Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 15 wrz 2017 15:05 
Offline

Rejestracja: 29 lis 2012 00:35
Posty: 245
Ja mam pytanie dotyczące tego, do kogo kierowane są szkolenia aby zostać rodziną zastępczą?
O co mi chodzi?

Otóż, biorąc pod uwagę że szkolenie trwa ok 4 h dziennie, nawet tylko jeden raz w tygodniu, ale przez 3-4 miesiące, to chyba niewiele osób moze pozwolić sobie na taką dyspozycyjność.

Co ma zrobić rodzina, mająca własne 4 letnie dziecko, która nie może mieć więcej swoich dzieci, a marzy o tym by powiększyć rodzinę? Co zrobić z tym własnym dzieckiem, jeśli przedszkole jest czynne do 18.00, a kurs będzie trwał do ok. 19.00?
Nie mamy blisko rodziny, ani nikogo na tyle bliskiego, żeby mógł nam dziecko odebrać z przedszkola, wziąć do siebie do domu na kilka godzin.

Już nie wspomne że z pracy też trzeba się zwalniać żeby na kurs dotrzeć, a zważywszy na fakt, że kurs trwa kilka miesięcy, to też nie jest to dobrze widziane przez większość pracodawców. A chyba nie chodzi o to, że mamy się zwolnić z pracy.

Dodam, że na kursie wymagana jest 100% obecność obojga małżonków.
Ja rozumiem, że kandydatów na rodziców należy dokładnie zweryfikować pod różnymi względami, jednak de facto, w wymaganiach formalnych powinno być napisane, że rodzice muszą nie pracować na etacie, mieć do dyspozycji np. babcię która zajmie się dziećmi w czasie kursu, ewentualnie brak własnych dzieci.
Jakiś absurd.
Mamy warunki mieszkaniowe, jako tako ustabilizowaną sytuację zawodową i fianansową, marzymy o tym, aby mieć przynajmniej 2 dzieci, aby nasz córka miała rodzeństwo, jednak przez taką organizacje szkolenia, nie mamy szans aby je odbyć.
A później są głosy że brak jest chętnych na zostanie rodziną zastępczą

Od dwóch lat myślimy o tym, by zostać rodzicami zastępczymi, przeszliśmy ten pierwszy etap, jednak po spotkaniu szkoleniowym załamaliśmy się, gdy usłyszeliśmy o warunkach jego zaliczenia. Nie mamy szans na taką dyspozycyjność

_________________
Invimed wawa
Debiut. 28.11 punkcja. 30.11. transfer 2 zarodków 2-dniowych.
12.12-test - wynik 109 w 12 dpt Huraaaaaa!!!
287,6 w 14 dpt, 2898,0 mlU/ml w 19 dpt
w 27 dpt widziałam malutkie bijące serduszko


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 16 wrz 2017 14:20 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
Z jednej strony rozumiem Twoją złość, bo moja znajoma rodzina z trójką dzieci, która rozważała serio zostanie RZ, zrezygnowała z tych planów własnie z powodu opisanego przez Ciebie: podrzucanie trójki dzieci raz w tygodniu na 4 godziny szkolenia jest niemożliwe w przypadku ludzi bez zasobów w postaci zdrowych i sprawnych dziadków, ew. rodzeństwa.
Ale ten medal ma też inną stronę.

Praca w pieczy zastępczej bardzo szybko weryfikuje dostępność czasową, etaty i dyspozycyjność. Ja mam obecnie czworo dzieci, z czego troje uczęszcza do placówek na inne godziny (system zmianowy), a jedno jest w wieku przed placówkowym, więc wymaga opieki 24/7.
Od roku nie zdarzył mi się weekend bez zastepczych dzieci, ani wakacje - jeździmy całą rodziną, kiedy robiliśmy kurs na zawodową daliśmy po prostu ogłoszenie wśród znajomych na FB i zrobiliśmy grafik, dzięki czemu razem z mężem zrobiliśmy to szkolenie, a dziećmi zajmowały się moje koleżanki i bratowa, zawsze w secie dwie osoby na dwoje małych dzieci. Na co dzień pomaga nam moja mama.
Wynika to z faktu, że dzieci w pieczy wymagają po prostu bycia z nimi, i jest to nieodłączną częścią tej pracy. Teraz piszesz o szkoleniu, które jest małym mikim - chrzest bojowy nadchodzi, kiedy dzieci są juz u nas. I wtedy nic się nie upraszcza niestety, za to logistyka wspina się na wyżyny mistrzostwa.

Pokazuje to prostą prawdę: zamierzanie się na prowadzenie rodziny zastępczej bez zasobów jest zwyczajnie niemożliwe (niektóre RZ szkolą swoje dorosłe dzieci i w ten sposób załatwiają sobie logistykę).
Jeśli już samo szkolenie jest dla Was logistycznie nieosiągalne to - nie napiszę tego złośliwie, ale uczciwie - prawdopodobnie sama piecza nie jest dla Was. To obciążająca czasowo praca, której albo się podoła, albo nie ma się co za to zabierać. I to jest praca, a nie sposób na powiększenie rodziny - to bardzo ważne.
Nasze dzieciaki trafiają do pieczy w stanie, który nazwałabym 'białą kartką'.
Pierwszy czas, który trwa czasem parę miesięcy, to polka z galopem: wizyty u pediatrów, psychologów, fizjoterapeutów. Zaczyna się wielopoziomowa diagnostyka, której wykonanie jest naszym obowiązkiem (sic!). Do tego dochodzą: spotkania z rodzicami biologicznymi, zespoły, spotkania z koordynatorką i superwizorką (jeśli rodzina ją ma - my mamy). Oszacuj, ile czasu to zajmuje.
U nas: fizjoterapia, logopeda, psycholog, neurolog, pediatra, endokrynolog, seksuolog, laryngolog, lekarz rehabilitacji ruchu, kardiolog. Po roku doszło jeszcze przedszkole oraz diagnostyka w kierunku FAS, do tego będziemy się głebiej diagnozować endokrynologicznie i genetycznie, będziemy robić też diagnostykę integracji sensorycznej, która na 99,9% zakończy się terapią. Oczywiście cały czas mamy zespoły, zebrania i spotkania z rodzicami (u nas raz w tygodniu w ustalonych porach), sprawy w sądzie, pisanie oceny rozwojowych etc.

Teraz napiszę najlepsze: mam ZDROWE dzieci.
Serio. One nie są poważnie ani nawet średnio poważnie chore, po prostu musieliśmy powykluczać kupę rzeczy plus sprawdzić pozostałe, po drodze doszło nam podejrzenie molestowania, dalej po drodze zaburzenia integracji sensorycznej, generalnie na tle innych rodzin zastępczych wypadamy jako rodzina z relatywnie zdrowymi dzieciakami bez większych problemów zdrowotnych i społecznych.
Jak to ogarniamy?
Mój mąż zajmuje się dziecmi pełnoetatowo, ja mam pracę w elastycznych godzinach, a i tak czasem nie wiem, jak się nazywam. I to jest tylko dwoje dzieci (plus dwójka biologicznych, ale starszych i teoretycznie mniej absorbujących przynajmniej od strony diagnostycznej).
Ale są też korzyści: po roku tej polki z galopem mam fantastyczną dwójkę w normie rozwojowej, o czym 12 miesięcy wcześniej nie było mowy, a pracownicy społeczni patrzyli na mnie z litością i powątpiewaniem, kiedy mówiłam "wyciągniemy te dzieci na prostą". I tak się stało.

W swoim poczuciu wykonałam pracę na szóstkę i jestem z tego dumna: żaden trop nie został zaniedbany, w żadnym momencie nie korzystałam z pomocy płatnej opiekunki i nie zaburzyłam poczucia bezpieczeństwa swoich maluchów.
Czasu mamy wciąż za mało, ale za to olbrzymią satysfakcję.


odpowiadając więc na Twoje pytanie po tym rozległym wstępie:
w moim poczuciu na pieczę powinni decydować się ludzie, którzy dokładnie wiedzą (a przynajmniej mają silną intuicję), że właśnie tym chcą się zajmować, poświęcą swój czas i umieją mniej więcej oszacować, że jego poświęcenie w takiej ilości będzie dla nich możliwe, będą mogli liczyć na wsparcie otoczenia, a do tego mają motywację, pasję, zaangażowanie i dobre rozpoznanie własnych intencji: pracują po to, aby dzieci mogły wrócić do rodziny biologicznej, a jeśli się to nie uda to przygotują dzieci na adopcję.
Tym samym wrócę do drugiego wątku w Twoim poście:
jesli tym, czego oczekujesz po pieczy jest stworzenie rodziny, to w mojej opinii właściwym kierunkiem jest kurs adopcyjny, a nie piecza zastępcza.
Celem pieczy zawsze jest próba reintegracji rodziny, a jesli się nie uda - pożegnanie z dzieckiem i otworzenie mu nowej ściezki w życiu, tj. ścieżki rodziny adopcyjnej, z którą też musimy współpracować.
Jeżeli przede wszystkim chciałabyś zostać drugi raz mamą, musisz się liczyć z tym, ze wybór pieczy zastępczej (poza wszystkimi obciążeniami, o których napisałam wyżej) może Ci złamać serce, bo nikt nie da Ci z góry gwarancji, ze akurat 'Twoje' dziecko zostanie uwolnione prawnie i będzie możliwe do adopcji przez Ciebie.
Ono może także wrócić do swoich rodziców biologicznych, a do tego Twoim obowiązkiem będzie ułatwienie mu tego, co jest nieprawdopodobnym obciążeniem emocjonalnym dla ludzi, którzy zrobili sobie nadzieję na zostanie docelowymi rodzicami tego dziecka.

życzę dobrych wyborów i przepraszam za brutalne urealnienie pieczy zastępczej, ale myślę, że każdy kandydat powinien zdawać sobie z tego sprawę, aby podjąć świadomą decyzję.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 wrz 2017 11:54 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Nie do końca się z Tobą zgodzę, Bloo.
Organizowanie kursu na RZ w takim systemie, że jest to w tygodniu, w godzinach pracy powoduje, że normalnie pracujący ludzie, którzy mogliby zostać RZ niespokrewnioną niezawodową dla 1-2 dzieci, po prostu rezygnują. Bo jak to zorganizować? Na jakiej podstawie pracodawca ma ich zwalniać z pracy?
Kiedy dzieci są już w rodzinie, można wziąć L4 na opiekę nad dzieckiem, ustawowe dni na opiekę, organizować opiekę na zmianę w ramach zasobów domowych, poprosić przyjaciół, ostatecznie zrobić odpłatny outsourcing opieki.
A na kurs muszą być oboje w tym samym czasie, czyli oboje jednocześnie muszą się zrywać z pracy. Serio?
Chyba, że zakładamy, że RZ mają tworzyć rentierzy, ludzie wykonujący wolne zawody, itp.? Dla mnie OK, ale niech zostanie to powiedziane jasno na początku.

Zgodzę się natomiast w całej rozciągłości z wypowiedzią dotyczącą stworzenia, a konkretnie poszerzenia własnej rodziny przez mmonika81 i zapewnienie jej dziecku rodzeństwa. Przy takich planach to zdecydowanie adopcja, nie RZ.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 wrz 2017 12:12 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
Miniula pisze:
Nie do końca się z Tobą zgodzę, Bloo.
Organizowanie kursu na RZ w takim systemie, że jest to w tygodniu, w godzinach pracy powoduje, że normalnie pracujący ludzie, którzy mogliby zostać RZ niespokrewnioną niezawodową dla 1-2 dzieci, po prostu rezygnują. Bo jak to zorganizować? Na jakiej podstawie pracodawca ma ich zwalniać z pracy?
Kiedy dzieci są już w rodzinie, można wziąć L4 na opiekę nad dzieckiem, ustawowe dni na opiekę, organizować opiekę na zmianę w ramach zasobów domowych, poprosić przyjaciół, ostatecznie zrobić odpłatny outsourcing opieki.


racja. Sęk w tym, ze ci, którzy prowadzą szkolenia, robią to także w czasie pracy, więc organizacja szkoleń w weekendy odpada. Ewentualnie można rozbijać szkolenie na całostki dwugodzinne i wydłużyć czas szkolenia. Ciekawa jestem doświadczeń innych RZ z ich szkoleń. U nas szkolenie też miało postać czterogodzinnych sesji, ale może inne miasta procedują to inaczej?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 wrz 2017 15:28 
Offline

Rejestracja: 09 lip 2016 16:20
Posty: 8
Przychylam się do wypowiedzi Minuli. Z rozmów z pracownicami PCPRu wynikało,że wraz z nami do szkolenia miało podejść jeszcze pięć rodzin /szkolenie prowadził ośrodek adopcyjny oddalony od mojej miejscowości o 60km/, przystąpiła tylko jedna plus my. Przeszkodą okazała się odległość i czas szkoleń od 9 do 13, raz w tygodniu przez dziesięć tygodni. Skończyliśmy kurs podstawowy, na r. specjalistyczną oraz zawodowa tylko dzięki dobrej woli naszych dyrektorów w pracy. My mamy w pieczy dziecko z niepełnosprawnością sprzężoną, więc wizyt u specjalistów różnej maści też jest dużo, w ciągu roku było też kilka pobytów w szpitalu, cztery razy w tygodniu rehabilitacja, terapia IS, PNF, logopeda, basen, mnóstwo działań aby dziecko doprowadzić do jako takiego ładu. I stwierdzić muszę,że lepiej sobie poradziliśmy logistycznie z opieką niż ze szkoleniem. A nadmienię , że naszego zastępczego dziecka nie możemy zostawić pod opieka innych dłużej niż 3-4 godz. ze względu na procedury lecznicze.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 wrz 2017 18:53 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Dziewczyny, ja nie do końca rozumiem ten system. Tyle się mówi, że brakuje RZ, zwłaszcza specjalistycznych. Są przepisy, które mówią o tym, że dzieci poniżej 10 rż mają trafiać do RZ. Nie trafiają, bo RZ nie ma, więc maluchy roczne nawet są umieszczane w DD (w znajomym DD najmłodsze dziecko ma 1,5 roku, jest kilkoro maluchów 3-6 lat). A w momencie, kiedy ludzie chcą zająć się dziećmi, stworzyć RZ, na samym wstępie rzuca im się kłody. Jeśli, jak pisze k-ra , z 7 par ostatecznie na szkolenie poszły 2, bo reszta zrezygnowała ze względu na logistykę, to jaki w tym sens? Wydaje się duże pieniądze na kampanie promujące rodzicielstwo zastępcze. Może lepiej wydać te pieniądze na zapłacenie szkoleniowcom za kursy weekendowe? Ostatecznie, skoro są np. studia zaoczne w weekendy, dlaczego nie szkolenia weekendowe dla RZ? Jestem na 200% pewna, że gdyby szkoleniowcom dać odpowiednią stawkę, zrobiliby to bez problemu. Może jest to gdzieś praktykowane? U nas też 4 godziny, raz na tydzień, 9 albo 10 spotkań (nie pamiętam).
Tylko czy to tak ma być, że kandydaci na RZ mają wszystko rzucać w kąt, bo trzeba się dostosować do urzędników?
W moim PCPR paniom też nie podobało się, że nie jestem "na gwizdek" - być może to jest powodem, dla którego moje dokumenty leżały ponad 2 lata bez rozpatrzenia? - ale, na litość boską, RZ jest dla dzieci, nie żeby urzędnikom z PCPR było wygodnie.
No, przyznam, że mnie to zbulwersowało.
Co ma wspólnego weryfikacja kandydatów (która powinna być dogłębna i szczegółowa) ze stawianiem kandydatom warunków pt. macie być dyspozycyjni dla urzędników koordynujących pieczę zastępczą?
Efektem jest to, że ludzie rezygnują lub są odrzucani, bo nikomu nie chce się być elastycznym. Nie mam pretensji do szeregowych pracowników, ostatecznie oni mają jakieś odgórne ramy czasowe pracy, raczej do osób ustalających te ramy czasowe.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 wrz 2017 21:59 
Offline

Rejestracja: 25 wrz 2012 08:31
Posty: 108
U nas szkolenie trwalo okolo 2 miesiace, rowniez 10 spotkan po 4 godziny. Zajecia odbywaly sie 2 razy w tygodniu w godzinach popoludniowych. Najczesciej zaczynaly sie okolo godz. 16.00 ale zdarzało sie ze pozniej jesli taka byla sugestia z naszej strony. W takiej formie zalatwiona zostalaby kwestia zwolnien z pracy, ale opieka nad dziecmi nadal moglaby byc problemem.

I chcialam sie jeszcze krotko odniesc do kwestii rzucania klod pod nogi rz :(. Och ile ja boi przeszlam ze swoim pcpr i pewnie gdyby nue choroba to nadal bym walczyla. Miniula pisze ze w dd sa umieszczane male dzieci, ktore powinny trafiac do rz...otoz to!!! Obecnie jestesmy rdd i chetnie przyjelibysmy dzieci (obecnie wychowujemy 4 w rdd i 3 biologicznych). Na zyczenie pcpr przerobilismy dom na wieksza liczbe pokoi itp. ale nie wolno nam przyjmowac dzieci z innego powiatu bo to nasz powiat nas szkolil. Kiedys wymyslilam sobie ze moglaby byc stworzona ogolnopolska baza dzieci oraz rz i taki centralbt pcpr ktory wiedzialby ktore rz maja wolne miejsca i moglyby przyjac dziecko. Nie byloby wtedy sytuacji ze w jednym wohewodztwie brakuje rz a inne nie chca przyjmowac dzieci "nie swoich". Moze to co pisze jest nie do konca w temacie ale poswiecilam sie w calosci byciu rz, zrezygnowalam z pracy i podporzadkowalam rodzicielstwu. Sprawia mi to wiele satysfakcji i nigdy nie zalowalam swojej decyzji, jednak na pewne kwestie systemowe jestem bezsilna...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 wrz 2017 22:03 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
podobno ministerstwo ma już gotową aplikację do monitorowania wolnych miejsc w powiatach (w rz) i rozwiązanie, o ktorym piszesz, przechodzi testy beta.
No oby tak było, ja to słyszalam na posiedzeniu w ministerstwie.

inna rzecz, że niedawno toczyłam dyskusję z pracownikami dd i pcprów, gdzie słyszałam zgodną opinię NIE DAWAC DZIECI POZA POWIAT!!oneone11! bo przecież więź z rodzicami się zerwie :roll:

-- 17.09.2017, 21:07 --

Miniula pisze:
Dziewczyny, ja nie do końca rozumiem ten system. Tyle się mówi, że brakuje RZ, zwłaszcza specjalistycznych. Są przepisy, które mówią o tym, że dzieci poniżej 10 rż mają trafiać do RZ. Nie trafiają, bo RZ nie ma, więc maluchy roczne nawet są umieszczane w DD (w znajomym DD najmłodsze dziecko ma 1,5 roku, jest kilkoro maluchów 3-6 lat). A w momencie, kiedy ludzie chcą zająć się dziećmi, stworzyć RZ, na samym wstępie rzuca im się kłody.


generalnie zgadzam się, ale mam też obawę, aby wielka akcja 'kasujemy domy dziecka, inwestujemy w RZ' (ostatnio zapowiedziała to Łódź) nie stała się łapanką przypadkowych ludzi, a jest takie ryzyko.
W mojej opinii piecza rodzinna jest wartością tylko wtedy, jesli jest to dobra, stabilna, wykwalifikowana, regularnie szkoląca się i superwizowana rodzina.
Uważam, że piecza potrzebuje albo dobrych rodzin albo żadnych (i zmieniłam tu znacząco zdanie w ostatnich miesiącach, bo kiedyś uważałam, że nie święci garnki lepią, kaman, zostawajcie rodzinami zastepczymi, ino migiem - już tak nie uważam).


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 18 wrz 2017 22:42 
Offline

Rejestracja: 25 wrz 2012 08:31
Posty: 108
Bloo serce roscie jak czytam takie infirmacje. Mam nadzieje ze kiedys zacznie to funkcjonować.
Chcialam jeszcze dodać ze zgadzam sie z Toba w 100% w kwestii bycia rodzicem zastepczym. Z cala pewnoscia trzeba to czuc!!! Niestety ostatnimi czasy dość czesto spotykam sie z sytuacjami kiedy dzieci trzeba odbierac interwencyjnie...wlasnie z pieczy :( i nie chce nikogo osadzac bo wydaje mi sie ze ludzie czesto podejmuja sie funkcji rz nie do konca zdajac sobie sprawe z ogromu pracy i odpowiedzialnosci i prawdopodobnie nie wytrzymuja w zetknieciu z rzeczywistoscia.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 wrz 2017 19:13 
Offline

Rejestracja: 20 mar 2016 21:07
Posty: 13
bloo pisze:
zamierzanie się na prowadzenie rodziny zastępczej bez zasobów jest zwyczajnie niemożliwe (niektóre RZ szkolą swoje dorosłe dzieci i w ten sposób załatwiają sobie logistykę).


Rodzina zastępcza zawodowa nie może mieć logistyki pod postacią osób z rodziny i znajomych, kiedy oni nie mają przeszkolenia. Od tego są rodziny pomocowe...Kiedy dzieci będą pod opieką osób nieprzeszkolonych i coś się stanie, całą odpowiedzialność ponosi rodzina zastępcza. Niestety są takie absurdy, którymi straszy PCPR. Nie trafiają żadne argumenty, ze inaczej by się nie dało żyć..a są też inne absurdy typu...że ktoś chciał z rodziny zastępczej zawodowej wyjechać na tydzień, na mini urlop. Był opiekunem prawnym i chciał zostawić dzieci pod opieką współmałżonka, tez opiekuna prawnego tychże dzieci.Absolutnie zabronione. Ktoś złamał nogę a dzieci nie mogła odprowadzać do przedszkola dorosła córka opiekunów dzieci.Absurd goni absurd. I w taki oto sposób traci się rodziny.
Nie ma co chwalić, to co ma niby zrobić Łódź. Jest tam jest tragicznie, mam znajomych z tego miasta i wiem od nich, że dużo rodzin zrezygnowało, nie mogąc liczyć na realną pomoc MOPS. Kierownictwo nie ułatwia pracy, ostatnio była też poważna awantura o podwyżki płac.To co piszą media o Łodzi jest podkolorowane.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 paź 2017 15:44 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 417
Czasami się zastanawiam, czy tych wszystkich absurdów nie wymyślają zwyczajni ludzie, rodzice zastępczy, pracownicy PCPR-ów, czy MOPS-ów. Ci pierwsi chcieliby mieć na wszystko podkładkę, ci drudzy nie wezmą przecież na siebie odpowiedzialności, więc wolą dmuchać na zimne.
Nasz PCPR i nasz sąd rodzinny twierdzą, że jesteśmy przede wszystkim rodziną (niezależnie czy zawodową, czy niezawodową). To my podejmujemy takie czy inne decyzje i to my ponosimy za nie odpowiedzialność.
Ale czy tak samo nie jest w przypadku dzieci biologicznych? Jeżeli zdarzy się jakaś tragedia, to tak czy inaczej sprawę bada prokurator. Czy posyłając kiedyś swoją córkę do koleżanki na kilka dni, byłem zwolniony z odpowiedzialności za to co się tam stanie? Czy podwożąc do przedszkola, czy szkoły koleżanki naszych dzieci, tylko my byśmy ponosili odpowiedzialność za ewentualny nieszczęśliwy wypadek? Wreszcie, czy wynajmując opiekunkę do dziecka (biologicznego), można stwierdzić, że tylko ona jest odpowiedzialna za to co się wydarzy?
My jesteśmy pogotowiem rodzinnym. Mamy wsparcie ze strony rodziny, sąsiadów, znajomych. Nawet nasza pani koordynator z PCPR-u czasami zapewnia atrakcje naszym dzieciom zastępczym (chociaż nie ma szkolenia dla rodziców zastępczych).
Jesteśmy normalną rodziną i staramy się nie dać zwariować.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 paź 2017 21:59 
Offline

Rejestracja: 25 wrz 2012 08:31
Posty: 108
Tak wiec przyznaje ze w 100% zgadzam sie w tej kwestii z Pikus Incognito. Jestesmy rdd i przy tak sporej gromadce osmiorga dzieci, z czego szostka to "groszek", jak mawia nasza pani koordynator, nie ma opcji zeby nie liczyc na czyjas pomoc. Czesto i gesto terminy nam sie zbiegaja. A to wizyta u lekarza a to zebrania w szkole czy zajecia dodatkowe, spotkania z rb. Tak wiec ja jade w jedna strone, maz w druga a pozostalymi dziecmi trzeba sie zaopiekować. U nas jest to instytucja babci, ktora zaangazowala sie razem z nami w rodzicielstwo zastepcze :). Podobnie jak u Pikusia Incognito nasze panie z PCPR sluza pomoca - na czele z pania kierownik. Mielismy sytuacje kiedy nasza podopieczna po probie samobojczej zostala przewieziona na toksykologie do miasta oddalonego od nas o 100 km. Jako ze byla niepelnoletnia pojechalam z nia. W jedna strone karetka ale z powrotem musial przyjechac po mnie maz...no a w domu szostka malych dzieci. Byla pozna noc, na zyczenie pani kierownik bylismy z nia w stalym kontakcie i to od niej wyszla propozycja przyjechania i zostania z dziecmi. Tak wiec podsumowujac duzo zalezy od ludzi. I niestety w każdym przypadku to i tak my bedziemy ponosic odpowiedzialność w razie nieszczescie. Ilekroc nastolatek poprosi mnie o zgode na wyjście na dyskoteke tylekroc bije sie z myslami czy wroci i czy czegos nie zmaluje...coz takie zycie i taka praca


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 02 paź 2017 10:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Cytuj:
mam też obawę, aby wielka akcja 'kasujemy domy dziecka, inwestujemy w RZ' (ostatnio zapowiedziała to Łódź) nie stała się łapanką przypadkowych ludzi, a jest takie ryzyko.


To, co zaproponowano w Łodzi to jakaś kpina. Apel do tracących pracę nauczycieli żeby tworzyli RZ i dzięki temu zdobywali pracę? :mur: Totalne nieporozumienie IMHO.

Cytuj:
W mojej opinii piecza rodzinna jest wartością tylko wtedy, jesli jest to dobra, stabilna, wykwalifikowana, regularnie szkoląca się i superwizowana rodzina.
Uważam, że piecza potrzebuje albo dobrych rodzin albo żadnych (i zmieniłam tu znacząco zdanie w ostatnich miesiącach, bo kiedyś uważałam, że nie święci garnki lepią, kaman, zostawajcie rodzinami zastepczymi, ino migiem - już tak nie uważam).


Zgadzam się z tym w 100%. Jednak jest zdecydowana różnica pomiędzy stawianiem konkretnych wymagań - stabilizacja, kwalifikacje, szkolenia - a robieniem problemu z pierdół typu terminy szkoleń czy terminy wizyt pracowników PCPR/MOPS. To jest jakieś kompletne odwrócenie priorytetów. To urzędnik ma być do pomocy RZ, a nie RZ na gwizdek urzędnika.
I tam, gdzie urzędnicy to rozumieją, jest OK. Tam, gdzie urzędnicy uważają, że są kontrolerami i zarządcami RZ, współpraca się nie układa i nie będzie się układać. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie pozwoli sobą pomiatać.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 paź 2017 01:02 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 wrz 2006 00:00
Posty: 1217
Lokalizacja: okolice Rybnika
Myśmy szkolenie mieli 1x w tygodniu w godzinach 17-20 przez 3 miesiące w OAO. Pracownicy ośrodka byli bardzo wyrozumiali. Jak mąż miał np. na 2-ga zmianę nie było problemu w tym, że opuścił czy odwrotnie. Dobrze aby była obecna 1 osoba z rodziny. Z tego co pamiętam także jak oboje opuściło 1-2 spotkania także nie było problemu.
Jak zaczynaliśmy szkolenie w 2007r. pracowaliśmy oboje z mężem - on po 8h, w trybie 3 zmianowym ja po 12h.w/g grafiku pracy. Nie ukrywam, że dawaliśmy w miarę radę przy 2 dzieci. Było bardzo ciężko ale jakoś dawaliśmy przy pomocy sąsiadki i dojeżdżającego czasami dziadka. Niestety przy 3 dziecku byłam zmuszona zrezygnować z pracy - szczęście w nieszczęściu, że otrzymałam w 2012r. rentę i tak ciągnę do dzisiaj. Mimo, iż dzieci mają już 10, 11 i 13 lat nie mam jeszcze narazie szans na powrót do pracy, ze względów na czas, który trzeba poświęcić dzieciom.

Ale wiem, że ośrodki różnie do tego podchodzą. Byliśmy wzywani 2-krotnie do OAO w sąsiednim mieście i byłam w szoku, że nie było najmniejszych szans na zmianę terminu badania. Dopiero po interwencji telefonicznej naszego koordynatora rodziny, ośrodek przychylił się do zmiany terminu badania aby mąż mógł być obecny. Błagałam, prosiłam - "nie i koniec' - oni nie mogą zmienić terminu.

Na wiosnę przechodziliśmy obowiązkowe co 2-letnie szkolenie. Było zorganizowane w soboty przez 2 m-ce od 8 do 15-stej. PCPR w tym czasie zapewniało opiekę wszystkim zgłoszonym dzieciom- wynajęło dla dzieci "Klub" i nie było problemu. Z racji tego, iż mąż w weekendy uczęszcza do szkoły także nie musiał uczestniczyć w kursie. To samo jest z wszelkimi spotkaniami typu, zespół, spotkanie czy wizytacja. Dzwonią i się pytają czy pasuje termin - jak nie, to nie mamy problemu ze zmianą. U nas PCPR dostosowuje się do rodzin, więc
jak widać - jest to tylko i wyłącznie podejście pracowników danej instytucji do danego tematu i odpowiednia organizacja.

_________________
Obrazek
Viki i Mati -:)))


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 paź 2017 09:31 
Offline

Rejestracja: 30 wrz 2015 16:49
Posty: 32
Miniula pisze:
Cytuj:
mam też obawę, aby wielka akcja 'kasujemy domy dziecka, inwestujemy w RZ' (ostatnio zapowiedziała to Łódź) nie stała się łapanką przypadkowych ludzi, a jest takie ryzyko.


To, co zaproponowano w Łodzi to jakaś kpina. Apel do tracących pracę nauczycieli żeby tworzyli RZ i dzięki temu zdobywali pracę? :mur: Totalne nieporozumienie IMHO.


Mnie się ten program podoba. Łódź oferuje lokale, darmowe bilety mpk, darmowe przedszkola, wyższe uposażenie dla rodzin zawodowych. Działa też na tzw. sprawy miękkie. Koordynatorzy są uczulani na różne aspekty swojej roli. A że ktoś zaapelował do nauczycieli... cóż. Tego nie słyszałam, ale też nie widzę w tym niczego złego. Środowisko pedagogiczne powinno być naturalną bazą dla zbudowania systemu pieczy odpowiadającego na potrzeby dzieci. To w pewnym stopniu odpowiadałoby na część Waszych obaw związanych z "jakością" rodzin.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group