Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Forum zablokowane Ten temat jest zamknięty. Nie można w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 28 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 09 lis 2012 10:09 
Offline
Ekspert Bociana
Awatar użytkownika
Ekspert Bociana
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2002 01:00
Posty: 647
Lokalizacja: Kraków
Witam Jesteście Państwo w trudnym momencie. Rozumiem, że staranie się o dziecko trwało 10 lat. Trudno mi oceniać co się w tym czasie działo, czy wybieraliście Państwo nieodpowiednie kliniki, czy niestety w Waszym przypadku posiadanie wspoólnego biologicznego dziecka jest po prostu trudno osiągalne. Przede wszyswtkim warto najpierw wyleczyć depresję, a potem może zastawowić się nad tym co dalej - jaka inna opcji być może wchodzi w grę. pozdrawiam :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 23 lis 2012 16:05 
Offline

Rejestracja: 29 lis 2011 09:28
Posty: 34
Witam. Piszę do Pani, bo już nie umiem sobie z tym poradzić. Staram się od 6 lat i czuję, że całe moje życie kręci się wokół zajścia w ciążę. Mój miesiąc zawsze ma 25 dni, czyli tyle ile trwa mój cykl miesięczny. Wszystkie moje myśli krążą wokół tego czy już sa dni płodne(choć już przestałam liczyć), czy teraz jest odpowiedni czas na współżycie, czy może gdy jak mnie coś zakuło, to jestem w ciąży, choć po pewnym czasie słyszę głos wewnętrzny"przecież to niemożliwe, dlaczego akurat właśnie teraz miałoby się udać, jak przez tyle lat się nie udało". Współżycie z mężem dla mnie tylko wtedy ma sens, gdy jest szansa na poczęcie(dni płodne
) w przeciwnym wypadku, nawet nie próbuję się zbliżyć. Te wszystkie natrętne myśli przychodzą o różnych porach dnia i nocy, niezależnie od tego, czy jestem czymś zajęta, czy akurat coś robię. Jestem strasznie nerwowa, szybko i często potrafię się zezłościć na byle co. Starałam się nad tym pracować, ale jak widać z marnym skutkiem! Najgorsze jest to, że czasami chciałabym tak po prostu się rozpłakać, tak mocno, żeby wypłakać ten mój ból, ale łapię się na tym, że nie potrafię, już mi się to nie zdarza.

Pozdrawiam serdecznie.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 09 sty 2013 11:16 
Offline
Ekspert Bociana
Awatar użytkownika
Ekspert Bociana
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2002 01:00
Posty: 647
Lokalizacja: Kraków
Witam Panią :-)
To co Pani przeżywa to niestety klasyczne objawy po kilku latach bezskutecznego leczenia. Moim zdaniem warto skontaktować się ze specjalistą i poprosić o pomoc psychologiczną, bowiem taki stan jest dosć skutecznym środkiem antykoncrpzyjnym i nie pomaga lekarzom w ich zabiegach. pozdrawiam


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 sie 2014 15:41 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 kwie 2014 12:19
Posty: 1615
tak, wyluzowanie się jest mega ciąże, kiedy dookoła wszystkie znajome zachodzą w ciąże lub rodzą dzieci... a ty czekasz i czekasz...a czas płynie...

_________________
2011 początek starań
Łatwo nie było
2016 jest z nami cudowny Synuś ❤
Było warto :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 22 wrz 2014 20:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 lut 2002 01:00
Posty: 96
Lokalizacja: Kraków
Witam :-)

Trudne to,co Pani pisze i chyba nie o wyluzowanie chodzi tylko raczej o pomoc w poukładaniu tych dziesięciu lat i dobrą diagnozę jeśli faktycznie takiej nie było. Zajęłabym się także na Pni miejscu wyleczeniem depresji bo ona nie będzie dobrym doradcą co dalej zrobić. pozdrawiam :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 lut 2016 01:30 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 paź 2009 01:00
Posty: 3
Dzień dobry,
mam 30 lat, zdiagnozowane pcos, niedoczynność tarczycy, "niewielkie" (jeśli tak to moge napisac) Hashimoto, i w czerwcu będzie już 4 lata jak się z mężem staramy o dziecko...
Podejrzenie pcos miałam jeszcze prawie 10 lat temu podczas wizyt lekarskich z powodu rzadkich miesiączek i już wtedy pojawiła się myśl, że moge nie mieć dzieci (nawet lekarze mówili mi, ze jesli chce mieć dzieci, to tylko teraz - czyli wtedy 10 lat temu, bo potem moge mieć problem). Wówczas zaczęłam dopiero spotykac się z moim obecnym mężem, więc zupełnie nie myślałam o tym, żeby być już matką, zaczynałam studia..ale już wtedy mówiłam sobie w myślach, gdy pojawiały się rozmowy z ówczesnym chłopakiem, że moge nie mieć dzieci...i ta myśl gdzieś tam krążyła. Pojawiała sie myśl, że nie jestem w pełni wartościowa i wręcz wybrakowaną kobietą skoro tak się dzieje. Dla swojej pewności nawet kupiłam ze dwa razy testy owulacyjne, które wykazywały te owulacje około 10 dc. I tak aż do chwili zamążpójścia. Po ślubie wręcz bałam sie zajść w ciąże od razu, ponieważ nie mieszkaliśmy przed ślubem z mężem i chciałam się najpierw zasymilować z nowym miejscem zamieszkania (zamieszkałam z mężem u teściów) i w ogóle nacieszyć nowym stanem. Oczywiście pomimo tego lęku poczyniliśmy starania od razu. Ciąża nie pojawiała się. Dopiero po około 1,5 roku zaczeliśmy sie zastanawiac z mężem. Wizyty lekarskie ograniczały się jedynie do leków regulujących miesiączke i dyspozycji nie stresowania sie, bo widocznie taka moja uroda..zmieniałam lekarzy, którzy zmieniali leki na wywoływanie miesiączek (bez tego mogłam nie miewać miesiączek albo były bardzo nieregularne). W końcu po namowie przyjaciółki wybrałam lekarza w prywatnym gabinecie, który zlecił badania hormonalne, na insulinooporność (w międzyczasie przytyłam ok. 10 kg przez brak ruchu, objadanie się słodyczami). Dostałam lek na zbicie cukru metformax, oraz clostylbegyt. Zaczęłam monitorować cykle. Jeśli już zaczęłam reagować na leki, musiałam stosować dodatkowo leki na pękanie pęcherzyków, ponieważ cykle kończyły się torbielami, przez co wydłużał się proces leczenia czekając na wchłonięcie się torbieli...czas mi uciekał jak sądziłam. Liczne niepowodzenia a wokół rosnące liczby ciąż znajomych nie pomagały mi. Mąż zawsze bardzo mnie wspierał, podchodził do tego żartując, że przyjemne są starania, że ile miłych chwil można z nich wyciągnąć, żeby się nie spinać i ogólnie baaardzo miłe miał nastawienie. Przy czym ja wpadałam w melancholię i smutek, częściej płakałam, oczywiście zaraz po wizycie lekarskiej zmieniałam sie wpadając w euforię, bo lekarz dawał nową nadzieje, że jest szansa, że jeszcze inne przypadki były itd. Po jakimś czasie zmieniono mi lek na lametta. Owulacje były, pojawił się problem z cienkim endometrium. Szukania różnych przyczyn, przykładowych badań nie było końca - buszowałam po internecie, forach...Lekarz zlecił zrobic badanie nasienia męża. Okazało się, że wyniki wyszły niekorzystne, na badaniu komputerowym napisano, że wykryto teratozoospermię...Kupiliśmy z mężem witaminy dla mężczyzn, zmieniliśmy mężowi bieliznę, zaczęłam bardziej dbać o dietę, kupowałam orzechy brazylijskie (które rzekomo wpływają na jakość nasienia) itd...Mąż zaczął być przybity, być może sam się zdołował....W międzyczasie zakupiłam poradnik o pcos. Dzięki niemu i metformaxie schudłam te 10kg. Będąc już na wizycie u dr pytałam "a jak się nie uda, to co potem robimy". Dr zawsze mówił, żeby nie zakładać tak, bo on jest dobrej myśli...W tym czasie zlecono mi badanie drożności jajowodów - i tak trafiłam do obecnego dr. Androloga i ginekologa-położnika. Mimo wstydu męża przed badaniami, powtórzyliśmy badanie, ponieważ powiedziano nam, że te badania komputerowe są niemiarodajne. Dr sam wykonał badania, zbadał też męża. Okazało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Dostałam lek Femara. Zaczęłam dobrze reagować. Dochodzi do owulacji, endometrium rośnie, podwyższoną prolaktynę zbiłam bardzo szybko, reszta hormonów dr uznał, że są w normie. Drożność jest prawidłowa. I zaczęły się schody...zaczęłam myśleć baaardzo negatywnie o sobie, mąż mnie wspierał ale sądze, że też już ma (a w zasadzie miał) dość cały czas słuchania tego samego narzekania, płaczu..Idąc na monitoring już szłam z myślą "i tak się nie uda". Przez cały czas przed staraniem byłam zdystansowana do dzieci, nie umiałam nawet do nich zagadać, uśmiechnąć się. Sądziłam, że to z tego że nie miałam nigdy kontaktu z takimi dziećmi. Znajome zaczynały rodzić. Zaczęłam unikać z nimi kontaktu, bałam sie tych kolejnych pytań "co u was", "a wy kiedy", "jak tam wasze starania". Denerwowałam się przed każdymi spotkaniami rodzinnymi, bo ciotki będą pytać; a już będąc na tych spotkaniach, zawzięcie skupiałam się na innych tematach, żeby zagadać ciotki czymś innym (czując straszne napięcie z nimi rozmawiając). Zauwarzyłam, że jak już spotykałam się ze znajomymi, a Ci mieli małe dzieci lub informowali mnie, że zostaną rodzicami po raz pierwszy, drugi (z wpadki, że nie chcieli, albo od razu za pierwszym razem), cieszyłam się z nimi, ale czułam straszne ściskanie w dołku, wracając do domu opowiadałam o tym męzowi i cieszyłam się a za moment wybuchałam płaczem, lub wręcz nieświadomie złościłam się na męża za coś...zaczęłam myśleć, że: "to jakaś kara, że to dlatego że nie chciałam mieć dziecka tak od razu, że jestem wybrakowana, że na pewno już nigdy nie będę mamą, że pewnie wszyscy wokół już będą mieli dzieci, a ja nie, że mąż powinien być z kimś innym, jestem chora, że nie umiem podstawowej funkcji kobiety spełnić, podczas gdy innym tak łatwo przychodzi", zauważałam że Ci którzy zaczęli się starać dużo po nas już zachodzili w ciążę, a ja dalej nie. Czułam się źle sama ze sobą. Mój mąż zawsze miał dobre i racjonalne wyjaśnienie sytuacji, ale chociaż to przyjmowałam do siebie, nie do końca chyba mu wierzyłam, bo "ja wiem swoje". Zmieniały mi się nastawienia - raz chciałam adopcji, innym razem bałam się, że nie pokocham obcego dziecka, że nie poczuje jak to jest gdy dziecko rośnie we mnie...wyobrazałam sobie to dziecko, śniło mi się po nocach, wybrałam imiona, a gdy najbliżsi wybierali te imiona, czułam jakby mi ktoś coś odbierał i pojawiała się myśl, że ja już tak nazwać nie mogę. zapisałam się na forum i piszę z dziewczynami, które chorują na pcos i się starały o dzieci, lub nadal starają, lub ponownie starają. Wspieramy się nawzajem...zaczęłam żyć według wizyt lekarskich i badań, stosowania leków, podporządkowywałam wyjazdy pod wizyty, seks pod monitoring, w pracy myślałam tylko o zajściu w ciążę, zaczęłam usuwać sport, bo może zaszkodzić, zaczęłam myslec tylko o tym aby zajsc w ciaze...nawet zwykle pocalunki czy przytulenia męża odrzucałam, bo bałam się ze bedzie sie chcial kochac, a to "przeciez nie teraz", albo "nie mam ochoty i juz"; lub wręcz przestałam czerpać z tego przyjemność....Myślę, że wpadłam w depresję...Może nawet mąż już się tym zmęczył. Częściej zaczęliśmy się kłócić. Mąż sam z siebie mniej chętnie mnie przytula, albo od razu tłumaczy że tylko chce przytulić...chcieliśmy się budować i zaczęłam powtarzać, że może nie ma po co, bo dom będzie pusty, nie będzie komu przepisać...nie chciałam jechać na narty, bo dopiero zaczęłam z nimi przygodę i trochę się boję jeździć, ale wyobrazałam sobie że jestem w ciąży i upadam i co wtedy...i mialam w sobie duzo mysli" raz chcialam byc w ciazy i miec dziecko, pokazywac mu swiat, uczestniczyc w jego rozwoju, szkole, a zaraz potem mrozil mnie strach, ze az brzuch zaczal bolec "ojej to juz, to mozliwe, a jak ja sobie poradze, a czy ja bede wiedziec co i jak, beda mi patrzec na rece, krytykowac, nie bede wiedziec co robic, bede cos robic zle, a ja przeciez zaraz sie denerwuje i placze jak ktos mi zwraca uwage".....dodam, że wszystko miałam zaplanowane :) imie, dom, prace, że zaraz po pierwszym dziecku chce od razu drugie, bo bedzie trudno...no i oczywiscie, ze urodze przed 30-tką...nie wspomne jakie uczucia mi towarzyszyly pare dni przed 30tymi urodzinami i pare dni po, albo gdy ktos pytal ile mam lat....

poza tym moj maz uwielbia dzieci i szybko z nimi lapie kontakt, dzieci uwielbiaja jego, i zawsze mi serce peka, gdy sie z nimi tak bawi, bo mysle ze nie moge mu dac takiego malenstwa...on nie mial kontaktu ze swoim ojcem i bardzo tego pragne, by mogl sie sprawdzic w takiej roli...do tego moi rodzice nie sa mlodzi, a tata choruje i zawsze chcialam, zeby doczekali wnukow...pozniej analizowalam czy chce miec dzieci, dla siebie ze ta to ujmę, czy dla tych rodzicow, męza itd...

Szwagier po rozwodzie związał się z kobietą, która ma już dziecko, teraz w niedługim czasie okazało się, że jest w ciązy z nim (po niecałym roku bycia ze sobą). Czułam złość, niesprawiedliwość, ryczałam i wręcz czułam niechęć do relacji z nimi, a ponieważ mieszkają blisko, z żalem spoglądałam na ich dom i wyobrażałam sobie ich radość. W tym samym czasie, gdy ona nam obwieściła nowinę, sądziłam że jestem w ciązy, ponieważ było mi bardzo niedobrze, dziwne dolegliwości żołądkowe miałam, byłam osłabiona, bardzo reagowałam na zapachy i opóźniała się miesiączka. Dwa dni po nowinie, dostałam miesiączki. Dr powiedział, że być może byłam w ciązy, ale szybko "poleciała", że na tescie jeszcze nie wyszło. Uspokajał mnie, że równie dobrze mogło jej nie być, tylko taka jest moja reakcja na leki. Oczywiście ubzdurałam sobie, że na pewno straciłam maleństwo i pogrążyłam się w rozpaczy, płacząc co i rusz...Teraz już sądze, że to mogło być za wcześnie, i to pewnie reakcja na hormony....

Wszystko zaczęło się zmieniać...raz zgodzilismy sie zajac przez 1,5 godziny 9 miesiecznym wowczas dzieckiem znajomych (ktorzy wiedza o naszym problemie). Gdy maly byl zmeczony i wreszcie wzielam go na rece. wtulil sie we mnie i uspokoil, pogladzilam go po glowce i poczulam takie delikatne wloski i jego spokoj do mnie doszedl, ze poczulam ze cos we mnie peka i poczulam cos w rodzaju instynktu, ze chce, jednak chce, i dam rade....Od tamtej pory gdy sie spotykamy, maly sie do mnie bardzo przytula....

W naszym sąsiedztwie u szwagra pojawiła się mała 3 latka z poprzedniego małżeństwa szwagierki....z daleka krzyczy ciocia do mnie i sie tuli, czasami zostawala u nas pod nasza opieką, i zaczela do mnie lgnąć, chociaz jej unikalam i wolalam jak bawila sie z mężem ("no bo ja przeciez nie wie jak")...i zaczelam to lubic, wymyslalam historyjki, zabawy, przebieranki...przytula sie do mnie i biegnie z daleka....

Zaczelam sie otwierac na dzieci, zaczelam je zaczepiac, rozmawiac, brac na rece, uwielbiam im kupowac te ubranka, zabawki i juz nie patrze z zalem jak je kupuje, tylko ciekawa jestem czy im sie spodobaja..

Ostatnio przeczytalam Pani książkę "Niepłodność. Pomoc medyczna i psychologiczna, napisaną z Panem dr Wojciechem Pabian. I zobaczyłam tam siebie...To wszystko co przezywam...Że to juz jest mój problem...Zrobiłam notatki na kartce z ważnymi hasłami. I postanowiłam, że to koniec tych myśli. Bo sama siebie nakręcam...Walcze. Jest mi coraz lepiej. I owszem nie da sie nie myslec zupelnie, bo przeciez o wizycie musze pamietac :) ale mysle obecnie o tym, zeby o siebie dbac jak kiedys (troche sie zapuscilam:P), o wyjezdzie w gory w wakacje, o projekcie domku, jakie zmiany w nim zrobic, widze tam siebie zbierającą zabawki, z chęcią wymęczyłam męża już po staraniach bo to ja miałam ochotę na zbliżenia, spotykam się ze znajomymi ogólnie, ale także z tymi co mają dzieci, i chociaż znowu się nie udało, to owulacja przyszłam w tym miesiącu wcześniej niż zwykle...nieznajomi i znajomi mężczyźni prawią mi komplementy, czuję się ze sobą lepiej, staram się jeszcze poprawić sytuację z mężem bo chyba doszło do małego kryzysu, dużo czasu spędza w nowym iphonie nie zwracając na mnie uwagi.sporo się kłócimy...może miał dość mojej depresji i tak się wycofał...są lepsze i gorsze dni naprzemian. walczymy...

Skoro medycznie jest wszystko ok, reaguje na leki i jest owulacja, to czemu sie nie udaje...Czy stres moze miec az taki wplyw?? Czy to cialo jest spiete i nie dopuszcza, czy hormony tak dzialaja? Ostatnio nawet w pracy sie za bardzo spielam przez nawal pracy na czas i dostalam przykurczu miesni karku....Podejrzewam, ze musze miec spiety organizm. Naleze do osob ktore wszystkim sie przejmuja, wszystko biora do siebie.....


Robię coś ze swoim życiem, może to zabrzmi dziwnie i mało "efektownie", ale w obliczu tego okresu stagnacji, dla mnie to dużo: zadeklarowałam się jako dawca narządów po śmierci, i ciesze się, że moge komus pomoc, chociaz mój mąż wolałby nie podejmowac takiej decyzji i ustalilismy, że jeśli nie bedzie w stanie sie zgodzic, niech tego nie robi na siłe; zamierzam podjąć wyzwanie i przejść extramalną drogę krzyżową (44 km pieszej pielgrzymi w nocy), zapisałam się na kursy niezbędne mi do pracy, muszę się pouczyć materiałów i napisać testy, skupiam się na pracy wykonywanej w firmie, postanowiłam z powrotem wrócić do sportu, pobiegać, poćwiczyć, wybrać się na basen (wstydziłam się pojawiać w kostiumie), zapisać się na mityngi DAA, dokończyć kwestię budowy domu, skupić się na ulubionej lekturze książek, śmielej rozmawiam ze znajomymi o swoim problemie i staraniach, ale nie martwie się już tym. Czasu nie cofnę, rozumiem, że zaraz po ślubie nie byłam gotowa, stara jeszcze nie jestem :P, a nawet jeśli rodzina nie doczeka to też nie jest to zależne ode mnie...

Bardzo Pani dziękuję za tę książkę! Kupiłam także i muszę ją przeczytać - "Niepłodność w ujęciu bio-psycho-społecznym" Pani Marioli Bidzan. Myślę, że takiej lektury też nigdy za wiele...

Może Pani mi podpowie jeszcze jak poradzić sobie, żeby te myśli nie wróciły po kolejnych niepowodzeniach (wiem, że znowu troche zakładam że tak będzie, ale być może to stanie się nieuniknione znowu), jak wyluzować zupełnie, jak zareagowac, gdy zauwarze znowu pierwsze symptomy (myśli, działania wycofywania sie np.), żeby nie wpędzić się znowu w ten wir, i przecież skoro mam monitoring cyklu i wiem jak lekarz mówi, że "to teraz bedzie owulacja", to zeby nie czuc tego spiecia....Nawet juz mężowi nie mowie, tylko go zaczepiam, zeby sie sam nie spinal....czuje sie, ze to wszystko przez stres...

Przepraszam że tak długo...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 07 mar 2016 14:35 
Offline

Rejestracja: 18 lut 2016 14:59
Posty: 2
Nie przejmuj się pytaniami innych. Może warto rodzinie przedstawić sytuację, wtedy na pewno wyluzują, a może i pomogą. Ale najwazniejsze, abyście wspierali siebie nawzajem z mężem.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 08 mar 2016 10:53 
Offline
Ekspert Bociana
Awatar użytkownika
Ekspert Bociana
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2002 01:00
Posty: 647
Lokalizacja: Kraków
Witam Moim zdaniem potrzebuje Pani pomocy psychologicznej, a być może nawet psychoterapeutycznej. Zdecydowała się
Pani wylać wszystko co Panią gryzie w jednum poście, ale moim zdaniem to niewiela da .Trzeba nad tym spokojnie popracować w trakcie terapii. pozdrawiam


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 08 mar 2016 13:08 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 paź 2009 01:00
Posty: 3
No w zasadzie nie wszystkim ciotkom mozna cos powiedziec, bo plotki pojda do calej rodziny, poza tym to sa inne temperamenty, ja jestem wrazliwa i ich komentarzy bym nie zniosla. I tak sie domyslaja bo w rozmoeach slysze ze sie modla za moje dziecko, ze moze powinnam sie juz zq to wziac bo mloda nie jestem, a moze powinnam sie leczyc itd. Ale mowione chamskim tonem...wchodzac z butami wrecz.....Ci, co chcialam zeby wiedzieli, wiedza.......Wlasnie dzisiaj zaczynam cykl spotkan z psychoterapeuta pracujacym przy klinice. To maja byc warsztaty "z wyluzowania" dla dlugo starajacych sie kobiet.. Czy takie spotkania tez moga pomoc? ja sie czuje sama ze soba od jakiegos czasu lepiej, staram sie odpedzac moje stare nawyki myslowe i mysle pozytywnie..czy sadzi Pani, ze juz jestem na dobrej drodze? Dziekuje za odpowiedzi


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 23 mar 2016 20:25 
Offline
Ekspert Bociana
Awatar użytkownika
Ekspert Bociana
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2002 01:00
Posty: 647
Lokalizacja: Kraków
Nie przejmowanie się zdaniem innych to świetny trop, szkoda na to casu i energii, a wybór pomocy -trudno mi coś radzić, powinna Pani sama zobaczyć czy to, co będzie proponowane jest dla Pani dobre pozdrawiam:-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 lip 2016 15:36 
Offline

Rejestracja: 14 mar 2016 14:11
Posty: 1
Czy gdzieś na portalu, forum, jest jakieś miejsce gdzie użytkownicy dzielą się, polecają konkretne ośrodki psychologiczne, psychologów, którzy mogą być pomocni w prowadzeniu terapii dla par leczących się na niepłodność? Czuję, że chciałabym udać się na taką wizytę, aby nauczyć się "wyluzować", ale tak iść do kogoś w ciemno i mówić o tak intymnych sprawach mam opory.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 07 lip 2016 00:43 
Offline

Rejestracja: 26 sty 2015 21:17
Posty: 5
Podłączam się pod temat Czuje że też potrzebujemy pomocy psychologa bo zwariujemy :( tylko gdzie możemy się udać do dobrego specjalisty?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 25 lip 2016 15:24 
Offline
Ekspert Bociana
Awatar użytkownika
Ekspert Bociana
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2002 01:00
Posty: 647
Lokalizacja: Kraków
witam, proszę szukać certyfikowanych psychoterapeutów Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. To specjaliści spełniający wymogi Unii Europejskiej. pozdrawiam


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Forum zablokowane Ten temat jest zamknięty. Nie można w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 28 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group