoje ciągle wystawiane na ogromną próbę emocje, o swój związek, o swoje życie.

Pani pytanie o to, czy cztery lata to nie wystarczająco długi czas czekania na upragnione dziecko jest pełne bólu i wołania o sprawiedliwość. Niepłodność jest strasznie, potwornie niesprawiedliwa. Tylu ludzi wokół ma dzieci, wielu z nich zupełnie o to nie zabiega, a Pani, która daje z siebie tak wiele, cały czas nie może ich mieć. To nie jest w porządku. Ale życie i świat nie są wobec nas ok. Wielu pacjentów męczy pytanie o to, dlaczego ich to spotkało. Trudno się dziwić takim pytaniom, ale na nie nie ma sensownej odpowiedzi. To jest trochę tak, jak byśmy wyobrazili sobie pudełko z losami i ustawione rzędem pary. Co piąta z nich wyciąga z pudełka los "niepłodność". Dlaczego oni? Nie wiem. To jest zdarzenie losowe, w tym nie ma ani złośliwości siły wyższej, ani kary za wyimaginowane winy, ani ostrzeżenia, że aby mieć dzieci należy się bardziej postarać. To jest bezosobowa i pozbawiona emocji informacja od losu. Piszę o tym dlatego, że wielu pacjentów odbiera niepłodność właśnie jako rodzaj kary, stąd pytania o to, czym sobie na to zasłużyliśmy. Można też myśleć, że na dziecko także trzeba zasłużyć: co jeszcze mamy zrobić, aby los wreszcie dał nam to, o czym marzymy? Czy mamy się jeszcze bardziej starać? To jest bardzo niebezpieczna droga. Zawsze będzie coś, co jeszcze można zrobić, kosztem zdrowia, ostatnich pieniędzy, resztki sił. A los jest bezosobową, obojętną siłą i dlatego zajście w ciążę zupełnie nie zależy od tego, czy postaramy się jeszcze bardziej. Ciąża to nie jest nagroda, którą jakaś siła wyższa daje nam za odpowiednie starania. Inaczej nie byłoby tak, że niektórym parom udaje się zajść w ciążę bez IVF, innym przy pierwszym transferze, a Pani musi czekać tak długo. Nie jest Pani przecież gorszym czy mniej zaangażowanym człowiekiem.

Pisze Pani, że nie utożsamia się już ze swoim życiem, tak jakby ono nie było Pani. Trudno się dziwić - kto chciałby mieć życie pełne cierpienia i wiecznego czekania na coś, co nie chce przyjść? Ale jest to także sygnał mówiący o tym, że życie dzieje się gdzieś obok Pani. To prawdziwe życie. Trochę tak, jakby Pani została na peronie albo w dworcowej poczekalni i patrzyła na odjeżdżające pociągi. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że Pani życie dzieje się dzisiaj, tu i teraz, i innego po prostu nie będzie. Można je przeżyć ciągle czekając, a można decydując się na to, by jednak wsiąść do pociągu, nawet jeśli zamiast oczekiwanego pięknego ekspresu życie podstawiło nam zwykły osobowy. Nim także da się dotrzeć do celu.

Zachęcam Panią, a najlepiej oboje Państwa, do skorzystania z pomocy psychologa pracującego w obszarze niepłodności. Wsparcie, pomoc w podjęciu dobrych decyzji, opracowaniu planów B i nowych strategii radzenia sobie na wypadek niepowodzenia w leczeniu to pomoc, która może dać Państwu siłę i wzmocnić nadzieję.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wiele spokoju na tej drodze,
Dorota Gawlikowska


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 26 kwie 2017 18:16 
Offline

Rejestracja: 08 lip 2015 10:52
Posty: 2
Dziekuje serdecznie za wyczerpujaca odpowiedz.

Idealnie trafila Pani piszac:

"To jest trochę tak, jak byśmy wyobrazili sobie pudełko z losami i ustawione rzędem pary. Co piąta z nich wyciąga z pudełka los "niepłodność". Dlaczego oni? Nie wiem. To jest zdarzenie losowe, w tym nie ma ani złośliwości siły wyższej, ani kary za wyimaginowane winy, ani ostrzeżenia, że aby mieć dzieci należy się bardziej postarać. To jest bezosobowa i pozbawiona emocji informacja od losu. Piszę o tym dlatego, że wielu pacjentów odbiera niepłodność właśnie jako rodzaj kary, stąd pytania o to, czym sobie na to zasłużyliśmy. Można też myśleć, że na dziecko także trzeba zasłużyć: co jeszcze mamy zrobić, aby los wreszcie dał nam to, o czym marzymy? Czy mamy się jeszcze bardziej starać? To jest bardzo niebezpieczna droga. Zawsze będzie coś, co jeszcze można zrobić, kosztem zdrowia, ostatnich pieniędzy, resztki sił. A los jest bezosobową, obojętną siłą i dlatego zajście w ciążę zupełnie nie zależy od tego, czy postaramy się jeszcze bardziej. Ciąża to nie jest nagroda, którą jakaś siła wyższa daje nam za odpowiednie starania."

Ja zupelnie tak wlasnie myslalam. Teraz jednak rozumiem po Pani slowach ze to nie jest jakas kara i co najwazniejsze nalezy zyc tym zyciem jaki daje Nam los.

Tylko czy mozna byc szczesliwym tak naprawde w zyciu bez dzieci?

Czy robie zle ze mowie sobie ze nie przestane walczyc? I chce walczyc az do uzyskania wymarzonej ciazy?

Nie potrafilabym pogodzic sie z bezdzietnoscia.

Pozdrawiam Pania i jeszcze raz dziekuje za odp.

_________________
aga


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 kwie 2017 13:11 
Offline
Ekspert Bociana

Rejestracja: 07 lip 2013 13:42
Posty: 18
Bardzo się cieszę, że przestała Pani myśleć o chorobie jako o karze, moim zdaniem to bardzo ważne.

Nie robi Pani nic złego, także wtedy, kiedy myśli Pani, że nigdy nie przestanie walczyć. Ja jednak zastanawiam się nad tym, ile to myślenie rodzi napięcia, lęku przed tym, jak będzie wyglądało życie, jeśli mimo wszystko się nie uda? Jak trudno musi być się leczyć, jeśli z tyłu głowy ma się taki imperatyw, że leczenie po prostu musi przynieść pożądany efekt, bo jeśli nie... No właśnie, to co? Czy rzeczywiście takie myślenie Pani pomaga? Co Pani w życiu ma, co jest dla Pani cenne, co jest wartością? Warto się nad tym zastanowić.

Proszę pamiętać, że hierarchia tego, co w życiu ważne i nadaje mu sens, jest bardzo subiektywna i indywidualnie ustalana. Tu nie ma odgórnych norm, każdy sam tworzy sobie zestaw wartości, które dla niego są w życiu najważniejsze. Może być tak, że na szczycie piramidy umieścimy rodzicielstwo, dziecko. Taka tendencja jest tym bardziej widoczna, im dłużej para bezskutecznie stara się o dziecko, zabiega o nie, inwestuje w przyszłe rodzicielstwo emocje, czas, pieniądze, podporządkowuje mu swoje życie. Dziecko staje się wówczas trochę nieosiągalnym, wyidealizowanym celem, bez którego ogromnie trudno jest wyobrazić sobie dalsze życie. Po nim w hierarchii wartości będzie długa, długa przerwa, i dopiero gdzieś na końcu znajdzie się cała reszta ważnych dla nas spraw, takich jak zdrowie, nasz związek, bliscy ludzie, własny rozwój, praca, zainteresowania. Zwłaszcza związek, partner, bywa tu najczęściej niechcący pomijany, czasem wręcz deprecjonowany. I wtedy faktycznie okazuje się, że bez dziecka nie da się żyć. Ale to Pani kieruje swoim życiem i Pani ustala zasady. Namawiam do wzięcia także tego w swoje ręce i zastanowienia się, czy rzeczywiście chce Pani wszystko w życiu podporządkować jednemu celowi. Anglicy mówią, że wkładanie wszystkich jajek do jednego koszyka jest niebezpieczne. I rzeczywiście trochę jest.
Warto o niepłodności i wychodzeniu z niej myśleć jak najszerzej. Zmierzyć się mimo wszystko w sobie z opcją bezdzietności. Zmierzyć się w sobie z ewentualnością adopcji społecznej i prenatalnej. To uwalnia od lęku i pozwala na spojrzenie na swoją sytuację z wielu perspektyw tak, jak byśmy obchodzili dookoła kamień, ciężki głaz, który nagle los zrzucił nam na środek salonu. Czasem przyjrzenie mu się od innej strony pozwala zobaczyć te możliwości, jakich dotąd nie udało nam się dostrzec. Nie piszę o tym dlatego, że nie wierzę, że uda się Państwu mieć dziecko dzięki obecnemu leczeniu. Nigdy czegoś takiego nie zakładam. Ale dla mnie najważniejsza w tym leczeniu jest Pani i Pani Partner. To, abyście Państwo wyszli z tego doświadczenia, niezależnie od jego zakończenia, bez poczucia krzywdy i bezsensu życia.

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do pisania, jeśli będzie Pani miała ochotę podzielić się swoimi dalszymi przemyśleniami.

Trzymam kciuki za Państwa starania.

Dorota Gawlikowska


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 26 lut 2018 18:31 
Offline

Rejestracja: 26 lut 2018 16:47
Posty: 2
Jestem tu nowa ....ale każdego miesiąca tracę nadzieję na upragnioną dzidzie ....
Trwa to już kilka lat ,po 5 inseminacjach się poddałam ,pomyślałam że to jakaś kara,jakiś krzyż który muszę nosić ...poddałam się ,rozeszliśmy się z mężem to był następny cios ,pomyślałam że może tak ma być ,może to nie ten mężczyzna ,może z innym się poukłada i będę znowu szczęśliwa ,ale teraz po roku z moim partnerem który również pragnie mieć dziecko znowu przechodzę rozczarowania ,co miesiąc wyczekuje jakich kolwiek objawów ,oznak ale nic z tego ,znowu załamanie ,mam dola i sama nie wiem co mam myśleć ,tak bardzo pragnę być mamą ale czy to jeszcze kiedyś nastąpi ....nie wiem


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 mar 2018 13:32 
Offline
Ekspert Bociana

Rejestracja: 07 lip 2013 13:42
Posty: 18
Szanowna Pani,

jeśli czeka Pani na dziecko bezskutecznie od kilku lat, z pewnością sytuacja jest dla Pani bardzo trudna. Do tego doszło cierpienie związane z rozpadem ważnego dla Pani związku, które utrudniało i pogłębiało przeżywany przez Panią ból. To wszystko musiało i musi nadal być dla Pani bardzo bolesne.

Rozumiem, że przeszła Pani pięć inseminacji z poprzednim partnerem i nie zdecydowali się Państwo na inne metody leczenia ani na adopcję dziecka, mimo iż bardzo pragnie Pani zostać mamą. Dlaczego tak się stało? Jeżeli przyczyną zaniechania dalszych starań o dziecko było opisywane przez Panią przekonanie, że niepłodność jest karą za Pani winy i krzyżem, który musi Pani nieść, warto byłoby przyjrzeć się bliżej przyczynom takiego sposobu myślenia. Niepłodność jest chorobą i jak każda choroba nie jest przez nikogo zawiniona. Jest prawdą, że w naszym społeczeństwie często oskarża się osoby niepłodne o to, że same są winne swoim problemom, ale jest to zupełnie nieuzasadnione, okrutne i niesprawiedliwe. Nikt nie zasługuje na niepłodność i niezależnie od tego, co kto robił i jakie decyzje podejmował w życiu, pozostaje ona chorobą, która jak każda choroba wymaga leczenia, do którego wszyscy chorzy mają pełne prawo.

To bardzo ważne, że mimo trudności weszła Pani w nowy związek, który jak rozumiem jest dla Państwa udany. Tu także doświadcza Pani jednak niepłodności i czekanie na upragnioną ciążę może być dla Pani i Pani Partnera wyczerpujące. Warto byłoby zastanowić się wspólnie co chcielibyście Państwo zrobić, aby pomóc sobie w tej ważnej sprawie? Podjęcie działania mogłoby pomóc Pani w przezwyciężeniu poczucia bezradności i bezsilności, jakie zazwyczaj towarzyszy długiemu oczekiwaniu na ciążę połączonemu z licznymi niepowodzeniami, którego Pani obecnie doświadcza. Warto być może skorzystać także z pomocy psychologa, który specjalizuje się w problematyce niepłodności. Takie osoby pracują w tej chwili w większości klinik, mam nadzieję, że w pobliżu Pani miejsca zamieszkania także uda się znaleźć odpowiedniego specjalistę.

Serdecznie życzę, aby udało się Państwu znaleźć drogę wyjścia z obecnej sytuacji.

Pozdrawiam,
Dorota Gawlikowska


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 28 maja 2018 15:19 
Offline

Rejestracja: 26 lut 2018 16:47
Posty: 2
Dziękuję bardzo za odpowiedz i podtrzymanie mnie na duchu
Pozdrawiam M


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group