Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 26 sty 2018 11:38 
Offline

Rejestracja: 26 sty 2018 11:32
Posty: 1
Jestem matką ado już jakiś czas. Czytam także fora, fb itp.
I co mnie uderza to ogromna presja, jaką sami sobie i otoczenie na nas nakłada.
Są przykazania, dogmaty, nakazy, zakazy - mamy się ich trzymać, inaczej będzie źle. Zemści się to na dziecku, na nas po latach.
Człowiek czuje się niekompetentny, bezwartościowy, jako rodzic do niczego, bo np. wraca do pracy po pół roku, bo stracił cierpliwość, bo jest towarzyski i sam, bez ludzi wokół, po prostu wysychał w domu.
Chcesz zmienić imię? Wiele głosów na nie. Nie szanujesz rb? Oj, słabiutko. I żeby było to jeszcze tylko jakoś podawane w formie „ badania dowodzą” , ale nie – ja odczuwam to jako swoistego rodzaju lincz. Bo nie dbamy o dobro dziecka.

Nie jesteśmy nadludźmi. Chcemy dobrze, błądzimy. Czytając fora itp. mam wrażenie , że nie dajemy sobie do tego prawa.

Otoczenie nas ocenia, w tym rodziny adopcyjne również – człowiek czuje się skołowany, nie ufa samemu sobie, swoim opiniom, znajomości własnego dziecka.

Ja wiem, że rodzicielstwo adopcyjne różni się od biologicznego, dzieci są po traumach itp. , jednak nasze rodziny nie są innymi gatunkami, kosmitami. Podejrzewam, że w przypadku każdego rodzicielstwa w człowieku tkwi lęk o to, jak to będzie w przyszłości. Jednak u nas może zrodzić się przeświadczenie, że jak będzie nie halo, to po prostu narobiliśmy błędów np. w krótkim czasie po adop.

Nie umiem rozpocząć tej dyskusji. Ale czy Wy również odczuwaliście presję i własną niekompetencję?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 26 sty 2018 13:21 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
własną niekompetencję to chyba odczuwa każdy rodzic, skoro na jej ukazywaniu i wmawianiu w brzuchy opiera się przemysł poradnictwa pedagogicznego i parentingowego ;) Zgadzam się, ze jest to frustrujące, a w przypadku RA może być jeszcze bardziej frustrujące.
Co do badań o wpływie zmiany imienia na dziecko to sądzę, że takowych nie ma i nie bez powodu, bo w zasadzie tę kwestię wyczerpuje konwencja o prawach dziecka, artykuł 8 bodajże (sorry, nie chce mi się teraz otwierać tekstu konwencji) mówiący o prawie każdego dziecka do swojego imienia i tożsamości. W sensie: zmiana imienia to naprawdę big deal i o ile nie ma super mocnych argumentów ZA to ja bym to traktowała jednak z zasady jako symbolicznie przemocowe, niezależnie czy rodzic jest adopcyjny czy biologiczny (biologiczni tez wpadają czasem na takie pomysły, znam kobietę, która zmieniła imię dwuletniej córce, bo odkryła, że mąż miał kochankę o tym imieniu - szczerze jej współczuję zdrady, ale wciąż nie widzę uzasadnienia dla zabierania dziecku jego własności, którą miało dwa lata).
W sprawie szacunku do RB nie wypowiem się, jestem opiekunką zastępczą i wiem, jakie to bywa trudne w praktyce.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 26 sty 2018 22:16 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5694
klaramrok o tak ... dokladnie tak mialam pierwsze poltora roku po adopcji. szczegolnie jak siedzialam sama z dziecmi, nie bylo pracy, znajomych, nigdzie nie wychodzilysmy, bo najpierw "tak nalezalo" wic gniazdo i nie narazac dzieci na zbyt wiele bozdzcow i kontaktow, potem zaczely chorowac ... nie czulam sie pewnie w swojej roli, watpilam w to co podpowiada mi intuicja, watpilam to eufemizm - totalnie stracilam poczucie wlasnej wartosci. wydawalo mi sie, ze caly swiat lepiej wie ode mnie jak wychowywac moje dzieci. czulam tez ogromna presje - ze jako mama ado musze byc podwojnie dobra mama. ze caly swiat ode mnie tego oczekuje. teraz z perspektywy czasu wydaje mi sie, ze wiekszosc tych oczekiwan i ograniczen nalozylam na siebie ja sama.
ale po czesci masz racje, mam wrazenie ze rodzice czy ado czy biol nie bardzo umieja rozmawiac o wychowaniu dzieci i zasadach. kazdy ma przekonanie ze jego sa jedyne najlepsze, dyskusje sa ciezkie. gdy napisze lub powie jakis malo popularny poglad, od razu po czlowieku leca baty.
ale nie ograniczalabym tego trendu tylko do rozmow rodzicow ado ... to chyba tak juz ogolnie teraz jest ...

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 sty 2018 16:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Cytuj:
Co do badań o wpływie zmiany imienia na dziecko to sądzę, że takowych nie ma i nie bez powodu, bo w zasadzie tę kwestię wyczerpuje konwencja o prawach dziecka, artykuł 8 bodajże (sorry, nie chce mi się teraz otwierać tekstu konwencji) mówiący o prawie każdego dziecka do swojego imienia i tożsamości. W sensie: zmiana imienia to naprawdę big deal i o ile nie ma super mocnych argumentów ZA to ja bym to traktowała jednak z zasady jako symbolicznie przemocowe,


Eeeeee...
Nie piszę o sobie, bo miałam szczęście nadać imię (pierwsze i jedyne) mojemu dziecku, ale to jednak przesada.
Po pierwsze - nikt nie zmienia po adopcji imienia dziecku, które się już z tym imieniem identyfikuje.
Po drugie - dla części dzieci nowe imię i nazwisko to symboliczny początek nowego, lepszego życia.
Po trzecie - skoro zmiana imienia to przemoc, po co szopka ze zmianą nazwiska, numeru pesel, nowym aktem urodzenia?
Z punktem trzecim docieramy do pytania - skoro dziecko ma prawo do tożsamości nadanej przez RB, z jakiej okazji robić mu sieczkę z mózgu i przeprowadzać adopcję? Docieramy do pytania o zasadność adopcji w obecnej formie i czy nie lepiej zlikwidować adopcję (przemoc, pozbawienie tożsamości) na rzecz pieczy zastępczej, czy to rodzinnej, czy instytucjonalnej?
Po co kłamstwa z "tata/mama", niech będzie opiekun/opiekunka.
Itd. Argumenty znane, prawda?
Adopcja zrywa relacje dziecka z RB, także w zakresie danych osobowych (nazwisko, pesel, dlaczego nie imię?).
Albo uznajemy, że utrata tożsamości nadanej przez RB jest ceną za nowe życie w nowej rodzinie, albo uznajemy, że jest to przemoc, której należy zapobiegać
Jeśli tego nie chcemy, należy postawić sprawę jasno i nie tworzyć fikcji.
Owszem, inna sprawa z adopcją starszaków. Ale też inna dynamika akceptacji sytuacji przez obie strony. I nie każdy jest gotowy na adopcję tego typu.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 sty 2018 16:27 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
wszelako adopcja się odbywa i granica musi być gdzieś postawiona, no i została postawiona, jak sama słusznie zauważyłaś.
Jeśli mówimy o niemowlakach (a przeprowadzenie rozróżnienia ma sens, bo w przypadku starszaków sprawa jest inna) to argument, że dla dziecka jest to symboliczne rozpoczęcie nowego rozdziału jest invalid - to jest nowy rozdział dla jego rodziców, bo dziecko nie ma o tym jeszcze pojęcia. Wchodzenie w to, jaki symboliczny wymiar ma dla półroczniaka zmiana jego imienia wydaje mi się jednak nadużyciem. Nie ma żadnego, będzie mieć post factum, kiedy jako dorosła osoba odkryje tę zmianę.
Owszem, są sytuacje, w których zmiana imienia się jakoś broni. Np. jeśli dziecko ma inne pochodzenie etniczne i dodatkowo dostało imię bardzo nacechowane w języku polskim - przykłady przychodzace mi do głowy to żydowska Tzipora (fonetycznie Cipora) i arabski Islam. Zostawiam z boku, jak bardzo te imiona mogą być częste w polskiej adopcji, niemniej decyzja o zmianie byłaby zrozumiała, choć i w tym przypadku uważam, ze gestem szacunku do korzeni dziecka byłoby pozostanie w podobnym kręgu kulturowym (Rachela, swojska Anna itd).
Drugi kejs jest taki, kiedy dziecko ma bardzo rzadkie imię i będzie ono/może być identyfikowalne dla krewnych, co w dobie mediów społecznościowych niestety nie jest rzadkie.

absolutnie nie stoję na stanowisku o potrzebie likwidacji adopcji i niepokoją mnie obecne tendencje w tym kierunku (wiem, że ich nie podzielasz oczywiście, ale chciałam jedynie zaznaczyć, że troska o podmiotowość dziecka wcale nie musi prowadzić do tez o podważaniu adopcji jako takiej).


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 sty 2018 16:45 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Bloo oczywiście, że nie podzielam tendencji do likwidacji adopcji, ale też niepokoi mnie takie przesuwanie kierunku ciężkości w stronę nieustannego dbania o przeszłość i korzenie.
Adopcja jest zbyt trudną sprawą, by ciągle stawiać ludzi decydujących się na nią pod pręgierzem dbałości o przeszłość i korzenie dziecka.
Bo adopcja nie po to jest, by je pielęgnować i wynosić na piedestał. One są częścią dziecka, owszem. Ale adopcja jest uskuteczniana w celu stworzenia nowej rodziny. Takiej, która będzie budowała własną tożsamość, własne tradycje. To nie korzenie biologiczne dadzą adoptowanym dzieciom narzędzia do samodzielnego funkcjonowania w świecie, bo one są chore, słabe i kalekie. To nowa rodzina musi to zrobić, ale żeby się tak stało, ta nowa rodzina musi być silna, stabilna, stanowić jedność.
I wszystko, co do tego zmierza jest dobre, a wszystko, co ją od tego oddala jest niewłaściwe.
Nie ma jednego scenariusza dla wszystkich rodzin, więc może przestańmy te scenariusze układać?
Przepraszam, ale dajmy tym rodzicom adopcyjnym odetchnąć i pobyć po prostu rodzicami ich dziecka.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 sty 2018 17:10 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
powoli
Miniula pisze:
Bloo oczywiście, że nie podzielam tendencji do likwidacji adopcji, ale też niepokoi mnie takie przesuwanie kierunku ciężkości w stronę nieustannego dbania o przeszłość i korzenie.


zachowanie imienia dziecka nie jest nieustanną dbałością, tylko integralnym elementem większości adopcji, które muszą się odbywac z poszanowaniem praw dziecka w takim zakresie, w jakim jest to osiągalne (pesel - nie; archiwizacja pierwotnego aktu urodzenia - tak). To nie jest heroizm, umówmy się.
Cytuj:
Adopcja jest zbyt trudną sprawą, by ciągle stawiać ludzi decydujących się na nią pod pręgierzem dbałości o przeszłość i korzenie dziecka.


jak wyżej - od zachowania imienia do pręgierza jest dość daleko. Nie widzę też związku między napisaniem, ze zmiana imienia jest nie ok, a 'ciągłym stawianiem kogokolwiek pod pręgierzem'.


Cytuj:
Ale adopcja jest uskuteczniana w celu stworzenia nowej rodziny. Takiej, która będzie budowała własną tożsamość, własne tradycje. To nie korzenie biologiczne dadzą adoptowanym dzieciom narzędzia do samodzielnego funkcjonowania w świecie, bo one są chore, słabe i kalekie. To nowa rodzina musi to zrobić, ale żeby się tak stało, ta nowa rodzina musi być silna, stabilna, stanowić jedność.


to wszystko prawda, ale jaki to ma związek ze zmianą imienia?

Cytuj:
I wszystko, co do tego zmierza jest dobre, a wszystko, co ją od tego oddala jest niewłaściwe.


nie, nie wszystko. Jest kupa rzeczy, która pomaga różnym ludziom w zachowaniu dobrostanu, a która jest mimo to szkodliwa, nielegalna, niemoralna, sprzeczna z dobrym obyczajem itd. To w ogóle nie jest wyznacznikiem.
Wyznacznikiem jest wybalansowanie dobrostanu na poziomie, który służy wszystkim członkom rodziny, i który nie łamie własnych ani cudzych praw.
Zaznaczę, że w tym punkcie nie piszę już o zmianie imion, a zwyczajnie odnoszę się do powyższego ogólnika, którego przesłania serio nie rozumiem, zwłaszcza spod Twoich palców, Miniula.


Cytuj:
Nie ma jednego scenariusza dla wszystkich rodzin, więc może przestańmy te scenariusze układać?
Przepraszam, ale dajmy tym rodzicom adopcyjnym odetchnąć i pobyć po prostu rodzicami ich dziecka.


nikt ich nie układa i nie odbiera oddechu, mam poczucie, że nie polemizujesz z tym co tu faktycznie napisałam, a z zupełnie innymi tezami, jednak nie z tej dyskusji.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 lut 2018 11:19 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5694
Miniula pisze:
adopcja jest uskuteczniana w celu stworzenia nowej rodziny. Takiej, która będzie budowała własną tożsamość, własne tradycje. To nie korzenie biologiczne dadzą adoptowanym dzieciom narzędzia do samodzielnego funkcjonowania w świecie, bo one są chore, słabe i kalekie. To nowa rodzina musi to zrobić, ale żeby się tak stało, ta nowa rodzina musi być silna, stabilna, stanowić jedność.
Minula nie mogłabym bardziej sie z Toba zgodzic =ooo* ujelas w dwoch prostych zdaniach istote moich przekonan. a czesto w roznych dyskujsach traci sie z pola widzenia ten jakze wazny argument. adopcja to nie tylko dziecko/dzieci to jest rodzina.

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 lut 2018 12:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Bloo, z całym szacunkiem, polemizuję z Twoim stwierdzeniem, że zmiana imienia jest formą przemocy.
Szczerze mówiąc, aż usiadłam jak to przeczytałam.
Przepraszam Cię, ale to mną naprawdę wstrząsnęło.
Wszystko sprowadza się do tego czyje to jest dziecko. Moje? To ja mu nadaję imię (oczywiście w sytuacji, kiedy jest to możliwe ze względu na wiek dziecka). I naprawdę, nikomu nic do tego, ani społeczeństwu, ani tym bardziej RB. Ciebie jakoś nikt nie poucza czy miałaś prawo do nadania własnemu (!) dziecku imienia, prawda?

Cytuj:
I wszystko, co do tego zmierza jest dobre, a wszystko, co ją od tego oddala jest niewłaściwe.


Ogólnik ten oznacza, że masz prawo budować swoją rodzinę na swoich zasadach. Jasne jest, że ograniczeniem jest zawsze krzywda innego człowieka.

Cytuj:
to wszystko prawda, ale jaki to ma związek ze zmianą imienia?


Taki ma związek, że jeśli zostaje się rodzicem, to częścią tego jest nadanie dziecku imienia. Każdy członek rodziny ma imię nadane przez rodzinę. Rodzinę, a nie jakiegoś obcego człowieka. Sorry, RB to dla mnie obcy człowiek. Dla mojego syna jego RB to zupełnie obcy ludzie. I zupełnie nie widzę powodu dla którego oni mieliby decydować o tym, jak ma na imię moje dziecko... To dla mnie jakiś absurd.

Musisz mi wybaczyć, moje funkcje intelektualne są od kilku dni osłabione, jadę na emocjach, może dlatego tak kategorycznie.
Ale czuję aktualnie rzecz następującą:
Moje dziecko jest tak bardzo moje, bo nie zastanawiam się nad jego RB, mimo, że zbliżają się jego urodziny, a to zawsze moment, kiedy jego MB przypomina sobie o nim i następuje wymiana maili, mimo, że młody jest w takim wieku, że zadaje pytania o MB, bo nie ukrywamy przed nim, że jest adoptowany. Jest ciekawy jak ona się nazywa, gdzie mieszka. Imię podałam, wiedzy o miejscu zamieszkania nie mam. Ale on nie jest jej synem tylko moim. Nie zastanawiam się czy ona chciałaby tego czy owego, co powiedziałabym na moje decyzje.
To jest obcy człowiek. Nawet gdyby przyjechała i spotkała się z młodym, nie byłoby żadnej magii, żadnej mitycznej więzi między nimi. Byłoby spotkanie dwojga obcych sobie ludzi. Skąd wiem? Bo kiedy odbywała się rozprawa adopcyjna, ona przyjechała i spędziła w naszym domu noc. W jednym domu z dzieckiem, które urodziła 7 miesięcy wcześniej. Miała okazję trzymać go na rękach. I nie, nie było sceny jak z hollyłódzkiego romansidła, że dziecko magicznie uspokoiło się na rękach "prawdziwej mamy". Guzik. Darł się, wyciągał do mnie ręce, przy mnie się uspokoił i uśmiechnął A jej było zwyczajnie przykro.
Przez długi czas miałam w sobie niepewność i niepokój. I myśli, że coś tam powinnam ze względu na przeszłość, korzenie, bla, bla. Nie. Nic nie muszę, nic nie powinnam. To moje dziecko i mam je wychowywać normalnie. Co imię ma do tego? To, że nadając mu imię powiedziałam - jesteś moim synem. I tak, to było ważne dla mnie. A dla kogo niby miało być?

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 lut 2018 13:38 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
hm, dzięki za tę odpowiedź. Przeczytałam ją z ciekawością. Nie wiem, czy się z nią zgadzam, ale dała mi do myślenia.

-- 01.02.2018, 12:41 --

tak, nikt mnie nie pouczał w kwestii imion dzieci, ale też nie miały one wcześniej imion nadanych przez kogoś innego. Teraz kwestia - czy imię jest nośnikiem szacunku do przeszłości, albo inaczej: czy zmiana imienia temu szacunkowi zaprzecza?
Myślę jednak, że wycofam się ze zdania o symbolicznej przemocy. Trafia do mnie sporo z tego, co napisałaś.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 lut 2018 14:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Cytuj:
Trafia do mnie sporo z tego, co napisałaś.


Cieszę się :) Moim zdaniem nadanie przez rodziców nowego imienia absolutnie nie zaprzecza szacunkowi dla pochodzenia dziecka. Czasem ludzie symbolicznie zostawiają imię nadane przez RB jako drugie. Mój syn ma drugie imię związane z jego MB, z wdzięczności za sposób, w jaki nas połączyła. Nadanie imienia zawsze było ważnym momentem dla ludzi. Było symbolicznym przyjęciem do wspólnoty. Zawsze i w każdej kulturze moment nadania imienia był szczególnie celebrowany. Czasem dopiero od momentu nadania imienia dziecko stawał się integralną częścią wspólnoty. W niektórych kulturach dziecku zmieniano imię w momencie osiągnięcia dojrzałości - z imienia chłopięcego na męskie, z dziewczęcego na kobiece. W niektórych kulturach na imię należało sobie zasłużyć. Itd.
Myślę, że to, jak dziecko będzie traktowało zmianę imienia zależeć będzie od tego, w jaki sposób zostanie to przedstawione przez rodziców. Dla mojego syna jest ważne, że to ja mu wybrałam imię :)

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 lut 2018 14:28 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10355
Miniula pisze:
Myślę, że to, jak dziecko będzie traktowało zmianę imienia zależeć będzie od tego, w jaki sposób zostanie to przedstawione przez rodziców.


chyba to jest właśnie sedno. Nie to 'co', ale 'dlaczego to robimy i w jaki sposób'. Teraz sobie myślę też, że nawet zadekretowanie jawności adopcji samo w sobie niczego nie musi wnosić ani dla dobra, ani dla praw dziecka, bo każdą rzecz można odwrócić i wypaczyć. Ofc idea jawności jest mi bliska i stanowi dla mnie oczywistość, ale spotkałam się w życiu z historią rodziny ado, której rodzice wozili swoich sprawiających kłopoty synów pod domniemany dom RB (nie mam pojęcia, czy to naprawdę był dom RB czy po prostu randomowo wybrane slumsy), aby im wbijać do głów 'gdyby nie my to żylibyście w tej patologii'. No i co z tego, że była tam, nieprawdaż, pełna jawność adopcji, skoro rodzice używali jej w tak podły sposób przeciwko własnym dzieciom [z efektem przeciwnym do zakładanego, jak można się domyśleć]?
Być może po prostu jest tak, że to, co się broni, to miłość i wrażliwość wobec cudzych potrzeb, a nie idee jako takie.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 lut 2018 15:10 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Cytuj:
rodzice wozili swoich sprawiających kłopoty synów pod domniemany dom RB (nie mam pojęcia, czy to naprawdę był dom RB czy po prostu randomowo wybrane slumsy), aby im wbijać do głów 'gdyby nie my to żylibyście w tej patologii'.


O matko i córko...

Cytuj:
Być może po prostu jest tak, że to, co się broni, to miłość i wrażliwość wobec cudzych potrzeb, a nie idee jako takie


Tak, właśnie wg mnie tak :)

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 09 lut 2018 10:24 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Piszę w tym wątku, bo wg mnie jest to część właśnie tej atmosfery wokół RA.

Rozważam posłanie mojego dziecka do szkoły jako 6-latka. Raz, że jest z początku roku, dwa, że edukacyjnie jest mocno do przodu. No, ale jest jeszcze gotowość emocjonalna, więc badania.
Poszliśmy więc na te badania, pani mnie wypytuje o ciążę, poród, ja odpowiadam, potem pytanie czy były jakieś momenty traumatyczne - rozwód. No to nie było. Potem wchodzimy na temat rodzeństwa, że to dzieci męża z poprzedniego związku. No i część testowa, więc ja wychodzę.
Wyszłam na korytarz i ... zorientowałam się, że zapomniałam powiedzieć o adopcji.
Teraz pytanie - czy powinnam to "naprawić" i powiedzieć?
Zdecydowałam, że nie ... I zastanawiam się...
Bo z jednej strony, może byłaby to ważna informacja... Ale z drugiej strony, jestem przekonana, że pani od razu dorysowałaby sobie kilka obrazków, niekoniecznie zgodnych z rzeczywistością.
Może ta informacja padłaby naturalnie w momencie pytań o ciążę i poród, gdybym nie wiedziała jak przebiegały.
Ale ja wiedziałam.
Jak myślicie?
Będą jeszcze jedne badania. Powinnam powiedzieć?

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 09 lut 2018 12:54 
Awatar użytkownika
Szczerze? Chyba bym nie mówiła, ocenia sytauacje bardziej obiektywnie, bez otoczki adopcji. Z jednej strony jest to element "traumatyczny" (colowo w cudzyslowiu), o który pytali i moze miec wplyw na rozwoj emocjonalny dziecka. No właśnie, może, ale nie musi. Oj to sa te teudne decyzje... pozdrawiam :)@


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group