Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 64 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 13 lut 2015 19:58 
Offline
Awatar użytkownika
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: 13 gru 2004 01:00
Posty: 14698
Lokalizacja: Dokładnie tam gdzie trzeba
Nie chce tutaj dorabiać żadnej ideologii, jednak powiem coś na zasadzie analogii. Może rym to dobry znak ;-)
agutek_af napisała na jakim etapie, w budowaniu własnej tożsamości jest jej 6 latek. Mój syn w równoległym wieku bardzo dużo pytał o MB. Chciał wiedzieć wszystko: adres, imię, wiek itd itp. Nie udzieliłam odpowiedzi tylko na pierwsze z pytań, jednak dodałam, że wrócimy do tego tematu. Z biegiem czasu moje dziecko coraz mniej pytało. W pewnym momencie stwierdziło ze łzami: „Pierwsza mama mnie biła, a potem miała mnie dość i oddała do domu dziecka”. Uwierzcie, że zamarłam. Młody okrutnie się rozpłakał. Tuliłam go, a on płakał długo. Widać tego potrzebował - wypłakać się, wylać ten żal. Aktualnie ma skończone 10 lat i jak pisałam w zasadzie o nic już nie pyta.
Owszem pewnie kolejny etap jeszcze przed nami, kolejne godzenie się ze stratą. Gdyby w momencie opisanej wyżej historii był starszy, mogłabym próbować wierzyć, że już buduje nową tożsamość.
Reasumując: Dzieci rozwijają się skokowo na wielu płaszczyznach i tu w temacie swoich korzeni też to robią. To ta moja analogia a może jednak już ideologia ;-)

_________________
Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 14 lut 2015 05:21 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 wrz 2006 00:00
Posty: 1217
Lokalizacja: okolice Rybnika
Bobetka pisze:
Reasumując: Dzieci rozwijają się skokowo na wielu płaszczyznach i tu w temacie swoich korzeni też to robią. To ta moja analogia a może jednak już ideologia

Bobetka - właśnie - zgadzam się z tym tylko tu właśnie widać też różnicę m/dziećmi.Każde rozwija się inaczej. Na chwilę obecną u mnie (10l/5m, 8l/9m, 7l/5m) tylko Mati potrafi w miarę (niedokładnie - bo dam sobie głowę uciąć nawet nie wie, w jakim mieście mieszka jego mb, mimo, ze jesteśmy tam kilkakrotnie razy w tygodniu, a ja pytam gdzie jesteśmy) posłużyć się adresem, o którym piszesz. A wiekiem nawet żadne nie byłoby zainteresowane. Mogą określić ogólnie (młoda- starsza) bo znają, wiedzą. Ale dokładnie oj nie- nie są jeszcze na tym etapie.
Potrzebują spotkania, poznania - nawet nie bliskości (bo tu nie mają na co liczyć, mimo tego, że wiem na 100%. że każde z moich dzieci było "bardzo kochane na swój sposób" prze rb. )- tylko zwykłego krótkotrwałego kontaktu.

Wobec czego opowiem Wam pewną sytuację, która miała miejsce około roku temu:

We wtorek po "lanym poniedziałku" w zeszłym roku miałam zaplanowaną wcześniej wizytę pooperacyjną u lekarza, a że to był ostatni dzień wolny od szkoły po świętach a mąż miał na ranną zmianę musiałam zabrać ze sobą całą trójeczkę. Jak to "po świętach u ortopedy" kilka godzin siedzenia i czekania w poczekalni i nagle patrzę - przez korytarz przebiegła mi znajoma postać. Przemknęło mi przez myśl- to była mb Matiego z chorym dziadziusiem na wózku. Nie minęło z 10 minut owa postać wraca. Zobaczyła nas - podeszła. Niki - zaczęła krzyczeć "ciocia ...", my grzecznie, "dzień dobry" - "dzień dobry". Podeszła do nas, ale wzrok skupiła na Niki i zapytała " Kochanie co słychać? " Niki: "ciociu super" i w tym momencie spojrzała w drugą stronę mnie gdzie siedział Mati z mocno rozwartymi oczyma nie wiedząc co się dzieje. W tym momencie zobaczyła Matiego (po kilku latach - jako już dużego chłopca), podeszła do niego - pocałowała go w policzek - Mati znieruchomiał (nie wiedział co się dzieje). Powiedziałam: "kochanie - przywitaj się to jest Twoja Mamusia" - podał jej rękę i powiedział "witaj" ! Ale ratownik medyczny z dziadziusiem na wózku już zdążył odjechać dość daleko w głąb korytarza szpitalnego, więc mb musiała go gonić. Pożegnałyśmy się szybko zdawkowym "do widzenia" i pobiegła za ratownikiem do karetki. Spojrzałam na Mateuszka - a on oszołomiony mi na to: "mamusiu !- nie poznałem jej". Nie było osoby w pełnej poczekalni, która by się na nas "nie gapiła z wielkimi oczyma".
Pomyślałam sobie - no "mieli kino" :lol: Ale to akurat miałam głęboko gdzieś :lol:

Od tego momentu Mati zaczął od czasu do czasu "podgadywać", że jednak chciałby się spotkać i "pobawić się z godzinkę z pierwszą mamą". Mówię ok- "dziecko jak tylko mamusia będzie miała czas (i chęci - o czy tylko pomyślałam) to zorganizuję spotkanie".
I tak przy pierwszym spotkaniu z babcią mówię: " gdyby pani....(mb Matiego a córka babci) miała ochotę i czas jestem bardzo za spotkaniem Matiego z nią itd.itd" Cisza do dzisiaj. Babcia ostatni raz spotkała się w sierpniu u.r. - zainicjowała spotkanie we wrześniu (w dniu 7 urodzin Niki) i się na nim już nie pojawiła i cisza do dnia dzisiejszego - a dzieci tęsknią.
W sumie dobrze, że doszło wtedy do niespodziewanego spotkania ponieważ teraz mam powód braku spotkań- babcia i mama opiekują się chorym dzidziusiem i nie mają kiedy się spotkać - co dzieci widziały naocznie i "wiedzą, że ich nie oszukuję".

Ale z tego całego przypadkowego spotkania najbardziej mi jest żal Viki. Ona nie umiała sobie poradzić z tą sytuacją. Mb przywitała się z Niki i Matim a ją"olała totalnie". Niki znała ją i pamiętała, Mati znał (nie pamiętał) a ona nic - ani nie znała, ani nie pamiętała. Mb znając ją jako niemowlaka, wiedząc, że to jej bratanica- nie wykonała najmniejszego ruchu w jej kierunku. Jeszcze do tego, to, że jest to właśnie Viki z jej specyficznymi zachowaniami w związku z FAS-em.Oj tutaj było ciężko - ale za to Niki ją "uświadamiała" na każdym kroku. A my - cóż - chronimy nasze szkraby na każdym kroku i staramy się o to, by było im jak najlepiej i jak najłatwiej w dalszym poznawaniu i pokonywaniu tego nieobliczalnego czasami życia i świata.

I nie ważne jak my się będziemy z tym czuć (mimo naszych obaw) - najważniejsze by oni byli szczęśliwi.

_________________
Obrazek
Viki i Mati -:)))


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 14 lut 2015 14:38 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 sie 2007 00:00
Posty: 5156
Miniula pisze:
Agutek_af uczciwie powiem, że jestem w szoku, że Twój syn stwierdził, że chciałby być z mamą, która go urodziła i to w tym wieku. Cóż... to tylko potwierdza fakt, że pomimo całej miłości, którą dajemy adoptowanym dzieciom, one zawsze będą chciały tego, czego my dać im nie możemy.

Wiesz, ja tego nie odbieram jako zarzutu wobec nas jako rodziców i nie mam z tym problemu. Nie będąc świadkiem takiej rozmowy nie da sie wczuć w sytuację, a tego też nie da się opisać.
Akurat to zdanie było sobie rzucone tak w powietrze podczas odrabiania lekcji. Oczywście, żeby nie było złudzeń miało to swoje podwaliny, jak to przy odrabianiu lekcji, on nie myśli - ja się wściekam ;) Pytanie rzucone, po jakiejś tam chwili rozmowy doszliśmy do sedna sprawy, choć dochodzić nie musiałam bo gościa znam jak własną kieszeń i doskonale wiedziałam o co mu chodzi. Bo może tamta mama by się na niego niedenerwowała...
Fakt, nie myślałam że tak szybko to usłyszę, stawiałam na jakieś 12-14 lat buntu nastolatka. Ale to dalej nie problem.
Problem widzę w tym, że pomimo ledwo skończonych 6 lat, on dużo, za dużo jak dla mnie z tego rozumie, wciąż ma to w chaosie, niepoukładane, zaczyna coś mu się z tego kleić, targają nim emocje i choć adopcja nie jest treścią naszego życia, co jakiś czas w eter rzucane jest pytanie, za każdym razem "lepsze". I co więcej... zauważam, że on niekoniecznie oczekuje odpowiedzi, tak jakby wiedział że temat jest trudny, a z drugiej strony kiedy zaczynam opowiadać bajki, za nic w świecie nie daje się zbyć.
I w tym wszystkim najbardziej mnie męczy to ze nie mówię mu prawdy, że on jest w jakiś tam sposób zawiedziony i nieusatysfakcjonowany.

Żeby nie było, to sa krótkie chwile, momenty, po chwili już ich nie ma. Zawsze pada zdanie - mamciu, kocham cię nad życie - czy inne w tym stylu. I jest normalnie do kolejnego strzału, który znów na ułamek życia rozwala normalność, wpędza mnie w poczucie winy jego w chwilowy smutek.

LordVader pisze:
Agutek_af
W jakim wieku był, Twój syn gdy Go adoptowałaś?

Jest z nami od 6 dnia życia, nigdy nie był ze swoją MB, ona nigdy nie trzymała go nawet na ręku.
Wiesz, ja rozumiem że dzieci z traumą biologicznego domu, po przejściach, potrzebują dobrych historii. Dlatego też uświadomiłeś mi że tu też nie da się generalizować.

bordo u Was jest inna sytuacja, dzieci znały rodziców. Misiek nie, nie miał kontaktu, żadnego. U nas to jest tak naprawdę ktoś nierealny, wyimagowany, z innej bajki. I to jest "ktoś" kogo ja się zawsze bałam (w sensie abstrakcyjnym) - dobra wróżka która mnie uratuje (z pozycji dziecka). Byłam w szoku że ona się JUŻ pojawiła.

Bobetka pisze:
Mój syn raz chciał poznać MB, jednak teraz nie wyraża takiej potrzeby. W ogóle nie inicjuje już rozmów tym temacie, a ja mu się nie narzucam. Wcześniej dość często coś się w temacie działo. Został adoptowany jako siedmiotygodniowe niemowlę

Ja nigdsy nie inicjowałam rozmów. Nigdy. To zawsze jest inicjatywa Miśka. A zapalnikiem zawsze jest zycie ;)
Przy reklamie mleka dla niemowląt, padło że on chce iść do tamtej mamy. Leżeliśmy sobie akurat na łóżku, a on obserwował moją reakcję. To było ponad rok temu, kiedy miał 5 lat. Ze spokojem, popatrzyłam na niego i powiedziałam - ok, pomóc ci się spakować? Od razu obrócił to w żart, zaczęliśmy się kotłować i padło - no coś ty mamuśka, przecież wiesz ze kocham cię najbardziej.

Kiedy oglądał Roszpunkę, do upadłego wciąż od nowa, wiedziałam dlaczego to robi, czułam przez skórę i czekałam na pytanie, które o dziwo nigdy nie padło, ale ja za kazdym razem czułam jak w nim napięcie rosło podczas początkowych scen - czy my też go ukradliśmy?

-- 14.02.2015, 14:51 --

biedronka5 pisze:
wiem jednak, że dla mnie i to bez żadnej ściemy adopcja to NAPRAWDĘ jest tak jak pisałam: historia o oczekiwaniu - o tym jak każdego dnia czekaliśmy na nasze dzieci i jak nie mogliśmy się doczekać. oraz o tym, jak NARESZCIE zadzwonił telefon i mogliśmy je potem zabrać do domu.

Tylko ze to jest Twoja historia a nie Twojego dziecka. Dla dziecka to faktycznie brzmi jak bajka. Niestety przychodzi moment, kiedy zaczyna dostrzegać róznicę między Twoją bajką a jego bajką. I tu jest cały problem.
Ty tej róznicy nie widzisz, dla ciebie są tożsae obie bajki, dla dziecka już nie. Dlatego uważam że ta bajka na długo nie starczy (zresztą już jestem tego pewna) i najlepsi rodzice adopcyjni, najlepsze więzi z adoptowanym dzieckiem i najlepsze waruki temu dziecku stworzone, nie uchronią nas od tego że dziecko będzie chciało wyjść z tej, co by nie mówić, cukrowej bajki i znaleźć własną historię.

biedronka5 pisze:
jestem mamą adopcyjną z wyboru i ten wybór był najlepszy w moim życiu.

Ja też ;) ale ani mój syn ani Twoje dzieci wyboru nie miały. I to jest podstawowa róznica.

biedronka5 pisze:
mieli odwagę, żeby się do tego przyznać.przyjęli na siebie tyle odpowiedzialności ile mogli i kochali te dzieci na tyle na ile mogli

Ale to wciąż twoja historia. Dziecko tego tak nie zrozumie, nawet jeśli będziesz powtarzała to na okrągło. Kiedyś pewnie tak i mocno w to wierzę, ale za nim do tego dojdzie skrzydła podetnie mu uświadomienie sobie - KTOŚ MNIE NIE CHCIAŁ, MATKA MNIE NIE CHCIAŁA.

_________________
wiesz czym jesteś... cudem jesteś...

Próbuję zatrzymać każdą chwilę i każde uczucie, bo cały czas wymykają mi się z rąk.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 14 lut 2015 16:12 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 wrz 2006 00:00
Posty: 1217
Lokalizacja: okolice Rybnika
agutek_af pisze:
bordo u Was jest inna sytuacja, dzieci znały rodziców. Misiek nie, nie miał kontaktu, żadnego. U nas to jest tak naprawdę ktoś nierealny, wyimagowany, z innej bajki. I to jest "ktoś" kogo ja się zawsze bałam (w sensie abstrakcyjnym) - dobra wróżka która mnie uratuje (z pozycji dziecka). Byłam w szoku że ona się JUŻ pojawiła.


Tak - znali Mati i Niki. Ale nie Viki - została zabrana jako niemowlak - nie znała ani nie pamiętała rb. I to ona na największe problemy "z poukładaniem sobie tego".
Pamiętam jak miała może z 4-5 latek jak zapytała "w którym domku mieszka jej mama?" Palłam wtedy: "w zielonym". I od tego czasu kiedy tylko zobaczyła w czasie jakiejkolwiek podróży zielony dom czy budynek krzyczała, że w nim mieszka jej mama. Pamięta to do dzisiaj i nie raz sprzeczała się z Niki, że to ona ma rację. Więc czasami musimy się dobrze zastanowić co mówimy do dzieci bo są bardzo ciekawi i chłonni informacji w tym temacie.

Mati - tak samo od przypadkowej chwili gdy się wtedy zobaczyli - powrócił do kreowania sobie "jej wizji - najwspanialszej mamy".

Najłatwiej pod tym względem mam teraz mam z Niki - ale widzę, że tęskni za babcią.

_________________
Obrazek
Viki i Mati -:)))


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 64 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group