Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Forum zablokowane Ten temat jest zamknięty. Nie można w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 22 mar 2015 21:18 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 lut 2002 01:00
Posty: 96
Lokalizacja: Kraków
Witam Nie mam lepszej rady niż mówieni w każdej sytuacji co się czuje. Wasi znajomi w pewnym momencie faktycznie czegoś nie dostrzegli i warto powiedzieć im o swoich uczuciach. Z tego co Pan pisze zreflektowali się i teraz dbają o Was i są empatyczni.Może warto im wybaczyć, bo bliscy są w staraniach o dziecko bardzo potrzebni. pozdrawiam :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 23 mar 2015 21:10 
Offline

Rejestracja: 28 sty 2015 10:35
Posty: 104
Witam Pani Bogno!
Minęło sporo czasu od kiedy napisałam w tym temacie ostatniego posta, a życie dopisało kolejną historię do naszej znajomości. Kolejne spotkanie w większym gronie i znowu ten sam temat. Znajomej spóźniała się @ i w naszej obecności zaczęło się " A może jestem znowu w ciąży", " Ale fajnie by było jakbym była", " A jak myślicie- jestem?", " Będziesz chrzestną". Dla nas to spotkanie już się skończyło i postanowiliśmy je opuścić... Przyznaję, chyba nie do końca sobie z tym radzę. Odsuwamy się od tych osób zamiast powiedzieć co czujemy, a to z kolei utwierdza ich w przekonaniu, że nie robią nic złego. Z drugiej strony wiem, że jeśli powiemy o swoich odczuciach, obrażą się :-( I jak tutaj znaleźć rozwiązanie?

_________________
Moja historia:
2006- diagnoza: endometrioza
2006-2009- 2 x usunięcie torbieli jajników.
2009- zaczynamy starania
2012- zaczynamy leczenie- Gameta Gdynia
2013- decyzja o In Vitro
12.2013- ciąża o nieznanej lokalizacji
2014- przygotowanie do In Vitro
12.2014- naturalna ciąża bliźniacze
22.01.2015- Aniołek 7 tc
05.2015- II kreseczki ciąża
22.01.2016- moje marzenie sie spełniło Lena jest z nami ☺


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 24 mar 2015 12:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 sie 2005 00:00
Posty: 2313
Lokalizacja: Zabrze/Steinberg
Monk1984 pisze:
Przyznaję, chyba nie do końca sobie z tym radzę. Odsuwamy się od tych osób zamiast powiedzieć co czujemy, a to z kolei utwierdza ich w przekonaniu, że nie robią nic złego. Z drugiej strony wiem, że jeśli powiemy o swoich odczuciach, obrażą się I jak tutaj znaleźć rozwiązanie?

a może jednak warto porozmawiać i wyjaśnić co czujesz?
Był taki okres w moim życiu, kiedy widok dziecka powodował u mnie potok łez. Mieliśmy przyjaciół z małym dzieckiem i chociaż ich uwielbiałam, wychodząc od nich płakałam, bo chciałam w domu słyszeć ten tupot małych stópek, mieć te rączki zarzucone na szyi, dostawać tysiące całusów, itd. Uwielbiałam ich synka, a on mnie, ale jak tylko wychodziliśmy od nich te emocje brały górę, były silniejsze. Mój M kiedyś spotkał ich na mieście, powiedział otwarcie o moich odczuciach na tamten czas, oni zrozumieli, sami od siebie zaproponowali, że może ograniczymy ilość spotkań, żebym miała czas dojść do siebie, poukładać wszystko. Byłam im wdzięczna i choć nasze spotkania w realu się ograniczyły, to praktycznie dziennie pisałyśmy ze sobą na gg, smsowały, wysyłały meile. I nawet dziś, choć ja z rodziną wyjechaliśmy za granicę kraju, ta przyjaźń przetrwała. Często ze sobą piszemy, planujemy spotkania podczas naszych odwiedzin w kraju, a wszystko możliwe, bo nigdy żadna strona nie ukrywała nic, zawsze stawialiśmy na szczerość i staraliśmy się być empatyczni względem siebie.

_________________
Od 2002 r. starania. PCO. X 2004 r. laparoskopia.
Maj 2005 zgłosiliśmy się do OA.
Czerwiec 2006 kwalifikacje i niespodziewany naturalny CUD

Moich muszkieterów trzech:
Staś (16.01.2007); Wojtuś (18.12.2010); Kostek (29.05.2012)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 24 mar 2015 21:36 
Offline

Rejestracja: 28 sty 2015 10:35
Posty: 104
Widzisz, rozmawialiśmy z nimi na ten temat. To znaczy próbowaliśmy rozmawiać. Zaraz po tym jak znajoma zaszła w trzecią ciążę a ja nie potrafiłam sobie poradzić z tym ich zachowaniem. Próbowaliśmy sobie wyjaśnić co czujemy. Przeprosiłam znajomą za moje zachowanie na feralnej imprezie ( że się do niej za wiele wtenczas nie odzywałam do niej. Mogła się poczuć jak zło konieczne) ale z drugiej strony nie usłyszałam tego magicznego, jednego słowa. Oni po prostu nie widzieli w tym nic złego a mi się w głowie nie mieści jak w jednej chwili można zapomnieć o wszystkich doświadczeniach i zmienić się o 180 stopni... zastanawiam się co jest ze mną nie tak... mam wyrzuty sumienia a z drugiej strony wiem, że aby dojść do consensusu dwie strony muszą chcieć i widzieć swoje błędy...

_________________
Moja historia:
2006- diagnoza: endometrioza
2006-2009- 2 x usunięcie torbieli jajników.
2009- zaczynamy starania
2012- zaczynamy leczenie- Gameta Gdynia
2013- decyzja o In Vitro
12.2013- ciąża o nieznanej lokalizacji
2014- przygotowanie do In Vitro
12.2014- naturalna ciąża bliźniacze
22.01.2015- Aniołek 7 tc
05.2015- II kreseczki ciąża
22.01.2016- moje marzenie sie spełniło Lena jest z nami ☺


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 25 mar 2015 14:43 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 lut 2002 01:00
Posty: 96
Lokalizacja: Kraków
Witam :-)
Podpisuję się pod ostatnim postem. Warto powiedzieć co się czuje i czego się oczekuje. Jeśli nie zrozumieją sprawa jest niestety oczywista. To nie są prawdziwi przyjaciele. Warto zweryfikować. pozdrawiam


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 sie 2015 15:21 
Offline

Rejestracja: 17 sie 2015 19:43
Posty: 7
A ja się zgadzam, że Bóg w tym macza palce. Mnie nienawidził już od dziecka - przeszłam koszmar porzucenia, osamotnienia, przerażenia przekraczającego wytrzymałość dziecka. Obiecałam sobie, że rodzina, którą sama założę będzie piękna, szczęśliwa i normalna. Ale nie. Teraz Bóg robi wszystko, zebym nie mogła mieć normalnej rodziny własnej - czyt. pozbawia nas możliwości posiadania dziecka. Prawda jest taka, że Bóg niektórych nienawidzi od urodzenia i karze za nic, na każdym kroku.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 sie 2015 20:02 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 sie 2005 00:00
Posty: 2313
Lokalizacja: Zabrze/Steinberg
przeklęta wiesz, ja się z Tobą nie zgodzę. Może i próbuje ile jesteśmy w stanie znieść, doświadcza, ale pamiętać należy, że każdy z nas ma swój własny krzyż do niesienia. I on idealnie leży właśnie na tych plecach które go niosą. Mój nie pasowałby do Ciebie a Twój do mnie. W piśmie świętym pisze: "proście a będzie Wam dane". Kiedyś czytałam książkę Josepha Murphy pt. Potęga podświadomości, autor pisze tam, że często nasze modlitwy nie zostają wysłuchane, nie dlatego, że Bóg nas nie słucha, tylko że my nie potrafimy się modlić, bo żeby modlitwa była wysłuchana musimy wierzyć, że ona się spełni. Świetnie to ilustruje anegdotka którą jakiś czas temu słyszałam: "Jedzie mężczyzna w tramwaju i myśli: - "Żona - zołza, Przyjaciele - oszuści, Szef - sadysta, idiota, Praca - beznadziejna, Życie do dupy.... A Anioł Stróż stoi za jego plecami i zapisując to wszystko myśli:
- "Ale dziwne życzenia i to codzienne, ale cóż mogę zrobić, muszę je spełniać"

Życie doświadcza nie Tylko Ciebie, wszystkie tu na bocianie jesteśmy, bo sobie nie radzimy, albo nie radziłyśmy z niepłodnością. Mnie osobiście ona dotknęła i dobiła po moich wcześniejszych doświadczeniach życiowych. Śmierć taty kiedy miałam 18 lat (umierał na raka płuc z przerzutami do mózgu, a w mózgu 6 guzów wielkości od 4 do 6 cm każdy), a tuż przed jego śmiercią opieka nad obłożnie chorym ojcem. Potem musiałam się zajmować mamą (wpadła w depresję) i 9 letnim bratem. Jednocześnie zdać maturę i zaplanować co dalej. I to dalej bez wsparcia mamy, bo się odwróciła ode mnie, nie chciała żebym studiowała, więc nie pomagała, fundusze na opłacenie studiów musiałam zdobywać od znajomych. A potem kiedy mamie przeszło, kiedy ją "odzyskałam", kończyłam studia, planowałam ślub okazało się, że mam PCO i jestem niepłodna. Leczenie, laparoskopia, kolejne badania, małe szanse na dziecko ... najpierw odwróciłam się od Boga, myślałam jak TY, zbyt dużo dla jednej osoby. A potem przyszedł taki dzień, że weszłam do kapliczki, uklęknęłam przed ołtarzem i zaczęłam się modlić: "no dobrze, skoro Twoją wolą jest, żebym nie była w ciąży zgadzam się. Mam tylko prośbę. Chcę się udać do Ośrodka Adopcyjnego, pozwól mi zostać mamą."
Poszliśmy do ośrodka,przeszliśmy wstępne kwalifikacje, zostaliśmy zaproszeni na warsztaty, a ja przez te kilka miesięcy, głęboko wierzyłam, że będę mamą, adopcyjną, ale mamą. I choć uzyskaliśmy ostateczne kwalifikacje nie zdążyłam adoptować, bo Bóg mi wynagrodził to, że mu mimo wszystko zawierzyłam, że pogodziłam się z Jego wolą, że przestałam walczyć i pogodziłam się z jego scenariuszem dla mojego życia. Już na warsztaty jeździłam z lokatorem w brzuszku. Na drugą ciążę czekałam 2,5 roku. Trzeciej nie planowałam, spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.
I nie, nie namawiam do adopcji, bo to trudna decyzja. Namawiam do tego, żeby mimo całego zła, które nas spotyka spróbować trochę bardziej optymistycznie i z większą wiarą podejść do życia. Żeby nie pisać samemu sobie czarnych scenariuszy, jak w wyżej przytoczonej anegdotce: "Jedzie mężczyzna w tramwaju i myśli: - "Żona - zołza, Przyjaciele - oszuści, Szef - sadysta, idiota, Praca - beznadziejna, Życie do dupy.... A Anioł Stróż stoi za jego plecami i zapisując to wszystko myśli:
- "Ale dziwne życzenia i to codzienne, ale cóż mogę zrobić, muszę je spełniać" lepiej pisać piękne i szczęśliwe historie i wierzyć, że się wszystko poukłada, wcześniej czy później, ale poukłada i spełni.

_________________
Od 2002 r. starania. PCO. X 2004 r. laparoskopia.
Maj 2005 zgłosiliśmy się do OA.
Czerwiec 2006 kwalifikacje i niespodziewany naturalny CUD

Moich muszkieterów trzech:
Staś (16.01.2007); Wojtuś (18.12.2010); Kostek (29.05.2012)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 28 sie 2015 14:04 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Iwona_b , sądzę że łatwo Ci pisać to z perspektywy czasu i bycia potrójną mamą.
Ale przypomnij sobie moment, kiedy staraliście się o dziecko. Każdą chwilę, która odbierała nadzieję.
Poszliście do OA - super.
A dodaj obiektywne przeszkody - wiek, brak formalnego związku, niechęć męża - które przekreślają taką drogę.
Już nie jest tak różowo, prawda?

Przeklęta, przechodzisz etap buntu i doskonale to rozumiem.
To, co wydawało się normalne, oczywiste, naturalne jest niemożliwe.
Tylko co ma Bóg do tego? Naprawdę uważasz, że to kwestia Jego nienawiści? Myślę, że za bardzo utożsamiasz Go z ludzkimi emocjami.
Ale jeśli w Niego wierzysz, pomyśl, czy Twój Bóg jest taki miałki, małostkowy, perfidny. Jeśli tak, po co w Niego wierzysz?
Kiedyś zobaczyłam ten obrazek
Wiesz, nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być gorzej ;)
Licytacja na zło jest fajną zabawą, sama się kiedyś w to bawiłam.
Ale w rezultacie nic nie daje, nie wnosi w nasze życie.
Kiedy byłam w Twoim wieku wydawało mi się, że najlepiej zrobię, jeśli położę się i umrę. Bo nic mnie już nie czeka. Małżeństwo to pomyłka, mąż mnie nie kochał. Na dziecko szanse miałam zerowe, nie "niewielkie", ale absolutnie zerowe (rak jajnika). Praca taka sobie, z rodzicami relacje kiepskie. Plus kilka innych cierni.
Gdybym wtedy zrealizowała swój plan (położyć się i umrzeć), nie byłabym dzisiaj szczęśliwą żoną, mamą (adopcja) i macochą :)
Nie wiesz co Cię czeka. Na pewno jakieś zło, bo to życie.
Ale też dużo dobra. A ile... zależy od Ciebie, Twojej odwagi i otwartości.

Ja wiem, że Bóg mnie kocha. I dowiedziałam się o tym właśnie w momencie, kiedy było mi najgorzej :)

Trzymaj się.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 28 sie 2015 17:54 
Offline
Awatar użytkownika
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: 05 wrz 2004 00:00
Posty: 35819
Lokalizacja: KL
iwona_b pisze:
często nasze modlitwy nie zostają wysłuchane, nie dlatego, że Bóg nas nie słucha, tylko że my nie potrafimy się modlić, bo żeby modlitwa była wysłuchana musimy wierzyć, że ona się spełni.

Jestem głęboko przeciwna takiej retoryce. Przeslanie jest takie, ze niezamierzona bezdzietność jest wynikiem mało żarliwej modlitwy, a tymczasem niepłodność jest chorobą i to chorobą niezawinioną. Nie róbmy wiec sobie "prezentu" w postaci poczucia winy, ze nie staramy się wystarczająco mocno o zostanie rodzicem.

_________________
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 28 sie 2015 19:02 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 sie 2005 00:00
Posty: 2313
Lokalizacja: Zabrze/Steinberg
Miniula to, że jestem potrójną mamą, nie znaczy, że nie pamiętam co czułam. Powyżej pisałam, że też nie miałam w życiu łatwo, musiałam szybko dorosnąć, wziąć odpowiedzialność za życie, a niepłodność mnie dobiła. Nie napisałam powyżej, że chciałam się rozwodzić, żeby M znalazł sobie inną, płodną ...., że miałam myśli samobójcze ...., że odwróciłam się od Boga. Tylko przyszedł taki dzień, że podobnie jak Ty uznałam, że użalanie się nad sobą i walka z wiatrakami nic nie da.
Monek pisze:
Przeslanie jest takie, ze niezamierzona bezdzietność jest wynikiem mało żarliwej modlitwy, a tymczasem niepłodność jest chorobą i to chorobą niezawinioną. Nie róbmy wiec sobie "prezentu" w postaci poczucia winy, ze nie staramy się wystarczająco mocno o zostanie rodzicem.

kochana, patrząc na to z tego punktu widzenia, zgadzam się z Tobą. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że ja nie pisałam tego konkretnie do problemu niepłodności a ogólnie. Do postrzegania świata. Nie wiem jak to napisać, żeby być dobrze zrozumianą. Może głupi przykład: dwie osoby z nadwagą, obie postanawiają się odchudzać. Jak wiadomo jest to proces długi i efektów nie widać od razu. Pierwsza osoba wierzy, że jej się uda, wprowadza dietę, ćwiczenia. Ma lepsze i gorsze dni, ale się nie poddaje. Oczami wyobraźni widzi się za rok już jako osobę szczupłą. I stara się, walczy, wierzy, podnosi po słabszych momentach. Druga chce coś zmienić, ale nie wierzy, kiedy nie widać po tygodniu czy dwóch zadowalających efektów traci zapał, zajada słodyczami, bo trzeba zrekompensować sobie stres i niepowodzenia, znów próbuje, ćwiczy, ale te zakwasy i po co jej to, nie ma efektów. Znów się poddaje. Znów nie wierzy. Pojawia się myśl innym się udaje a mnie nie. Mija rok. Pierwsza osoba jest o 30 kg chudsza, druga się nic nie zmieniła.
Bardziej chodzi o to, że jeśli nie wierzymy w to o co prosimy, co chcemy osiągnąć, to nie ma prawa się to spełnić, gdzieś tam w nas się coś blokuje. Jeśli wierzymy, że wcześniej czy później osiągniemy cel, nasz organizm stara się bardziej z nami współpracować.
Bardziej na zasadzie, że jeśli czegoś chcę i wierzę, że tak będzie, to organizm dostaje sygnał, że tak ma być i stara się to zrealizować, przyciągnąć do siebie, zbliżyć jak najbardziej do celu. Jeśli czegoś chcemy, ale jest w nas jakaś niewiara, jakieś zwątpienie (bo innym się udaje a mnie nie, czemu on może, a ja nie, pewnie i X i Y się uda a u mnie się nic nie zmieni), to nasz organizm dostaje sprzeczne sygnały, z jednej strony coś ma zmienić, z drugiej po co, kiedy innym ma się udać a nie mnie, więc nie robi nic, nie przyciąga, nie zmienia.
Nie wiem, czy udało mi się choć trochę wyjaśnić i nie zagmatwać jeszcze bardziej.
Zgadzam się, że niepłodność to choroba, na którą nie mamy wpływu. Wiem, że potrafi całkowicie zawładnąć naszym życiem i przysłonić wszystko inne. Wyssać z nas całą radość życia, wszelką nadzieję. Chodzi o to, żeby nauczyć się z nią żyć. Oswoić ją, znaleźć sobie jakąś odskocznię, żeby oderwać myśli od ciągłego leczenie, liczenia dni płodnych, seksu na zawołanie. Spróbować znaleźć inny cel w życiu, radość. Takie podeście na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc odblokować się.

_________________
Od 2002 r. starania. PCO. X 2004 r. laparoskopia.
Maj 2005 zgłosiliśmy się do OA.
Czerwiec 2006 kwalifikacje i niespodziewany naturalny CUD

Moich muszkieterów trzech:
Staś (16.01.2007); Wojtuś (18.12.2010); Kostek (29.05.2012)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 29 sie 2015 08:21 
Offline
Awatar użytkownika
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: 05 wrz 2004 00:00
Posty: 35819
Lokalizacja: KL
Iwona_b, wiesz, co ja widzę w przykładzie o dwóch otyłych osobach? Widzę jedynie to, ze ta, która faktycznie dążyła do utraty wagi, osiągnęła to, a ta, która tego nie robiła, nie osiągnęła zamierzonego rezultatu. To nie jest kwestia wiary, to jest kwestia faktycznie podjętych działań. Zgodzę sie, ze tym, którzy wierzą w sukces, łatwiej jest ponieść przeróżne wyrzeczenia, wizja "nagrody" zapewne je motywuje i ułatwia podnieść sie po upadku. Niestety, sama wiara bez konkretnych działań nie przełoży sie na żaden wynik. Dotyczy to rownież zachodzenia w ciążę. Jestem w stanie postawić dolary przeciwko orzechom, ze Twoje ciąże były przede wszystkim wynikiem wspołżycia, a nie wiary i żarliwej modlitwy. ;)
Zmierzam do tego, ze mam prawdziwa alergie na wszelkie "dobre" rady typu "musisz wierzyć, bez wiary ci sie nie uda" i w konsekwencji "może nie wierzyłas wystarczajaco mocno, może nie chciałaś jednak tej ciąży aż tak bardzo i dlatego sie nie udało". Autentycznie zżymam sie, kiedy słyszę takie teksty. Zwątpienie, brak wiary, pesymizm, brak sił jest naturalny i bardzo ludzki w sytuacji ogromnego obciążenia emocjonalnego i braku gwarancji na sukces. Dajmy sobie prawo do tych słabości i nie wpędzajmy sie w poczucie winy, ze nie dołożyłysmy wszelkich starań, aby wyjsć z niepłodności. Bądźmy dla siebie dobre. Po prostu.


Sent from my iPhone using Tapatalk

_________________
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 29 sie 2015 10:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 sie 2005 00:00
Posty: 2313
Lokalizacja: Zabrze/Steinberg
Monek pisze:
wiesz, co ja widzę w przykładzie o dwóch otyłych osobach?

wiedziałam, że to zły przykład ;-) , ale nic innego mi do głowy nie przyszło ;-)

Monek pisze:
Dajmy sobie prawo do tych słabości

nikomu nie odmawiam prawa, sama nie raz potrzebowałam się wykrzyczeć, wypłakać, wyżalić. Sama niedawno miałam okres załamania w sprawie przyszłości naszej rodziny, planów na przyszłość. Tak są to ludzkie emocje, każdy ma do nich prawo, ba, nawet powinien to przejść. Są takie chwile w życiu, że żeby móc nauczyć się funkcjonować w świecie, najpierw trzeba się odbić od dna (często tego emocjonalnego).

Monek pisze:
Niestety, sama wiara bez konkretnych działań nie przełoży sie na żaden wynik.

ale ja nigdzie nie napisałam, że należy usiąść i się modlić i czekać na CUD. Jak najbardziej należy robić swoje, w przypadku niepłodności leczyć się. Chodzi mi bardziej o to, że im szybciej uporamy się z tym okresem buntu (który jest normalny i każdy przez niego przechodzi wcześniej czy później) łatwiej jest nam się pozbierać, spojrzeć na świat z innej perspektywy, nauczyć się cieszyć z drobnych przyjemności (bo słonko świeci, bo ptaki śpiewają, bo kwiatek rośnie), przestać traktować męża instrumentalnie - seks z Tobą tylko w dni płodne, kiedy lekarz da zielone światło, w inne dni i tak nie ma sensu - bo gdzie tu mowa o miłości, wsparciu, poczuciu bliskości? Sama przez to przechodziłam i było ciężko, ale warto było popracować nad sobą i mieć przy sobie nie reproduktora, ale kogoś bliskiego, przyjaciela, człowieka któremu ufam i którego kocham i który kocha mnie.

Nie, wiara nie załatwia wszystkiego. Ja chciałam mieć od zawsze córeczkę, odkąd pojawiła się pierwsza myśl o dziecku, ba nawet wszystkie moje lalki z dzieciństwa to zawsze dziewczynki były. Mam trzech synów i co z tego? Kocham ich najbardziej na świecie. Ale wiara, optymizm, wyzbycie się negatywnych myśli (nie emocji, bo nad nimi ciężko zapanować) pozwala się szybciej pozbierać po upadku, po chwilach słabości, odnaleźć w tym całym zamieszaniu siebie, swoje marzenia, dostrzec drugą osobę przy nas, pomaga nam w jakiś sposób skierować swoje myśli ku czemuś innemu, jakiemuś hobby, niespełnionemu marzeniu z czasów przed niepłodnością (nauka języka obcego, kurs nurkowania, siłownia, itd), na pozwolenie, żeby oprócz leczenia niepłodności coś się jeszcze pozytywnego działo w naszym życiu, coś co pozwala naszym myślom mieć odskocznie.

A co do wiary, ja uważam nadal że jest potrzebna, jeśli nie wiara w Boga, to w to, że wcześniej czy później marzenia się spełnią. To jak z osobami, które chodzą do tzw uzdrawiaczy. Kiedyś, już dawno temu, ktoś mi pokazał w gazecie zdjęcie takiego uzdrawiacza i zapytał, czy ja wierzę, w moc tych osób. Moja odpowiedź brzmiała, że nie. Nie wierzę w moc tych osób, wierzę natomiast, że jeśli zgłosi się do "uzdrawiacza" osoba, która głęboko wierzy, jest w 200% przekonana, że ten człowiek jej pomoże, to tak się stanie. Jeśli zgłosi się osoba, która wierzy, że jej już nie jest w stanie nic pomóc, choćby nie wiem, jak "uzdrawiacz" się starał, nie będzie w stanie pomóc tej osobie. I tu chyba właśnie o to chodzi, o tą wiarę taką na 200%, o przekonanie, że wszelkie przeszkody są po to, żeby sobie z nimi poradzić, że choćby miało to trwać i trwać, to może nie dziś i nie jutro, ale się spełni, zdarzy to na co czekam.

I jeszcze jedno, wszystko to co napisałam o wierze wzięło się z tego"
przeklęta pisze:
Teraz Bóg robi wszystko, zebym nie mogła mieć normalnej rodziny własnej - czyt. pozbawia nas możliwości posiadania dziecka. Prawda jest taka, że Bóg niektórych nienawidzi od urodzenia i karze za nic, na każdym kroku.

dla mnie te słowa świadczą o tym, że na dzień dzisiejszy przeklęta bardziej wierzy w to, że jej się nic nie ma prawa udać, nic jej nie pomoże, z góry skazana jest na niepowodzenie. A tak przecież na pewno nie jest. Każdy człowiek zasługuje na szczęście, na dążenie do realizacji celów, na harmonię w życiu, na miłość ... i na wiarę, że wszystko co nas spotyka, jest w jakimś celu, po to, choćby, żebyśmy się sami przekonali jakimi jesteśmy silnymi ludźmi, którzy mimo przeciwności poradzili sobie w życiu.
przeklęta też tak kiedyś myślałam. I miałam myśli samobójcze, krótko, bo krótko, ale miałam. I wtedy, w tym okresie wszystko się waliło, w pracy zawalałam sprawy (bo ciągle myśli: jaka to ja pokrzywdzona przez los, życie, Boga), bo małżeństwo się sypało (bo jak mnie M znienawidzi, to poszuka se innej, płodnej i przynajmniej on doczeka się dziecka), zostałam sama, bo specjalnie się odgrodziłam od rodziny i przyjaciół. I dziś z perspektywy czasu uważam, że tak po prostu musiało być, musiałam nauczyć się nazwać moje emocje, żeby móc je oswoić i nad nimi zapanować. Żeby je wygonić z mojego życia i zacząć normalnie funkcjonować. A do tego wiara była potrzebna. Wiara w powodzenie. Wiara w to, że jeśli stanę na nogi życie się tak ułoży, że pozwoli mi spełnić moje marzenia.

_________________
Od 2002 r. starania. PCO. X 2004 r. laparoskopia.
Maj 2005 zgłosiliśmy się do OA.
Czerwiec 2006 kwalifikacje i niespodziewany naturalny CUD

Moich muszkieterów trzech:
Staś (16.01.2007); Wojtuś (18.12.2010); Kostek (29.05.2012)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 29 sie 2015 14:07 
Offline
Awatar użytkownika
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: 05 wrz 2004 00:00
Posty: 35819
Lokalizacja: KL
iwona_b pisze:
Są takie chwile w życiu, że żeby móc nauczyć się funkcjonować w świecie, najpierw trzeba się odbić od dna (często tego emocjonalnego).

Dlatego mysle, ze przeklęta nie potrzebuje naszych rad, co do właściwego postepowania ani proby racjonalizowania jej buntu, niezgody, zalu. Jest to po prostu etap zaloby po utraconej plodnosci, rozpacz spowodowana brakiem dziecka, które nie przychodzi i naszym zadaniem jest ja po prostu wesprzeć, przytulic, być. Niczego nie przyspieszymy, probujac racjonalizować - umniejszamy. Zapewne niezamierzenie, ale jednak.
Już, już prawie miałam się z Toba zgodzić i przeczytałam to zdanie:
iwona_b pisze:
wierzę natomiast, że jeśli zgłosi się do "uzdrawiacza" osoba, która głęboko wierzy, jest w 200% przekonana, że ten człowiek jej pomoże, to tak się stanie. Jeśli zgłosi się osoba, która wierzy, że jej już nie jest w stanie nic pomóc, choćby nie wiem, jak "uzdrawiacz" się starał, nie będzie w stanie pomóc tej osobie.

w którym nadajesz wierze w sukces moc sprawcza. Wystąpienie pożądanego efektu zależy tutaj wyłącznie od nastawienia i to jest to, z czym nie chce i nie mogę się zgodzić. To prosta droga do tego, żeby uznac, ze skoro się nie udało, to znaczy, ze nie wierzyłam na 200%, nie wierzyłam wystarczająco. To jest mój prywatny bunt przeciwko postawie "musisz uwierzyć mocniej" w sytuacji, kiedy brak wiary jest najbardziej naturalnym, po prostu ludzkim odczuwaniem.
I dlatego przeklęta przytulam Cie z calych sil. :glaszcze

_________________
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 20 paź 2015 10:55 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2015 09:04
Posty: 180
Witam,
Ja mam podobny problem...staramy się z mężem ponad 2,5 roku...kuzynka męża we wrześniu brała ślub...2 tygodnie po ślubie dowiedziałam się że jest w 5 tygodniu ciąży...co poczułam? ból, zazdrość, złość do tego stopnia, że postanowiłam, że będę odpuszczać wszystkie imprezy na których się pojawi...
Wiem wyleje się na mnie fala krytyki, że to absurdalne co postanowiłam ale ja wiem jedno inaczej nie dam rady...oczywiście cała rodzina teraz się rozczula nad nią, tylko nikt nie pomyśli, że robią to w taki sposób, który mnie rani...
Ja rozumiem każdy jest szczęśliwy bo to pierwsze małe dziecko od dawna w rodzinie ale ja nie jestem cyborgiem mam uczucia i nie mam siły słuchać o jej zachciankach czy terminie porodu...dlaczego ktoś przez chwilę nie zastanowi się jak ja się czuje?co ja przeżywam?i co najśmieszniejsze wszyscy wiedzą o naszym problemie i o tym jak ja to przeżywam a mimo to bez mrugnięcia okiem zachowują się jak się zachowują czyli zero wyczucia sytuacji...kurcze nie zakaże nikomu cieszenia się ale zrób to w sposób bardziej stonowany pomyśl o tych którzy mają problem...mam wrażenie, że to my którzy mają problem mamy się dostosowywać do wszystkich i do wszystkiego...nam nie wolno nie cieszyć się z czyjeś ciąży...nam nie wolno pokazać uczyć...mamy być cyborgami..od nas się tylko wymaga...i niestety nie rozumie...

_________________
Starania od 03.2013,
03.2015-In Vimed Wrocław,
08.2015-Laparoskopia-endometrioza II stopnia:(
12.11.2015- I Inseminacja-25.11- HCG:2....:(....
12.2015-04.2016-visanne...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 29 sty 2016 22:27 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 lut 2002 01:00
Posty: 96
Lokalizacja: Kraków
Witam

Niestety ma Pani całkowitą rację, jeżeli coś jest trudne, albo otoczenie zachowuje się w bolesny dla Pani sposób najskuteczniejszym sposobem jest nazwanie po imieniu tego co Pani czuje i czego potrzebuje. pozdrawiam


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Forum zablokowane Ten temat jest zamknięty. Nie można w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group