Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 320 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 ... 22  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 07 lis 2015 00:57 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 mar 2007 01:00
Posty: 1188
Kiniutek - dzięki :) Niestety, mój "realizm" to chyba zgorzknienie i świadomość, ze tak naprawdę to na nic nie mam w tym życiu wpływu i tak będzie jak "ma być" choć bym na głowie stanęła.
Co do kasy - ja dużą ilość wydaję na lekarzy aby doprowadzić się do jakiego takiego porządku po wieloletnich "procedurach". Nie okłamujmy się ale bardzo niszczą zdrowie - fizyczne i emocjonalne.
Bałtyk, morze i piach :) ach już "zazdroszczę" :) Napisz jak było jak wrócisz :)
Mój pies uwielbia piach ale morza nie zna - za daleko mamy i kasy brak.

Dobrze, ze teraz jedziesz - będzie tylko plaża, Wy i Wasz psiak :) zero matek z dziećmi i brak zakazów wejścia z psem :)
Nic Wam nie zepsuje nastroju :)

Stempniakk - ja od dzieciakow, z którymi pracuję usłyszałam pytania o dzieci wielokrotnie - raz jak się dowiedzieli, ze nie mam to powiedzieli, ze to dziwne i już więcej tematu na szczęście nie poruszali. Nie znosze gdy ktoś pyta nmnie o dzieci. Do szalu natomiast doprowadza mnie jak ktoś kto wie o moim problemie bez ceregieli opowiada o swoich dzieciach nie myśląc, że robi mi przykrość. Unikam takich osob.

Wielokrotnie też słyszałam od moich wychowanków, ze była bym fajną mamą, niektórzy nawet mówili do mnie (jak im się wyrwało) mamo - to bardzo bolało ...

Piątek - wszyscy w jakiś tam sposób "dziczejemy" ponieważ unikamy pewnych grup ludzi i zostaje wokół nas pustka.

Kiniutek - może już nie zapraszaj tych totalnie nietaktownych "gości" - nie są tego warci skoro taką niewyparzoną ... mają?

Diar i K_anilorak - adopcyjne dziecko to nie biologiczne dziecko - dla niektórych osób to jest nie do przeskoczenia. Chcemy może miłości bezwarunkowej? Może w przyszłości nie chcemy pomagać wychowanym przez nas dzieciom szukac rodziny biologicznej? Niektórych to przerasta i .. niech tak pozostanie.


k_anilorak pisze:
Dziewczyny bezdzietność wbrew woli siedzi w głowach. Wystarczy otworzyć serce


Może mamy już serdecznie dość "otwierania serca? Ciągłego słuchania, ze można adoptować, ze to jest sposób na bezdzietność.? Może mamy dosyć słuchania, ze w jakiś tam sposób nie jesteśmy dobrymi ludźmi bo nie chcemy przygarnąć porzuconego dziecka? Może po prostu wolimy otworzyć serce na męża/ żonę? na psa/ kota/ świnkę morską? schronisto dla zwierząt?

_________________
marzenia się nie spełniają
a nadzieja umiera


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 08 lis 2015 00:00 
Offline

Rejestracja: 24 kwie 2012 12:23
Posty: 220
Wiem, że adopcja nie jest dla każdego. Rozumiem, że ktoś może zyczajnie nie chcieć. Tyle, że to jest równoznaczne z bezdzietnością i byciem w tym wątku.
Życzę wszystkim tu obecnym szczęścia, spełnienia w jakiś inny sposób. Ludzie
potrafią żyć szczęśliwie we dwoje. Ja nie umiałabym.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 08 lis 2015 13:08 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5730
k_anilorak pisze:
Ja nie umiałabym.
wydaje mi sie, ze to jest kwintesencja. Kazdy ma swoja droge, wybor do ktorej byl bardziej lub mniej dobrowolny, wiec szanujmy to :)

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 08 lis 2015 20:56 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 mar 2007 01:00
Posty: 1188
k_anilorak pisze:
Wiem, że adopcja nie jest dla każdego. Rozumiem, że ktoś może zyczajnie nie chcieć. Tyle, że to jest równoznaczne z bezdzietnością i byciem w tym wątku. Życzę wszystkim tu obecnym szczęścia, spełnienia w jakiś inny sposób. Ludzie potrafią żyć szczęśliwie we dwoje. Ja nie umiałabym


Dziękuję za życzenia - choć to naprawdę trudne do spełnienia bo szczęśliwymi to chyba nie będziemy (mówię o sobie i moim M) - tez nie potrafimy byś "szczęśliwi we dwoje" ... no ale skoro nie możemy mieć dzieci pomimo wieloletniej walki to nie możemy i tyle ... czyli szczęśliwi też być nie możemy - tak "do końca" szczęśliwi.

Nie obraź się proszę K_anilorak ale dla mnie adopcyjne dziecko tez nie było by "tak do końca" moje więc nadal czuła bym się bezdzietna , tyle, ze miałabym się kim opiekować .... i tyle

Każdy z nas jest inny i czego innego pragnie.
Jedni jak mu drzwi zamykają to wchodzą oknem, inni nieśmiało pukaja a potem odchodzą ze spuszczoną głową ...

i my właśnie odeszliśmy, nie to nie , ktoś nas jednak nie lubi (Bóg, siła wyższa, los, natura, ) zwał jak zwał ... olał nas i skopał nasze odczucia i pragnienia więc nie będziemy "go " wielbić i starać się doszukiwać większego i głębszego sensu w "jego" decyzjach. Skoro nie dał nam być rodzicami to po naszej śmierci słuch wszelaki o nas bezwartościowcach zaginie ... bo tak się właśnie czujemy (ja i moj M) - gorsi, inni, beznadziejni, nic nie warci, skopani, odsunięci na boczny tor, lekceważeni w naszych pragnieniach i przez Boga i przez ludzi.

_________________
marzenia się nie spełniają
a nadzieja umiera


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 lis 2015 13:49 
Offline

Rejestracja: 09 lis 2015 23:13
Posty: 4
Są rzeczy na które nie mamy żadnego wpływu bezdzietność ,poważne choroby,zdrady.Da się z tym żyć i być szczęśliwym,to zależy tylko od nas .Jak ty będziesz szczęśliwa to być może i mąż będzie.Bądźcie szczęściem dla siebie.Na pewno brzmi to jak jedna wielka bzdura w tym momencie,ale szkoda życia na płakanie nad tym czego nie damy rady zmienić.Idź do przodu,zamknij drzwi za tym co było.Nie jesteście gorsi i nie jesteście sami,są gorsze problemy.To banalne ,ale mam kuzynkę .W tym roku miał być ślub,a jest rak.Wesele zostało przełożone na następny rok,ale nie wiadomo czy będą mieli szansę być małżeństwem.Teraz nie mogą cieszyć się nawet sobą,bo szpital ,chemioterapia.Powodzenia.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 lis 2015 14:24 
Offline

Rejestracja: 21 lut 2014 09:42
Posty: 163
aśka36 pisze:
Idź do przodu,zamknij drzwi za tym co było.Nie jesteście gorsi i nie jesteście sami,są gorsze problemy.To banalne ,ale mam kuzynkę .W tym roku miał być ślub,a jest rak.Wesele zostało przełożone na następny rok,ale nie wiadomo czy będą mieli szansę być małżeństwem.Teraz nie mogą cieszyć się nawet sobą,bo szpital ,chemioterapia

Bardzo przykro mi z powodu Twojej kuzynki.
Ale to chyba nie o to chodzi, by licytować się kto ma gorzej i pocieszać kogoś nieszczęściem innych..
Myślę, że takie słowa powiedziane osobie, która czuje żal i niesprawiedliwość z powodu bezdzietności, są tak samo krzywdzące, jak namawianie do adopcji. Lepiej poczuje się tylko osoba dająca "dobre rady", bo przecież oto właśnie znalazła "wspaniałe" rozwiązanie naszych bolączek..
Nie obraź się proszę, ale uważam, że słowa, ze ktoś ma gorzej nie tylko nie pocieszą, ale też utwierdzą w przekonaniu, że inni nie rozumieją i bagatelizują problemy osoby bezdzietnej. Niepłodnym właśnie zawalił się świat i dla nich właśnie to jest największą tragedią.
Ludzie nawet już zaakceptują in vitro, adopcję, ale bezdzietność? Zakończenie leczenia? W najlepszym przypadku będą patrzeć, jak na dziwaków.. Smutne to..
A osoby bezdzietne mają prawo czuć żal. Super, kiedy udaje się pogodzić ze swoim losem i zacząć żyć na nowo. To niestety nie udaje się każdemu, bo tak trudno pogodzić się z niespełnieniem największego marzenia - takiego, które jest oczywiste dla większości par..
Pomimo, że ja już wiem, że będę miała dziecko, często zaglądam na to forum. Dlaczego? Bo po takim poście jak aziki wracają na nowo te wszystkie uczucia, które towarzyszyły mi przez kilka lat. Pamiętam ten ból, smutek, rozpacz, odcięcie się od rodziny i znajomych i myśli, że nigdy nie będę mamą. Bywały dni, kiedy nie chciało mi się wstać z łóżka (bo po co?) i wyłam cały dzień z bezsilności. Nie liczyło się nic dookoła, każda, nawet największa tragedia wydawała się mniejsza od mojej.

Adopcja też nie jest rozwiązaniem dla wszystkich. Uszanujmy to. Jeśli ktoś twierdzi, że nie będzie umiał pokochać dziecka adoptowanego, jak biologicznego, to ma do tego prawo.
Aziko czytam Twoje posty od kilku lat.. Życzę Ci wszystkiego dobrego!

_________________
26.08.16 zadzwonił TEN telefon!
Mamy córeczkę!


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 lis 2015 14:36 
Offline

Rejestracja: 16 lut 2015 23:28
Posty: 31
Aska36 masz racje. Zgadzam sie ze wszystkim co napisalas. Ale ja tez czasami mam gorsze chwile i wtedy mysle i czuje tak samo jak Azika. Chodzi o to, zeby nauczyc sie kontrolowac te chwile depresji i ciagle przypominac sobie o tych dobrych stronach naszego zycia. Nie jest to latwe, bo wystarczy, ze zobacze sasiadke idaca z dziecmi na spacer, albo przyjaciolka, ktora ma juz syna, oswiadcza, ze jest w ciazy... i bedzie dziewczynka, bo tak chciala. I wtedy wpadam w spirale pytan bez odpowiedzi. Zastanawiam sie jak to jest, ze inni dostaja od zycia co chca, a ja NIE. Przez chwile patrze na siebie jak na ofiare. I faktycznie jak mi przechodzi, to czuje sie winna, bo przeciez inni moze musza walcza o zycie. I czy to jest sprawiedliwe?!
Bedzietnosc nigdy nie bedzie latwa, ale chyba mozna nauczyc sie z nia zyc.
Nie mamy zreszta wielkiego wyboru...
Jest tez pytanie czy posiadanie dzieci gwarantuje szczescie w malzenstwie. Z tego co widze i slysze dookola, to chyba jednak nie gwarantuje.
Trzymajcie sie dziewczyny!


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 16 lis 2015 20:32 
Offline

Rejestracja: 20 paź 2015 19:48
Posty: 15
azaika....każdy jest inny.
Ja to się chyba lubię torturować, często przebywam z dzieciakami...nie moimi.
Ale dość o tym..
Akceptacja ...pogodzenie się z losem... mam tak raz po raz, trwa to kilka chwil, minut, dzień...później znów nie akceptuje.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 21 lis 2015 18:01 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 mar 2007 01:00
Posty: 1188
Witam Was Dziewczyny :)

Aśka36 - tak, no tylko po co iść do przodu? Do jakiego przodu?
Nie ma "gorszych" i "lepszych" problemów. Problemy to problemy i każdemu właśnie jego własne wydają się nie do przejścia :(
Czytałam kiedyś takie opracowanie na podstawie ankiet chorych osób. Okazuje się , ze bezpłodność powoduje takie same depresje i doły jak rak ... nie ma różnicy w ich odczuwaniu, to i to jest choroba bez wyjścia ... rak zawsze wraca i żyje się w jego cieniu (chyba, ze od razu zabierze) a bezpłodność wisi nad nami w ten sam sposób, obie choroby są NIEULECZALE i obie identycznie nas ścinają z nóg - udowodnione naukowo, niestety...

-- 21.11.2015, 17:06 --

Ewunia 1111 - dziękuje za Twoje słowa :) Masz rację ... niestety, często "nasze" problemy sa bagatelizowane, "pociesza " się nas tym, ze przecież "to nie koniec świata", inni mają "gorzej" ... Bezsens, bo dla takich jak my to właśnie jest koniec świata a inni wcale nie mają gorzej.

Kiedyś też tak głupkowato próbowałam się pocieszać - bo przecież to czy tamto ma, to czy tamto mi się udało ... i wtedy ... trach trach łubudubu du ... kochany Pan Bóg i inne siły wyższe i niższe mi to coś zabierały ... teraz już się "nie pocieszam" bo boję się ,z ę ktoś "tam na górze' usłyszy i zabierze mi już wszystko ...

Tak więc Piątek - lepiej nie cieszyć się "dobrymi chwilami" i tym co dobre nas w życiu spotkało bo nam to zabiorą i już nic nie zostanie...

-- 21.11.2015, 17:09 --

Stempniakk - ja pracuje z dziećmi praktycznie całe swoje życie i szlag mnie trafia jak spotykam rodziców, którzy zupełnie nie doceniają tego, ze te dzieci maja ... a do szkoły przychodzą jak "dziecko" jest praktycznie dorosłe i mamusię i tatusia to ma w całkowitym poważaniu ... że kulturalnie powiem. Po co ci ludzie mają dzieci???

Naprawdę już nie wierzę w to, ze Bóg ma jakiś dla nas plan, chyba mus ię trochę te plany pomieszały i dzieci do nie tych domówk kieruje co miał zamiar ... poczta nawala ...

_________________
marzenia się nie spełniają
a nadzieja umiera


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 28 lis 2015 00:10 
Offline

Rejestracja: 16 lut 2015 23:28
Posty: 31
Azika,
Straszny smutek wyziera z twoich postow. Kochana trzymaj sie, jestesmy z toba i uwierz mi, ze znamy Twoj bol.
Ja na ten przyklad mam czesto koszmary, obudzilam sie dzisiaj rano i jeszcze w lozku zaczelam ryczec jak jakas wariatka. Bezradnosc, brak celu, motywacji i czarna dziura przede mna.
Mam dni, gdzie nie chce mi sie nic robil, moj argument - bo nie musze, bo zostalam ukarana i nie wiem za co, bo zycie nie jest fair. Potem nagle wzbiera we mnie zlosc i chce walczyc o siebie i o to, zeby nie skonczyc jak zgorzkniala, smutna osoba.
Bog (o ile istnieje) ma pare bilionow duszyczek do wysluchania wiec nie sadze, ze ma wielki wplyw na to, co dzieje sie naszym zyciu. Obawiam sie, ze jestesmy zdane same na siebie...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 29 lis 2015 19:44 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 lis 2015 18:14
Posty: 2
Cześć dziewczyny, nie potrafię znaleźć swojej drogi. Nie potrafię!!!
Od 7 lat staranie o dziecko, aktualnie mam prawie 39 lat!!!! I pomalutku przygotowuję się na bezdzietność wbrew woli. Są to moje początki, biję się sama ze swoimi myślami. Mam hashimoto, być może to jest przyczyną moich niepowodzeń. Rok temu udało się - była ciąża do 6 tygodnia, później obumarła, w 11tc usunięcie:(. Moje ciało odrzuciło dzieciątko. Udało się być w ciąży dzięki inseminacji. Teraz inseminacja odpada bo tam gdzie ją wykonują zgodnie z nową ustawą kosztuje ok. 5 tys.
Parę lat temu miałam przyjaciółkę, wynajmowałśymy razem mieszkanie, za mąż wyszłam pierwsza ja, po 2 latach ona. Przeprowadziła się do innego miasta odwiedzając często to, w którym kiedyś mieszkałyśmy, nie odwiedzając mnie, mówiąc że nie ma czasu. Również miała problemy z zajściem w ciążę, byłyśmy często na "linii" aby się wzajemnie wspierać. I wiecie co? Jednego dnia zadzwoniła bo chciała się ze mna spotkać. Przyjechała i oznajmiła że jest w ciąży.... Niby się cieszyłam ale to był cios, przez który nie mogłam do siebie dojść przez parę miesięcy. Moja głowa nie pojmuje tego, jak tak można zrobić? Akurat w przeddzień tej wizyty dowiedziała się ze jest w ciąży i nagle znalazła czas by przyjechać do nas.....
Może mam wypaczony mózg i jestem przewrażliwiona na punkcie ciąż ale do dzisiaj boli mnie to jak postąpiła ta dziewczyna. NIe chce utrzymywać z nią kontaktu. Ot, taka moja psychologia życia....
Czuję się wykluczona z otoczenia, chyba przez samą siebie. Tak jak Wy dziewczyny unikamy z mężem towarzystwa z dziećmi. Nie ma wspólnych tematów, nie ma zrozumienia, nie ma "magii" w rozmowach.
Tak jak pisałąm wcześniej, chciałabym podejść do inseminacji ale ginekolog oznamił mi że zmieniły się procedury i nie może tego robić u siebie w gabinecie. No wiec co dalej? In vitro odpada, mąż twierdzi że i tak się nie uda bo .... mam hashimoto i dawka leków bardzo źle wpłynie na moje zdrowie a poza tym jest głęboko wierzący i chyba bardziej z tego powodu nie chce się zdecydować. Był temat adopcji.... rok temu kiedy już wiedziałam że jestem w ciąży, którą za chwilę stracę, poszliśmy na wizytę do OA. Minął kolejny rok i co? Stoimy w miejscu. Zamiatamy problem pod dywan, udajemy że nie ma problemu z naszą bezdzietnością. Robimy dobrą minę do złej gry.
Powrócił zatem temat adopcji, ale mąż poczytał na jakiś forach że to trudne dzieci i się przeraził i nie chce..... Nie wiem co robić, jestem zrozpaczona, oddalamy się z mężem od siebie, prawie nie rozmawiamy, żyjemy jak sublokatorzy.... Koło się zamyka, bo problem jest a przez zamiatanie tego pod dywan i grę pozorów oddalamy się.... Nawet nie wiem co będzie z tym małżeństwem. Dlatego mam wątpliwości co do adopcji, bo wydaje mi się że aby dać szczęście innym trzeba być samemu szczęśliwym. A nie jestem........i mąż też nie. Załamana jestem.

_________________
__________________________
starania od 2008
1 ciąża, 11 tc aniołek


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 29 lis 2015 21:24 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 mar 2007 01:00
Posty: 1188
piatek pisze:
Bezradnosc, brak celu, motywacji i czarna dziura przede mna.

Obawiam sie, ze jestesmy zdane same na siebie...


Oj, niestety, ja też tak czuję

-- 29.11.2015, 20:27 --

kasiulad2404 pisze:
poszliśmy na wizytę do OA. Minął kolejny rok i co? Stoimy w miejscu. Zamiatamy problem pod dywan, udajemy że nie ma problemu z naszą bezdzietnością. Robimy dobrą minę do złej gry.
Powrócił zatem temat adopcji, ale mąż poczytał na jakiś forach że to trudne dzieci i się przeraził i nie chce..... Nie wiem co robić, jestem zrozpaczona, oddalamy się z mężem od siebie, prawie nie rozmawiamy, żyjemy jak sublokatorzy.... Koło się zamyka, bo problem jest a przez zamiatanie tego pod dywan i grę pozorów oddalamy się.... Nawet nie wiem co będzie z tym małżeństwem. Dlatego mam wątpliwości co do adopcji, bo wydaje mi się że aby dać szczęście innym trzeba być samemu szczęśliwym. A nie jestem........i mąż też nie. Załamana jestem.


-- 29.11.2015, 20:31 --

Kasiulad2404

Co do tej koleżanki - no, niestety, tacy są ludzie, niby współczują ale jak im się uda to wielu z nich nagle zapomina jak to było jak im było źle ... musisz trochę wyluzować :glaszcze , poprzeklinaj sobie pokrzycz powściekaj się :firing: - najlepiej jak nikt nie będzie Cię słyszał żeby nie zrobili z Ciebie wariatki - bo masz prawo być zła i wściekła. Całe życie jesteśmy chowane na grzeczne dziewczynki, nie wolno nam się złościć, mamy się uśmiechać i zaspokajać potrzeby innych - a potem stajemy się sfrustrowanymi kobietami na granicy wytrzymałości psychicznej :mur:

-- 29.11.2015, 20:36 --

A co do tematu adopcji :

jeśli mąż tego nie czuje to nic z tego nie będzie - musicie tego oboje chcieć.
U mnie było odwrotnie - zdrowy mąż mnie namawiał (choć też miał wątpliwości).
Ja, ta "chora" nie chciałam bo ... twój mąż ma niestety rację, większość dzieci do adopcji pochodzi z trudnych rodzin i trzeba mieć ogromną siłe ducha, wiedze i być bardzo twrdym i odpornym psychicznie aby zdecydować się na adopcję. Nawet niemowlę może mieć niezbyt ciekawe "doświadczenia" życiowe - choćby poprzez alkoholizm matki w ciąży, starszaczki mają choroby sieroce i wiele wiele innych. Ja zawsze podziwiałam ludzi, którzy adoptowali ale sama się nie odważyłam, niestety.

nie możesz natomiast męża zmuszać i szczerze, jeśli on nie chce i Ty będziesz naciskać to on może w końcu wybuchnąć ... może lepiej odpuść "szturm bezpośredni" i jakoś lawiruj ... faceta łatwo zawirować ... tylko czy to ma sens .. jeśli on nie chce?
Ale to Ty musisz podjąć decyzję i to taka naprawdę trudną i nikt Ci nie pomoże i nie podejmie tej odpowiedzialności za Ciebie, niestety ...
Trzymam kciuki za pozytywne rozwiązanie sytuacji - czyli : spokój małżeński i Wasza miłość :)

_________________
marzenia się nie spełniają
a nadzieja umiera


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 lis 2015 09:31 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka

Rejestracja: 29 gru 2009 01:00
Posty: 521
kasiulad2404 ja nie mogę zgodzić się z tym , że:
azika pisze:
twój mąż ma niestety rację, większość dzieci do adopcji pochodzi z trudnych rodzin i trzeba mieć ogromną siłe ducha, wiedze i być bardzo twrdym i odpornym psychicznie aby zdecydować się na adopcję. Nawet niemowlę może mieć niezbyt ciekawe "doświadczenia" życiowe - choćby poprzez alkoholizm matki w ciąży, starszaczki mają choroby sieroce i wiele wiele innych. Ja zawsze podziwiałam ludzi, którzy adoptowali ale sama się nie odważyłam, niestety.

To jest opinia kogoś kogo adopcja przeraziła i się na nią nie zdecydował... Ja jako matka adopcyjna muszę powiedzieć coś dla przeciwwagi. Adoptowałam ślicznego, zdrowego chłopczyka, a nie mam ani jakiejś mega siły ducha, ani nie jestem jakaś strasznie twarda i odporna psychicznie. Po prostu chciałam mieć dziecko. Nie piszcie proszę, że adopcja to jest jakiś wyczyn. Tyle ludzi przez to przeszło i są szczęśliwi. Jestem świadoma, że nie jest to wybór dla każdego, ale pisanie że to jakaś maga trudna sprawa a dzieci straszne, okropne i chore to po prostu kłamstwo!


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 lis 2015 12:50 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
aśka36 pisze:
To banalne ,ale mam kuzynkę .W tym roku miał być ślub,a jest rak.Wesele zostało przełożone na następny rok,ale nie wiadomo czy będą mieli szansę być małżeństwem.Teraz nie mogą cieszyć się nawet sobą,bo szpital ,chemioterapia.


Ależ to wcale nie jest banalne :) Życie.

Miał być ślub. Rak. Operacja. Chemioterapia. Całkowita bezpłodność. Ślub mimo wszystko i parcie (jego) na adopcję. Jednak on nie chce adopcji, chce mieć "swoje". Walka o małżeństwo. Jego kochanka. Jej ciąża. Rozwód.
9 lat temu o tej porze siedziałam kilka tysięcy kilometrów od domu, sama w obcym kraju, bez żadnych planów na przyszłość, bez jednej bliskiej osoby (nawet rodzice nie byli wsparciem). I chciałam umrzeć. Leżałam patrząc w sufit i czekałam na śmierć. Dosłownie.

Dziś jestem żoną, macochą i mamą.
Nie jest idealnie i czasem płaczę z tęsknoty za tym, czego już nie będę miała. Nadal się buntuję. Nadal uważam, że to cholernie niesorawiedliwe. Nadal bywają dni, że mówię do męża - lepiej byłoby gdybym wtedy umarła.
Ale ...
Życie daje nam szanse. I to nasz wybór czy z nich skorzystamy.
Zapłaciłam (i płacę nadal) horrendalną cenę za to, co mam.
Jednak uważam, że było warto.

Mamy wybór. Zawsze. Każde nasz działanie jest wyborem. I brak działania też jest wyborem.

Azika, buziaki ogromne. Dla reszty też.

P.S. Dołączę do prośby Diar - proszę, nie nakręcajcie się pisząc, że adopcja to jakiś niesamowity wyczyn, że to są jakieś okropnie trudne dzieci.
Miałam szczęście, wiem (choć to był mój wybór i potężne ryzyko, które podjęłam) - adoptowałam przez AZW, dziecko było ze mną od urodzenia.
Ale mam wśród znajomych wiele rodzin adopcyjnych. Dzieci są różne. Jedne z obciążeniami, inne całkiem zdrowe.
W rodzinach biologicznych też rodzą się dzieci z obciążeniami, niepełnosprawne, poza normą intelektualną.
Możecie nie chcieć adopcji, Wasze prawo!
Ale tak, jak nieuczciwe jest pisanie o invitro, że to morderstwo nienarodzonych, a dzieci urodzone dzięki tej metodzie mają jakąś bruzdę, tak nieuczciwe jest pisanie o adopcji w taki sposób, jak to robicie.
Adopcja nie jest łatwa. Ale demonizowanie jej jest... no właśnie, nieuczciwe.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 lis 2015 13:34 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka

Rejestracja: 29 gru 2009 01:00
Posty: 521
Miniula dziękuję za Twój post. Wzruszył mnie. Pięknie napisałaś o wyborach jakie stawia przed nami życie i o adopcji.
kasiulad2404 Przeczytaj post Miniula . Wierzę, że pomoże Ci on w podjęciu słusznej decyzji.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 320 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 ... 22  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group