luty 2004

29 lutego 2004

Koniec miesiąca – miejmy nadzieję, ostatniego bez Ciebie. Rano odprowadziliśmy dzieci na dworzec i znowu zostaliśmy we dwoje. Poszliśmy zatem (jak to w piosence „wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni”) z tatusiem do kina – trafiliśmy na horror, okropnie „straszny” :-) Po południu spotkaliśmy się z naszą grupą z ośrodka – ciociami i wujkami, którzy też w większości są po kwalifikacji i czekają na swoje dzieci.

28 lutego 2004

Rano obaj panowie poszli do fryzjera, a Małgosia ćwiczyła na pianinie. Pojechaliśmy potem do sklepu, kupiłam dla Ciebie kolejne dwa pajacyki – powstrzymałam się od kupowania kolejnych body. I tak myślę, że kiedy powyrastasz z tych ciuszków ich zapasem, który chcemy oddać do ośrodka preadopcyjnego w Otwocku, w którym najprawdopodobniej na nas czekasz, lub będziesz czekać uda się obdzielić piątkę dzieci :-). Kupowanie dla Ciebie to jednak taka frajda... Na obiad zaprosiła nas babcia D. i prababcia N.

27 lutego 2004

Dzisiaj w końcu dostałam „ochrzan” za swoje smutki. I po co się martwić? Znajdziemy się w swoim czasie. Małgosia robiła dzisiaj psychotest z jakiejśtam swojej gazetki i z moich odpowiedzi wyszło, że jestem optymistką – to wracajmy do tego optymizmu! Muszę się czymś zająć – może pomaluję Wasz pokój, chociaż jakieś wzorki? Może kupimy w tym tygodniu łóżeczko dla Ciebie?

26 lutego 2004

Dzisiaj cały dzień okropnie boli mnie głowa – jak chyba nigdy... Na szczęście dzień z tych łatwiejszych raczej – rano sprawy do załatwienia w Urzędzie, potem sąd. Po kilku godzinach w kancelarii musiałam pojechać do domu, wziąć tabletki i położyć się – co prawda nie wstałam zupełnie zdrowa, ale boli jakoś mniej. Wieczorem było zebranie rodziców w szkole, w klasie Jasia – w najbliższy weekend oboje jada na „białą szkołę” do Pyzówki, w góry, na narty. Podobno pogoda jest i ma być piękna – słońce, śnieg...

25 lutego 2004

Dzisiaj początek Wielkiego Postu... Bardzo mi się ten Wielki Post zaczyna „na temat”... Czekam na nowe życie, czekam na Ciebie, a po drodze tyle cierni, taka długa ta droga i krzyżowa... Nie mam cierpliwości, nie mam siły... Na co ja się porywam, skoro kilka tygodni czekania przerasta moje możliwości – od kwalifikacji dopiero dwa i pół tygodnia, a ja już planuję kiedy ponownie szturmować ośrodek z pytaniem, gdzie jesteś... Wieczorem sprawdzam zeszyty, temperuję ołówki, czytam dzienniczek...

24 lutego 2004

Kolejny dzień czekania, o jeden bliżej Ciebie... Dzisiaj jestem społecznicą – to pozwala mi zapomnieć o czekaniu – załatwiam i organizuję, dziękuję i proszę i w ferworze walki nie martwię się o te tysiące spraw... Wieczorem jadę po ciuszki – dostaję kilka worków. Odzyskuję wiarę w ludzi – ktoś ofiaruje mi, nieznanej osobie poleconej przez cały łańcuszek koleżanek i znajomych górę ciuszków po swoich dzieciach...

23 lutego 2004

Dzisiaj wieczorem w ośrodku kolejna kwalifikacja, kolejne pary rozpoczną stresujące oczekiwanie... Po południu byłam na Mszy, podczas której były "obłuczyny" kleryków, w tym naszego znajomego - Rafała. Jak ładnie wyglądał ten niedawno młodziutki chłopak w czarnej koszuli i koloratce :-) No i naszła mnie reflaksja - a może, jeśli okażesz się Szymkiem, też będziesz chciał zostać księdzem? To takie trudne powołanie... jeszcze trudniejsze wydaje mi się powołanie, jeśli okażesz się Martusią, do życia zakonnego...chociaż, które powołanie jest łatwe?

22 lutego 2004

Kochana Martusiu - wszystkiego najlepszego z okazji imienin, kochanie! Dzisiaj Twoje imieniny córeczko :-) Szymek - z góry przepraszam, jeśli ten zapis naszej sytuacji nie dotyczy - jeszcze tego nie wiem :-) Kończy się niedziela i zaraz zaczyna nowy tydzień. Jutro wieczorem kolejne kwalifikacje w naszym ośrodku - będzie więcej par czekających, dzieci nie przybywa... zaczynam myśleć, jak w sklepie? czy dla nas wystarczy i kiedy? a przecież wiem, że jesteś gdzieś - właśnie Ty - nasze przeznaczenie, my - przeznaczenie Twoje...

21 lutego 2004

Ponieważ zakupy mamy zrobione od wczoraj - dzisiaj idziemy sobie na spacer na miasto - piękna pogoda, choć zimno, ale świeci słońce. Szukamy figurek z "Władcy Pierścienia" do malowania dla Jasia - niestety już nie ma. Może nam się uda zaprenumerować? Wracamy do domu na obiad i krótką drzemkę, wieczorem jedziemy do kościoła. Spotykamy Jasia i jego rodziców, którzy spotkali się za pośrednictwem naszego ośrodka adopcyjnego w ubiegłym roku.

20 lutego 2004

Piątek zaczął się bardzo miło - pojechałam na zakupy do supermarketu, bo w pracy musiałam byc dopiero w południe. Polowanie się udało - w sklepie trwała właśnie promocja rzeczy dla dzieci - Twoje "wyposażenie" wzbogaciło się o smoczki, gryzaczek, mokre chusteczki i pieluszki do kąpieli w basenie :-) Mam nadzieję wprosić się na wspólną wyprawę na pobliski basen z Twoim starszym (?) kolegą Stasiem, synkiem Lici :-) Potem do pracy - na obiad przyjechał tatuś z niewesołymi nowinami - w pracy zwalniają ludzi. Może nie ominie to też tatusia...