Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Forum zablokowane Ten temat jest zamknięty. Nie można w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 121 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 wrz 2008 22:05 
Awatar użytkownika
Kasiu, kiedy koleżanka mówi mi, że jest w ciąży, odpowiadam "to fantastycznie, bardzo się cieszę". I chyba na tym mogę skończyć, prawda? Nie sądzisz, że opowiadanie mi ze szczegółami oraz wysyłanie mi zdjęć z usg jest przegięciem? Alkoholikowi jasne, możesz powiedzieć, że kupiłaś wino, że jest smaczne. A będziesz mu opowiadała, jaki cudowny ma bukiet? Jak fantastycznie pieści podniebienie, jak łagodnie rozlewa się po tobie ciepło, kiedy je wypijesz, jak wspaniale czujesz się na lekkim rauszu, kiedy efektem jest świetny nastrój itp. I będziesz go namolnie namawiać żeby spróbował? Jeśli tak, to wybacz, ale coś z Tobą nie w porządku, bo takich rzeczy się nie robi.
Kasiu, ja powtórzę - w porównaniu ze mną, masz fantastyczną wprost sytuację i nie życzę Ci takiego upadku, jaki zaliczyłam ja, czy niektóre dziewczyny tutaj piszące, które nie mają praktycznie żadnych szans na bycie matką. To niszczy potwornie, tym bardziej, im większe było pragnienie posiadania pełnej rodziny. Nic nie zastąpi posiadania dziecka, nic. Ani kariera zawodowa, ani pieniądze, ani podróż dookoła świata, ani nic innego. Dopóki jest szansa, nie odczuwa się beznadziejności swojego istnienia. Dopiero, kiedy wszystkie drogi się zamykają...
Mogę się cieszyć z tego, że moja dotychczasowa koleżanka jest w ciąży (po raz drugi), że żona przyjaciela urodziła trzecie dziecko. I mogę życzyć im jak najlepiej. Ale skoro ich świat kręci się wokół dzieci, po prostu nie mam z nimi o czym rozmawiać. Bo o czym? Oni nie potrafią nie wkręcać dzieci w każde zdanie, po prostu nie potrafią. Więc co? Mam zaciskać zęby i udawać, że jest gites? Nie sądzisz, że łatwiej im jest omijać tej jeden jedyny temat albo przynajmniej ograniczać go, niż mnie słuchać tego ciągle i ciągle przy każdej rozmowie?


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 wrz 2008 22:05 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 maja 2003 00:00
Posty: 2084
Nie straciłam żadnej znajomości z powodu niepłodności.
Miałam liczne zniechęcenia i załamania, schładzałam i ograniczałam niektóre kontakty, ale żadnego nie utraciłam z powodu naszej niepłodności.
Zawsze miałam poczucie, że trudność jest we mnie, a ludzie zachowują się "normalnie". To ich "normalne" zachowanie nieraz bardzo mnie raniło, lecz starałam się sprostać tym "normalnym" sytuacjom.
Kluczowa była decyzja o pewnym wyjeździe na weekend majowy. Jeździliśmy od lat w tym samym gronie i przez te lata posypały się dzieci wszędzie tylko nie u nas. Bardzo poważnie myślałam, że nie dam rady, że muszę się wycofać. Pomogli mi trochę przyjaciele dając mi odczuć, jak bardzo jestem dla nich ważna i dając odczuć, że zupełnie nie potrafiliby zrozumieć mojej decyzji zerwania kontaktów. Najbardziej pomogłam samej sobie decydując się zmierzyć z dzieciatą rzeczywistością w imię brania świata takim, jakim jest.

Dziś jestem mamą adopcyjną i trudności w kontaktach z "normalnie" dzieciatymi ciągle we mnie są, lecz mam już niezły trening za sobą. A znajomości mam ciągle więcej i więcej :)

Robię to też trochę dla syna. Żeby on czuł się swobodnie wśród ludzi.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2008 12:08 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 gru 2005 01:00
Posty: 324
funda mysle, ze rzecz jest w tym, ze mozna ograniczac przy danej osobie mowienie o rzeczach dla nas waznych (wlasnych dzieciach), ale to powoduje, ze ludzie zaczynaja inaczej zachowywac sie przy Tobie, zaczynaja sie nadmiernie kontrolowac, a przeciez nie o to chodzi.

Ja jak najbardziej rozumiem, ze jesli wszyscy rozmawiaja o dzieciach, a Ty czy ja nie, bo ich nie mamy, to mozna ogolnie powiedziec,z e temat nie dosc, ze nas moze zabolec to jeszcze...znudzic i rozumiem, ze mozna z takich kontaktow chciec sie wycofac, ale moze lepiej pojsc droga Jewki tak dla siebie samych.

Ja tez borykam sie z Tobie podobnymi problemami, ale takie odczucia pojawiaja sie we mnie wtedy gdy ktos za kim za bardoz nie przepadam, mowi o swoich dzieciach-wtedy jestem zazdrosna, ale dzieci TYch bliskich mi osob sa troszke jak moje dzieci ;-) Bardzo je lubie mimo, ze czasem brak mi sil na spotkanie to jak sie przelamie i do niego dojdzie to jest mi z tym dobrze ;-)

Co do perspektyw, hmmm no coz ja juz teraz przygotowuje sie, ze moze stac sie tak,z e mama nigdy nie bede. To ciezkie, i owszem, ale przyjmuje, ze przeciez moze sie zdazyc-w koncu juz prawie 4 lata walczymy. Mysl o tym jest dla mnie przygnebiajaca, ale nie konczy mojego zycia. I jesli tak sie stanie, choc jeszcze planuje wiele wysilku wlozyc w to, ze ten scenariusz sie nie przydazyl, to chce byc na to gotowa, zeby muc dalej zyc....jak najlepiej bede w stanie, a nie wyobrazam sobie zycia bez ludzi, ktorzy teraz sa dla mnie wazni, nie chce ich od siebie odsuwac, bo stanowia dla mnie integralna czesc mojego zycia, bo to Ci bliscy i wazni dla mnie ludzie tworza moje zycie.

_________________
4 lata staran; 3xIUI; 2xICSI; I crio......
02.2008-II crio; 28.02 Beta:518 ;-)
12.03.2009-5t3d od OM-w moim brzuszku bije najwazniejsze serduszko na swiecie.
30.10.2009-Macius


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2008 12:28 
Awatar użytkownika
Kasiu, ja Ci tego bardzo życzę, żebyś potrafiła w razie najgorszego scenariusza (tfu tfu tfu), bo wcale nie jest powiedziane, że każdy tak reaguje. Ale ja też kiedyś reagowałam inaczej...dopóki wydawało mi się, ze mam szansę. Dopiero potem kompletnie mi odbiło :( I jasne, ze moje życie nie kręci się wokół tematu dziecka, ale ból jest zbyt wielki żebym potrafiła być taka jak kiedyś... Tak czasem bywa...


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2008 13:42 
Offline

Rejestracja: 15 lut 2004 01:00
Posty: 171
Dla mnie to jakaś abstrakcja, tracić znajomych z powodu niepłodności. Patrząc na grupę moich znajomych i przyjaciół widzę, że każdy ma jakiś "problem". Czy przy koleżance która nie ma mamy już nigdy nie będę mogła wspomnieć o własnej matce bo może być jej przykro? Czy narzekanie, że mama mnie wkurza, bo choć mam 30 lat to dzwoni rano, żeby powiedzieć "ubierz rajstopy pod spodnie, jest zimno" . Ona nie ma mamy od wielu lat, marzy żeby ktoś jej zrzędził, przywoził zrazy w słoiku itp, a ja czasem narzekam na własną mamę, a czasem opowiadam jak mam dobrze, bo dzięki zapasom od mamy nie muszę codziennie gotować. Czy to nietakt z mojej strony? A czy gdy siedzimy w babskim gronie rozmowa o super obcisłych spodniach też jest nietaktem, bo jedna z nas nosi rozmiar 44 i może być jej przykro? Nadwaga to dla niektórych ogromny problem. Można by tak mnożyć- ktoś nie ma pracy, więc opowieść o upierdliwym szefie to nietakt? Ktoś ma chore dziecko, więc nigdy nie mogę wspomnieć, ze moje dziecko jest mistrzem w układaniu puzli?
To co napisała Jewka dla mnie jest bardzo mądre "trudność jest we mnie, a ludzie zachowują się normalnie" . Wg mnie normalnym jest, paplanie o własnym dziecku czy narzekanie na dolegliwości ciążowe. To naszą rolą jest się odnaleźć w danej sytuacj a nie rolą wszystkich dookoła robienie listy pt: czym i kogo może urazić

_________________
Zosia - mama dwóch córeczek


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2008 14:06 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 sie 2006 00:00
Posty: 320
A ja rozumiem funde, wyzbyłam się (z lekka), przykrości z patrzenia, rozmów itd., bo staram się o dzieciątko drogą ad. Pamiętam doskonale i to było silniejsze ode mnie. Z traceniem znajomości to było, że sama unikałam jak mogłam małych dzieci, znajomych gdzie pojawiły się dzieci. Co do rozmów o dzieciach to nie uniknie się tego i też jestem zdania, że mogliby być niektórzy bardziej taktowni, Zosiu, przykład z mamą koleżanki wydaje mi się troszkę mylny, tu nie o to chodzi. Ja wiem jak się czułam, nie mogąc pogodzić się z faktami i co mnie bolało, a jesli ktoś mi opowiada o babci, że ma cudowną a ja już nie mam, a kochałam ją tak jak mamę to zupełnie inna historia. Matkę, kogoś z rodziny się ma i może niestety zabraknąć bliskiej osoby, a ból związany z faktem, że nie ma się dzieci, jest tak ogromny, że dla niektórych (tak jak mnie kiedyś), jest tak niewyobrażalny, że ciężko to zrozumieć. I to zupełnie inny ból.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2008 16:01 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 lis 2005 01:00
Posty: 35
Lokalizacja: Gniezno
Znajomych się ma dlatego, że chce się z kimś miło spędzać czas i miło pogadać. Przecież nie po to się ma znajomych żeby ich po prostu "liczyć" i "kolekcjonować". A skoro teraz jest tak, że przebywanie z ludźmi którzy kiedyś nam byli bliscy staje się niemożliwe, bo oni tylko albo głównie, o dzieciach, szkołach itp to po co się katować? Teraz to nie jest miłe spędzanie czasu. Móglby ktoś powiedzieć, że są ludzie ktorzy mają dzieci, ale też interesują się innymi rzeczami i nie sprowadzają koniec końców każdej rozowy do ich dzieci... no to gratuluję, bo ja niestety takich nie mam. I nie jest mi z tym jakoś bardzo żle. Wielu rzeczy mi brakuje, a znajomych w tym wszytskim najmniej.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2008 18:12 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 maja 2008 00:00
Posty: 65
Lokalizacja: Łódź
Zgadzam się całkowicie z Tianką. Ja również uważam, że znajomych ma się po to, żeby miło spędzić czas i na moment zapomnieć o tym co przykre w naszym życiu. Ale jak zapomnieć i się dobrze bawić, kiedy ktoś wiecznie "nawija" o dzieciach? Rozumiem, że dzieci są dla nich bardzo ważne więc wiecznie się nimi chwalą, ale ja wolę poczytać książkę niż katować się w ich towarzystwie i powstrzymywać łzy.

Funda, ja również kiedy miałam jeszcze malutką iskierkę nadziei, że będę mamą byłam normalną dziewczyną i nie przeszkadzało mi towarzystwo ludzi co mają dzieci. Kiedy po operacji dowiedziałam się, że na 1000% nie urodzę dziecka, zmieniła się moja psychika i nastawienie do życia.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2008 21:15 
Offline

Rejestracja: 15 lut 2004 01:00
Posty: 171
Ania4911 pisze:
a ból związany z faktem, że nie ma się dzieci, jest tak ogromny, że dla niektórych (tak jak mnie kiedyś), jest tak niewyobrażalny, że ciężko to zrozumieć. I to zupełnie inny ból.


Uwierz, znam ten ból i siedzi we mnie bardzo głęboko. Mam za sobą bardzo ciężką chorobę i walkę o życie, a mimo to nadal uważam, że niepłodność była tą najgorszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała. Nie walka o życie ale właśnie niepłodność, choć dla kogoś postronnego może się to wydawać niedorzeczne. Ale rozumię też to, że większość osób nie pojmuje tego bólu. Tak jak ja nie pojmuje, że można mieć depresję z powodu nadwagi. To dla nas- niepłodnych- brak dziecka to niewyobrażalny ból. Dla innych po prostu jakiś problem.

I zgadzam się, że znajomi są po to żeby spędzać miło czas, ale nie chce mi się wierzyć , że mówią tylko o dzieciach.? To oczywiste, że kiedy się spotkamy to o dzieciach się rozmawia, tak samo jak rozmawia się o pracy, filmach, polityce itp. Jak ktoś mówi tylko na jeden temat to nieważne czy o dzieciach czy o sporcie, jest zwyczajnie nudny. Wtedy rzeczywiście nie warto kontynuować takiej znajomości. Ale to chyba ze względu na nudę :wink:

_________________
Zosia - mama dwóch córeczek


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 28 wrz 2008 12:29 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 gru 2005 01:00
Posty: 324
Dziewczyny, oczywiscie, ze ludzi mamy wokol siebie po to, zeby tworzyc z nimi satysfakcjonujace relacje i jesli nawet to co mowia sprawia nam bol to oceniamy, czy ta relacja daje nam wiecej dobrego czy wicej zlego. jesli w rzeczy samej jest tak, ze znajome mowia tylko i wylacznie o dzieciach to nie dosc, ze relacja jest nudna to jeszcze bolesna, wiec jej bilans wychodzi kiepsko. Inna relacja z osoba posiadajaca dziecko czasem boli, bo gdzies tam poruszy sie ciern naszej nieplodnosci, ale w innych wymiarach jest satysfakcjinujaca, wiec bilans jest pozytywny. Mialam w parcy kolezanke (na dlugo zanim zaczelam myslec o dziecku), ktora ciagle gadala o swoim dziecku, a mnie krew zalewala i jak tylko przychodzila do pracy to nastroj mi sie pogarszal, bo to zazwyczaj mnie napastowala opowiesciami. Ta znajomosc (mimo tego,z e nie bolala) nudzila mnie i draznila. W obecnej sytuacji bylo by dokladnie tak samo plus odrobina bolu. Ale jednak wiekszosc osob, ktore znam nie pograza sie bez opamietania w temacie dzieci-moze akurat tacy mi sie znajomi trafili, a moze po prostu mam z nimi wystarczajaco glebokie relacje, zeby mowic o innych sprawach-nie tylko w kolko o jednym.

Dodam jeszcze, ze zgadzam sie z tym, co Zosia2 pisze, ze realcje z osobami mowiacymi tylko o jednym, sa nudne. A do tego, ja osobiscie, czuje sie wtedy wykorzystywana, bo mam wrazenie,z e zamiast mnie moglby siedziec ktokolwiek, nawet gumowa lala, bo osoba nie to, ze chce sie podzielic swoim szczesciem ile chce po prostu do kogos/kogokolwiek gadac. Czuje sie wykorzystana i takich realcji nie lubie i sie od nich po prostu oddalam lub calkiem zrywam. Niewazne czy dotyczy to rozmow o dzieciach, pracy, meza, zawalanie mnie informacjami tylko po to,zeby sobie pogadac drazni mnie niemilosiernie.

_________________
4 lata staran; 3xIUI; 2xICSI; I crio......
02.2008-II crio; 28.02 Beta:518 ;-)
12.03.2009-5t3d od OM-w moim brzuszku bije najwazniejsze serduszko na swiecie.
30.10.2009-Macius


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 29 wrz 2008 12:42 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 lut 2007 01:00
Posty: 5
Zgadzam się z Katarzynka21, rozmowa polega na wymianie poglądów i doświadczeń, a jeżeli jedna strona uparcie opowiada o czymś, co nas nie interesuje to rozmowa zwyczajnie staje się nudna i nie chodzi tutaj tylko o to, że to bolesny dla nas temat.
Funda ja wręcz celowo nie informuję ludzi o swoim problemie, bo nie chcę, żeby zaczęli inaczej zachowywać się w mojej obecności. Chcę czuć się normalnie, nie żeby w mojej obecności rozmowy sztucznie omijały temat dzieci, dopiero wtedy czułabym się inna i gorsza. Wiedzą tylko nieliczni, a sporo się chyba domyśla. Ja jeszcze ciągle mam nadzieję na posiadanie własnego potomka może jak ją stracę to tak jak piszesz zmieni mi się optyka, mam nadzieję, że będę potrafiła pogodzić się z tym i nadać jakiś sens mojemu życiu.
Pytanie do Pani Bogdy, jak Pani ocenia takie motywy utrzymywania niewiedzy znajomych?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 29 wrz 2008 20:53 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 kwie 2008 00:00
Posty: 1675
Lokalizacja: aktualnie Szkocja
Ile ludzi, tyle doświadczeń... Ja generalnie jestem tego zdania, co Funda. Zdaję sobie sprawę, że za dużo we mnie złości, wściekłości, żalu... i wiem, że kieruję go w złym kierunku, bo to przecież nie wina koleżanki, że jest w ciąży itp itd. Jednak jak zawsze jest pewne "ale". Znajomi, mimo że wiedzą o naszych problemach, po prostu nie są w stanie nas zrozumieć. Nie są i nigdy nie będą. Dużo tu piszemy o empatii i podajemy mnóstwo przykładów, ukazujących nasze relacje z ludźmi. Dla mnie wygląda to tak: przy osobie bez nóg nie będę nawijać o tym, że jedynym celem w życiu jest bieganie i udział w maratonie, nie będę jej pokazywać 20-tej pary butów, które kupiłam, ani narzekać, że adidasy firmy nike są mnie wygodne niż te z pumy itp. Z bezdzietnością jest wg mnie tak samo: skoro ja nie moge miec dzieci, to nietaktem jest mówienie mi tylko i wyłącznie o kolkach, kupkach, narzekanie na nadwagę w ciąży itd. Za dużo wymagam? Nie sądzę. Nie chcę byc traktowana "normalnie" bo nie czuję się tak. mam chyba prawo oczekiwac od ludzi zrozumienia, tak samo jak osoba na wózku oczekuje podjazdu do ośrodka zdrowia....
Na własne życzenie odcięłam się "dzieciatych" znajomych. Moja druga połowa tego nie rozumie, uważa, że jestem przewrażliwiona i przesadzam. Nie jest mi z tym dobrze, ale nie umiem sobie z tym poradzić w inny sposób. I też denerwuje mnie to, że to JA coś muszę...

_________________
Starania od sierpnia 2007
Endometrioza, IUI, 2xIVF
7/12/14 o 6.12 przyszła na świat Emilka :love: 3540 i 54cm szczęścia


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 03 paź 2008 16:25 
Offline
Ekspert Bociana
Awatar użytkownika
Ekspert Bociana
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2002 01:00
Posty: 647
Lokalizacja: Kraków
Piszecie Panie o dwóch sprawach. Jedna to dobór przyjaciół i znajomych.i Jeśli sie nie ma dzieci to jest oczywiste, że lepiej będziecie się czuli wśród ludzi do was podobnych.Druga sprawa to relacje których uniknać sie nie da - na przykład zawodowe, gdzie niektóre z Was żądają, żeby cały świat chodził na paluszkach wobec waszego cierpienia. A świat jest różny- raz widzi, a raz zajmuje się sobą. Obawiam się, że te Panie które tak się tutaj oburzają na brak empatii same często robią komuś przykrość ( jak niestety każdy z nas) chociażby demonstracją złości
pozdrawiam :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 18 lis 2008 14:13 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 cze 2008 00:00
Posty: 4
Witam wszystkich Forumowiczów, jest tu nowa tzn. to jest mój pierwszy post na tym forum, ale od dawna Was podczytuję i dopiero teraz zdobyłam się na odwagę, żeby zabrać głos w tym temacie.

My z mężem staramy się już/dopiero od 2,5 roku (dla mnie to cała wieczność). Wydaje się, że w naszym przypadku problemem są słabe plemniki męża (A=5%, A+B - przeważnie 25-35 %). U mnie wykryto subkliniczną niedoczynność tarczycy, ale zostało to uregulowane lekami i teraz jest ok (HSG też OK).

Jeśli chodzi o moje problemy w relacjach z otoczeniem, to największy ból sprawiają mi paradoksalnie moi teściowie zawodowo związani z medycyną, których poinformowalismy z mężem o problemach z tarczycą i że to może mieć wpływ na prokreację. W związku z tym poprosiliśmy ich też o nierobienie nam komentarzy i wyrzutów w tej kwestii. To było rok temu.....Niestety przez ten rok niewiele się w ich zachowaniu zmieniło, tzn. mniej więcej pól roku temu usłyszałam od mojego teścia, że "zamiast jeździć w weekend na rowerze, powinniśmy WRESZCIE wziąć się za robienie dzieci, bo mój teść dobiega 60-tki i chciałby się jeszcze z wnukami pobawić- w końcu coś mu się od życia należy". Po tym tekście wyszłam z płaczem z ich domu i do dnia dzisiejszego nie rozmiawiam z tym człowiekiem. Postanowiłam, że dopóki on mnie nie przeprosi, nie zamienię z nim ani słowa.
Druga sytuacja - całkiem niedawno przyjechał kuzyn mojego męża ze swoją przyszłą już ciężarną żoną wraz z jego rodzicami. Oczywiście nietrudno się domyślić, że głównym tematem przy obiedzie było najogólniej mówiąc płodzenie dzieci i wszystko co jest z nimi związane. Po którymś tam z kolei wywodzie moja teściowa w końcu stwierdziła, "że może kuzyn nauczyłby mojego męża dzieci robić". W zamyśle matki mojego męza miało to być bardzo śmieszne... i było... tylko nie dla nas.
O życzeniach dzidziusia na gwiazkę, wielkanoc, urodziny nie wspomnę.

Przygladając się troche tej dyskusji wydaje mi się, że uczucie empatii idzie trochę w parze z kulturą osobistą, bo np. jeśli ja nosze rozmiar xs/s, a moja koleżanka ma widoczną nadwagę, to nie będę jej indagować pytaniami typu: "dlaczego jesteś taka gruba? Czy nie mogłabyś wreszcie schudnąć?
Natomiast jeśli sytuacja dotyczy osoby bezdzietnej, która jest w wieku nazwijmy to prokreacyjnym, od wesela minęło już trochę czasu, to wszyscy z otoczenia (rodzina, znajomi, sąsiedzi, koleżanki z pracy) czują się w obowiązku ją umoralniać i zadawać te krępujące pytania. Chyba logiczne jest, że jeśli młode małżeństo nie ma dzieci, to możliwe są raczej 2 odpowiedzi - albo ich nie chce , albo ich nie może mieć.
Dlaczego więc w pierwszym wypadku uwagi dotyczące wyglądu zewnętrznego skierowane do osoby z nadwagą uznane zostałyby z pewnością za nietaktowne, niekulturalne, a w drugim jest zupełnie naturalne zadawanie pytań, które naruszają naszą intymność i prywatność. Skąd ta dwuznaczność i stosowanie podwójnych standardów?? Niech mi to ktoś wytłumaczy?
Myślę, że nie byłoby tych wszystkich przykrych dla nas sytuacji, gdyby te wszystkie bardzo "dociekliwe" osoby zastanowiły się choć przez chwilę zanim sformułują jakieś pytanie/komentarz. Dla mnie jest to wyznacznik poziomu kultury osobistej takiego rozmówcy.

Wiem, że mój wątek powitalny jest trochę przydługi, ale chciałam przedstawić mój punkt widzenia tej sprawie. Jestem aktualnie na etapie ograniczenia kontaktów z ludźmi, którzy potrafią "nawijać" tylko o swoich dzieciach - jest to dla mnie bardzo przykre... może z czasem zobojętnieje.

A do Pani Bogdy i do Was mam pytanie o znalezienie jakiegoś rozwiązania jeśli chodzi o relacje z teściami.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: 28 lis 2008 16:35 
Offline
Ekspert Bociana
Awatar użytkownika
Ekspert Bociana
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2002 01:00
Posty: 647
Lokalizacja: Kraków
Witam Panią
Z tego co Pani pisze wynika,że teść jest osobą grubiańską i uważającą, że świat ma kręcić się wokół jego osoby, a teściowa niestety dosyć nietaktowną. Sadząc po tekstach jakie padły wobec Pani i męża sami raczej nie wpadną na to, że kogokolwiek urazili i jeśli oczekuje Pani na przeprosiny ktore moim zdaniem jak najbardziej byłyby na miejscu to trzeba im jasno powiedzieć za co. A co do do dziecka to urodzi je Pani dla siebie a nie dla teścia bo ma taka zachciankę. pozdrawiam :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Forum zablokowane Ten temat jest zamknięty. Nie można w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 121 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group