Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 09 lut 2018 13:28 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
niby z innej mańki, ale do rozważenia. Sytuacja analogiczna (przedszkolna psycholog, standardowe testy i wywiad), pada pytanie, czy są jeszcze jakieś informacje dotyczące okresu prenatalnego lub niemowlęcego, które chciałabym dodać.
Mówię o in vitro, bardziej z nawyku, niż powodowana jakąś konkretną myślą.
Na stole pojawiają się nieoczekiwanie arkusze testowe pod kątem autyzmu, o którym do tej pory nie było w ogóle mowy, w kartę przedszkolną dziecka zostaje wpisane 'in vitro'.
Wracam do domu i zajeżdżając już pod dom tyka mnie myśl, że ej, nie, halo. Dzwonię i każę wykreślić informację o IVF z karty.

Myślę, że trzeba oddzielić naszą własną dobrą wolę i otwartość, w tym brak problemu z tematem adopcji czy ivf, od istniejącego niestety zjawiska etykietowania dzieci.
Ja bym nie mówiła o adopcji.
Powiedziałabym w sytuacji, w której mamy jasność, po co to mówimy i jaką korzyść będzie mieć z tego dziecko.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 lut 2018 23:57 
Offline

Rejestracja: 12 paź 2014 19:54
Posty: 356
Miniula pisze:
Teraz pytanie - czy powinnam to "naprawić" i powiedzieć?

Moim zdaniem nie. Mówienie o adopcji ma sens tylko i wyłącznie wtedy, kiedy ma zasadniczy wpływ na rozwój i zachowanie dziecka. W każdym innym przypadku nie wnosi nic, tzn. nie powinna, jeżeli dziecko funkcjonuje normalnie, ale zwykle zostaje przyklejona bardzo niefajna etykietka, a to jest zbędne.
Podobnie do Ciebie posyłałam synka do szkoły jako 6-latka, o adopcji nie mówiłam nic na badaniach, nie wspominałam o niej także w szkole. Wychowawczyni dowiedziała się od osoby postronnej. Niby taka informacja nie powinna mieć znaczenia, a jednak kiedy pojawił się drobny problem z nauką (skrzyżowana lateralizacja, trudność z nauką czytania) to od razu mnie zapytała czy syn nie ma FASu.
Dlatego w Twojej sytuacji byłabym daleka od wylewności nt. adopcji :)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 lut 2018 00:44 
Offline

Rejestracja: 10 gru 2017 23:52
Posty: 6
A co zrobić kiedy dziecko samo zaczyna mówić innym że jest adoptowane?pozwolić mu na rozgłaszanie tego wszem i wobec?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 lut 2018 09:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
wako pisze:

Podobnie do Ciebie posyłałam synka do szkoły jako 6-latka, o adopcji nie mówiłam nic na badaniach, nie wspominałam o niej także w szkole. Wychowawczyni dowiedziała się od osoby postronnej. Niby taka informacja nie powinna mieć znaczenia, a jednak kiedy pojawił się drobny problem z nauką (skrzyżowana lateralizacja, trudność z nauką czytania) to od razu mnie zapytała czy syn nie ma FASu.


OMG 8O No właśnie, takich reakcji się boję, doszukiwania się na siłę, dopowiadania sobie, itd.
I tak pewne rzeczy mnie zaskoczyły. Np. pani skomentowała, że syn ma problem ze spostrzegawczością. Ponieważ zapytany o obrazek psa, czego psu brakuje żeby z nim iść na spacer, odpowiedział, że obroży. A pies nie miał jednej nogi. I teraz pytanie - czy odpowiedź dziecka była niewłaściwa? Czy przypadkiem nie zadziałał tu stereotyp nt. niepełnosprawności? Moje dziecko ma do czynienia z osobami i zwierzętami niepełnosprawnymi i wie, że brak kończyny to nie jest powód żeby nie iść na spacer. A bez obroży psa raczej nie powinno się wyprowadzać, bo jak wtedy ze smyczą, do czego przyczepić?

wako pisze:
Dlatego w Twojej sytuacji byłabym daleka od wylewności nt. adopcji :)


Czyli odruch miałam prawidłowy ;-)

susana 955 pisze:
A co zrobić kiedy dziecko samo zaczyna mówić innym że jest adoptowane?pozwolić mu na rozgłaszanie tego wszem i wobec?


Ja wyjaśniłabym dziecku, że to są wewnętrzne sprawy naszej rodziny i nie wszyscy muszą o tym wiedzieć, ponieważ ludzie są różni, nie wszyscy są mądrzy, nie wszyscy są mili i mogą tego nie zrozumieć i robić problemy.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 lut 2018 11:02 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 paź 2016 12:36
Posty: 120
Miniula pisze:
I tak pewne rzeczy mnie zaskoczyły. Np. pani skomentowała, że syn ma problem ze spostrzegawczością. Ponieważ zapytany o obrazek psa, czego psu brakuje żeby z nim iść na spacer, odpowiedział, że obroży. A pies nie miał jednej nogi. I teraz pytanie - czy odpowiedź dziecka była niewłaściwa?




Po pierwsze jak właściwą odpowiedzią wg szkoły miało to być brak nogi, to przykład debilny jak nie wiem co :mur:

I Twój synek właśnie wykazał się bardzo logicznym myśleniem :love:

Bo właśnie brak obroży jest właściwą odpowiedzią, a psy bez łapy często żyja i funkcjonują i co nie pojdzie taki na spacer, bo nie ma nogi, to co maja mu przykręcić 8O

Czego oni ucza w tych szkołach, masakra, potem sie dziwić wysypu ludzi nie myslacych, a chlopak mądry i pomyślał jak trzeba :-)

_________________
Czym byłby świat bez miłości...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 lut 2018 11:44 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5698
A ja szczerze mówiąc nie wiem. Z jednej strony wydaje mi się ze adopcja jest sprawa prywatna rodziny i jeżeli nie jest istotnym faktem np. w trakcie wywiadu medycznego, to tak jak inne sprawy prywatne rodziny, powinna pozostać w tej sferze intymności właśnie. Z drugiej strony mam przekonanie ze lawirowanie w różnych sytuacjach życiowych - tak by tylko informacji o adopcji nie wyjawić - nikomu na dobre nie wychodzi. Ani RA - bo nerwy, ani stronie lawirowanej - bo nie zna pełnego obrazu, ani tym bardziej dzieciom - bo nie daj Boże usłyszy i pomyśli ze coś jest nie tak z faktem adopcji. Gdzieś tam we mnie głęboko tkwi przekonanie ze jeżeli my RA nie zaczniemy sie rozprawiać ze stereotypami, to kto inny to zrobi. Z drugiej strony zaś - idea piękna rozprawiania się ze stereotypami - tylko oby nie kosztem naszych dzieci.
My nie robimy tajemnicy z adopcji, właściwie gdy rozmowa schodzi np w pracy na tematy porodów, ciąż lub - jak Ty to robisz ze masz takie wąskie biodra po dwójce dzieci - mówię bez ogródek ze ja swoich dzieci nie rodziłam. Ale gdy np w przedszkolu znów mamy interwencje i spotkanie z dyrekcja, wychowawca i psychologiem, to nie zaczynam rozmowy o dziecku od powiadomienia wszystkich ze dziecko jest adoptowane.

Głównie kieruje się chyba intuicja - gdy wszytkie znaki na ziemi i na niebie mówią mi ze informacja o adopcji nic nie wniesie pozytywnego a tylko zaszufladkuje moje dzieci - to świadomie nie mówię.

Co do faktu ze dziecko "chwali " się adopcja - próbowałabym tak wyjaśniać jak wyjaśniam to sobie sama. To w jaki sposób powstała nasza rodzina jest sprawa prywatna naszej rodziny. Nie ma konieczności dzielenia się nia ze wszystkimi. Myśle ze dziecko w ten sposób testuje reakcje otoczenia. Jednak ostatnie co bym robiła - to zabraniała.

Susana, Pytałaś synka dlaczego chce o tym rozmawiać?


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 lut 2018 12:37 
Offline

Rejestracja: 12 paź 2014 19:54
Posty: 356
Miniula pisze:
Ponieważ zapytany o obrazek psa, czego psu brakuje żeby z nim iść na spacer, odpowiedział, że obroży. A pies nie miał jednej nogi. I teraz pytanie - czy odpowiedź dziecka była niewłaściwa? Czy przypadkiem nie zadziałał tu stereotyp nt. niepełnosprawności?

Miniula masz bardzo mądrego i spostrzegawczego synka :love:
Jego odpowiedź była jak najbardziej właściwa, niestety nie wpasowała się w schemat "jedynej i prawdziwej" odpowiedzi.
Miniula pisze:
Ja wyjaśniłabym dziecku, że to są wewnętrzne sprawy naszej rodziny i nie wszyscy muszą o tym wiedzieć, ponieważ ludzie są różni, nie wszyscy są mądrzy, nie wszyscy są mili i mogą tego nie zrozumieć i robić problemy.

Dla mnie takie tłumaczenia jest jak najbardziej ok. Mój syn wie o ado, jednak rozmawiamy na ten temat rzadko, czyli tylko wtedy, kiedy o coś pyta. Nie chcę, żeby miał wrażenie, że to jest jakoś mega ważne, albo co gorsza, że go to wyróżnia i jest jego cechą przewodnią. Nie kluczę z odpowiedziami, jeżeli pytanie pojawia się wprost, albo mogłabym udzielić nieprawdziwych info, np. na temat ciąży czy porodu, ale też nie opowiadam o adopcji każdej postronnej osobie.
yennefer23 pisze:
Gdzieś tam we mnie głęboko tkwi przekonanie ze jeżeli my RA nie zaczniemy sie rozprawiać ze stereotypami, to kto inny to zrobi.

Rozprawianie się ze stereotypami jest ok, kiedy wypływa naturalnie. Jest jednak, jak sama zauważyłaś, spore zagrożenie, że na tej naszej potrzebie niesienia kaganka ucierpią nasze dzieci. Dzieci mają to do siebie, że na ogół nie lubią się wyróżniać i akcentowanie adopcji może być dla nich trudne. U nas sprawdziło się podejście pt. nie jesteś jedyny, który w ten sposób odnalazł swój dom, są też inne takie dzieci, które znasz. Zniknęła wyjątkowość, jest za to normalność.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 lut 2018 13:26 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
Miniula pisze:
I tak pewne rzeczy mnie zaskoczyły. Np. pani skomentowała, że syn ma problem ze spostrzegawczością. Ponieważ zapytany o obrazek psa, czego psu brakuje żeby z nim iść na spacer, odpowiedział, że obroży. A pies nie miał jednej nogi. I teraz pytanie - czy odpowiedź dziecka była niewłaściwa? Czy przypadkiem nie zadziałał tu stereotyp nt. niepełnosprawności? Moje dziecko ma do czynienia z osobami i zwierzętami niepełnosprawnymi i wie, że brak kończyny to nie jest powód żeby nie iść na spacer. A bez obroży psa raczej nie powinno się wyprowadzać, bo jak wtedy ze smyczą, do czego przyczepić?


imo zareagował prawidłowo i udzielił odpowiedzi wrażliwszej (i poprawniejszej) niż zakładał klucz. Podobną sytuację miałam ze swoim zastępczym trzylatkiem, który indagowany przez neurologopedkę, "kto daje mleko?" odpowiedział całkowicie logicznie, że ciocia.
Oznaczyła mu to w arkuszu odpowiedzi, jako odpowiedź nieprawidłową i powiedziała wiele kąśliwych słów na temat jego zdolności poznawczych. Moja reakcja była bardzo prosta: po wyjściu z gabinetu pojechaliśmy na lody, pochwaliłam go za inteligencję, a następnego dnia poprosiłam poradnię o zmianę neurologopedki, bo z koniem kopać się nie będę.
Rok później w badaniach psychologicznych jego inteligencję i zdolności poznawcze oceniono na 'powyżej normy', ha. Nie żebym się zdziwiła.

Mam w ogóle wiele przemyśleń na temat specjalistów pracujących z dziećmi, którzy nie biorą pod uwagę szerokiego tła: dziecko ma prawo być zmęczone; trzylatek nie zrobi trzystronicowego testu, bo po trzech zadaniach się znudzi; odpowiedź podana w kluczu niekoniecznie jest odpowiedzią poprawną w tym sensie, że uwzględniającą doświadczenie i wiedzę konkretnego dziecka (np. umiem sobie wyobrazić, ze dziecko mikrobiologów na pytanie 'kto daje mleko?" odpowie "pani badająca jakość mleka' czy coś w tym guście).
Póki co nie wpadłam na lepsze rozwiązanie niż uważność: jeśli specjalista jest ograniczony to go zmieniam.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 lut 2018 15:05 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 paź 2016 12:36
Posty: 120
bloo pisze:
Podobną sytuację miałam ze swoim zastępczym trzylatkiem, który indagowany przez neurologopedkę, "kto daje mleko?" odpowiedział całkowicie logicznie, że ciocia.
Oznaczyła mu to w arkuszu odpowiedzi, jako odpowiedź nieprawidłową i powiedziała wiele kąśliwych słów na temat jego zdolności poznawczych. Moja reakcja była bardzo prosta: po wyjściu z gabinetu pojechaliśmy na lody, pochwaliłam go za inteligencję, a następnego dnia poprosiłam poradnię o zmianę neurologopedki, bo z koniem kopać się nie będę.
Rok później w badaniach psychologicznych jego inteligencję i zdolności poznawcze oceniono na 'powyżej normy', ha. Nie żebym się zdziwiła.



Kochany chłopiec :love: i mądry :-D

i bardzo dobrze zrobiłaś

ale czytając te Wasze opowieści to pomyślałam kurcze "biedne" te dzieciaki nasze, bo zaraz na starcie takie coś, bo może coś nie tak z nimi :evil:

_________________
Czym byłby świat bez miłości...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 mar 2018 18:04 
Offline

Rejestracja: 29 lut 2004 01:00
Posty: 247
Lokalizacja: GOP
Cześć!
Zainteresował mnie temat imion dzieci w rodzinach adopcyjnych. Chciałabym pokazać jeszcze jeden aspekt tej sprawy.
Ja posłuchałam rad ośrodka, żeby nie zmienać imienia. Sama mocno wierzyłam, że tak jest lepiej, że to okazanie szacunku przeszłości mojego dziecka i rb. Nawet mi się tak wydawało, że to świadczy o moim pogodzeniu się z tym, że to nie ja urodziłam. Tylko pojawił się taki problem, że drugiej córce mogłam imię nadać sama. Moja pierwsza córka dość szybko zaczęła pytać kto komu nadał imię i dlaczego takie a nie inne. I ona czuje autentyczny żal i zazdrość, bo ona ma imię nadane przez obcych ludzi, a siostra ma imię nadane przez nas. Próbuję wybrnąć z tego tak, że wymyśliłam sama zdrobnienie do imienia, inne niż zazwyczaj używane i trochę to ją uspokaja.
Mam tylko nadzieję, że gdy moja pierwsza córka dorośnie moja decyzja na coś jej się przyda. Nie wiem, może poczuje jakieś połączenie pomiędzy rodzinami itp., może łatwiej przyjdzie jej spotkać się z rb (o ile takie spotkanie się odbędzie).
Zastanawiam się czy jednak nie byłoby lepiej, żeby dziecko adoptowane mogło powiedzieć jak wszystkie dzieci "to moi rodzice nadali mi imię"...
Ja kierowałam się tym, że wolałam, żeby dziecko w przyszłości dowiadując się, że przez jakiś czas miało inaczej nie tylko na nazwisko, ale nawet na imię, nie przeżyło problemów z tożsamością (to w końcu będzie nadal bardzo młody człowiek). W ogóle nie brałam pod uwagę tego, że wcześniej będzie się musiało zmagać z tym, że nosi imię nadane przez obcych ludzi, którzy póki co nic dla niego nie znaczą (i być może nigdy nie będą znaczyć :/).

A co do presji to chciałam być dobrą mamą i dużo od siebie wymagałam, ale nie czułam, że ma na to wpływ to, co inni myślą. Jednak początkowo byłam bardzo mocno oceniana i każdy się tą oceną dzielił. Słyszam miłe słowa, że świetnie sobie radzę, że czuję się w macierzyństwie jak ryba w wodzie, że jestem świetną mamą itp. To w założeniu miało być sympatyczne, ale wewnętrznie czułam, że gdybym urodziła, to każdy skupiałby się raczej na tym, jak dziecko je, śpi, ile waży itp. (adoptowałam małe niemowlę, standardowe pytania o dziecko byłyby zasadne ;) ), a w adopcji wszyscy "patrzyli mi na ręce". Ja moim koleżankom, które rodziły dzieci nie mówiłam, jesteś supermamą, robisz wszystko dobrze, brawo! ;) Oceny były pozytwne, ale były ocenami. Padały też moim zdaniem dziwaczne (ale może się czepiam) słowa jak "bije od ciebie takie ciepło" itp. Najśmieszniejsze, że gdy urodziłam moją drugą córkę i miałam do czynienia po raz pierwszy z noworodkiem, to już nikt nie komentował jak sobie radzę, nie biło też ode mnie żadne ciepło ;)

A co do mówienia, że dziecko adoptowane, to ja nie mówię tak długo, dokąd nie padnie pytanie, na które nie ujawniając faktu adopcji musiałabym skłamać. Przykład: lekarz prowadzi wywiad dość nieudolnie, na pytanie o ciążę i poród odpowiadam zgodnie z prawdą, bo znam te dane, potem pyta czy karmiłam piersią, odpowiadam "nie", zamiast "nie, ponieważ adoptowałam". Sama umiałam ocenić czy brak info o adopcji będzie szkodliwy. A większość lekarzy jednak umie przeprowadzić wywiad tak, że dochodzimy do miejsca, w którym nie da się odpowiedzieć inaczej niż "adopcja". To jest moment pytania o choroby w rodzinie. Oduczyłam się wyskakiwania na dzień dobry po tym, jak jedna lekarka skierowała nas na diagnostykę w kierunku FAS, choć ja wiem, że mb nie piła i moje dziecko nie ma żadnych objawów.
W przedszkolu moja córka sama powiedziała po dwóch latach nauki.
Moje zdanie jest takie: nie mówić, póki nie ma takiej potrzeby, bo się znaczną doszukiwać na siłę.
Pozdrawiam!

_________________
starania od 04.2008 (mutacja MTHFR, MAR-test 40%, 4xIUI, 1xIMSI, 3 cb)
2013:adoptowałam moją pierwszą córeczkę
2015:urodziła się moja druga córeczka
2018: 7tc, drugiego cudu nie będzie...


Ostatnio zmieniony 06 mar 2018 10:58 przez Ignis, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 mar 2018 19:07 
Offline

Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13
Posty: 2852
Ignis, dziękuję przede wszystkim za pierwszą część twojej wypowiedzi - to ważny głos.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 15 mar 2018 12:54 
Offline

Rejestracja: 12 mar 2018 09:21
Posty: 65
Mnie też bardzo zainteresował w tym wątki temat zmiany imienia (imion) dziecka po przysposobieniu (adopcji).
Pojawiło się tu stwierdzenie, że w przypadku dzieci starszych jest to bardziej skomplikowane. Więc krótko opiszę jak to u nas było.
Nasze córeczki zostały przez nas włączone do rodziny w wieku 5 i 10 lat. O d tego dnia minął już ponad rok.
O zmianie imion dziecka w tym wieku muszę przyznać nawet nie myśleliśmy. Ale Sąd podczas posiedzenia w sprawie o przysposobienie zapytał się nas czy mamy chęć zmiany imion dzieci. Prawo daje taką możliwość. My jednak pozostawiliśmy imiona. Ładne. Sami też takie mogliśmy nadać.
Ale co później...
Dziewczynki przez jakiś czas oswajały się z nowym nazwiskiem. To już jest wystarczające wyzwanie i stres. Dołożenie zmiany imienia w mojej ocenie tylko wydłużyłoby proces akceptacji nowego nazwiska, adresu, świata rodzinnego. Ale to moje domysły.
Fakt pozostawienia imion dzieci bez zmian uznaję za dobrą decyzję.
Zmiana tożsamości dziecka ma też pewne niekoniecznie chciane konsekwencje:
- Podczas chrztu (dzieci wcześniej nie były ochrzczone) dziwnie brzmi pytanie do rodziców – Jakie imię wybraliście dla swojego dziecka. Ale skoro je zaakceptowaliśmy to też jakbyśmy je wybrali.
-Starsza córka jak już zaakceptowała nową rodzinę i nowe nazwiska zaczęła je nagminnie dopisywać obok imienia. Nawet tam gdzie niekoniecznie należy podawać wszystkie dane (np. w grze na komputerze).
- Co jakiś czas dzieci narzekają, że tych wszystkich nowych cioć i wujków nie są w stanie zapamiętać. Mylą im się już imiona nazwiska.

_________________
http://przysposobienie.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 15 mar 2018 13:55 
Offline

Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13
Posty: 2852
Hephalump, twoje córki były duże w momencie adopcji, więc wszystko co piszesz jest uzasadnione, natomiast zupełnie inaczej wygląda sytuacja dzieci młodszych i tu przychylam się jednak do zmiany imienia (choć nie tak dawno uważałam to za błąd ;-)). Znam też przypadki starszych dzieci, które prosiły ra o zmianę imienia; takie przypadki też się zdarzają.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 15 mar 2018 14:09 
Offline

Rejestracja: 12 mar 2018 09:21
Posty: 65
@Pockahontas
Uznałem, że na temat zmiany imienia (imion) u małych dzieci nie ma już tu co dodawać. Temat w miarę dobrze obgadany.
M

_________________
http://przysposobienie.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 kwie 2018 10:26 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 paź 2005 00:00
Posty: 2026
Dla mnie temat wyboru imienia i ewentualnej zmiany wybranego był ważną kwestią. Dziewczynki miały nadane imiona i ich nie zmieniliśmy. Dlaczego? Dlatego, że dla mnie ważna jest tożsamość dziecka od początku jego życia. I tak w jego życiu zmienia się wiele- rodzice, nazwisko, otoczenie. Chciałam, że by dziewczynki miały poczucie, że są od początku tymi samymi osobami.
Dla mnie takim probierzem w odpowiedzi na tego typu pytania jest postawienie się w sytuacji osoby adoptowanej kiedy otwiera komplet dokumentów i dowiaduje się, że dostała na imię Kasia, a rodzice ado zmienili na Edytkę. To kim w końcu jest- Kasią czy Edytką. Brak mi ciągłości- a ludzie w swoich historiach życiowych potrzebują ciągłości i szacunku od momentu kiedy przyszli na świat. I tak zmiana imienia jest dla mnie czymś wątpliwym bo w tle jest takie brzydkie coś - nie zaakceptowaliśmy Cię i musieliśmy Cię uczynić bardziej swoim i dać Ci imię. Moje dziewczynki miały imiona i z całym szacunkiem je przyjęłam bo ich historia nie rozpoczęła się kiedy trafiły do naszej rodziny ale dużo wcześniej.
I.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group