styczeń 2004

29 stycznia 2004

Zwykły zimowy dzień. Zbliżają się ferie. Byłam pewna jeszcze dwa miesiące temu, że w ferie będziemy już razem, nawet jeśli nie w domu, to na pewno już po spotkaniu z Tobą... I nic z tego. Teraz trwają przygotowania do wyjazdu - dzieci już spakowane, codziennie przypomina nam się jeszcze coś do dopakowania...

28 stycznia 2004

Zima w pełni. Dzisiaj była wywiadówka Małgosi w szkole muzycznej - jak to miło słuchać, kiedy chwala nasze dziecko! Chociaż to z reguły żadna moja, nasza zasługa... Często nawet wstyd mi, że nie mam kiedy dopilnować, żeby ćwiczyła tyle, ile potrzeba. I cieszę się, że jest zdolna :-) Nadrabia braki swoich rodziców dzięki temu. Chyba Pan Bóg wie, co robi obdarzając nas zdrowymi, niekłopotliwymi, zdolnymi dziećmi... Zastanawiam się, ż jakim potencjałem będziesz iść przez życie ty - czy też będziesz miał zdolności muzyczne, jak siostra?

27 stycznia 2004

Dzisiaj byliśmy odebrać samochód - specjalnie dla mnie kupiliśmy malutki samochodzik do wożenia Ciebie, Jasia i Małgosi na spacery, zakupy, do szkół i na zajęcia... Jest bardzo fajny - musimy jeszcze sprawdzic, czy zmieści się do niego wózek i wiooo... Będę mogła jeździc do Ciebie do Otwocka, będziemy mogli jechać nawet na spacer do Łazienek, czy do Wilanowa... Póki co stoi sobie w garażu i czeka - jak my wszyscy...

26 stycznia 2004

Już bardzo dawno nie było mi tak smutno i żal. Znowu dzisiaj nie stanęliśmy na kwalifikacji. Jestem wściekła i bezradna. Przypomina mi się comiesięczna rozpacz oglądania jednej kreski sprzed dwóch, trzech lat :-( Oczywiście teraz jest o niebo lepiej, są ogromne szanse na to, że za kilka tygodni będziemy razem, ale te ostatnie chwile oczekiwania są okropne, okropne. MOzna zwariować, a na dodatek nie mozna nic zrobić, żeby to przyspieszyć, albo jakoś przetrwać. I tak mamy ostatnio sporo zajęć, ale i tak nie udaje mi sie nie myśleć.

25 stycznia 2004

Dzisiaj niedziela - rano śpiewaliśmy z dziećmi psalmy, tatuś grał na gitarze. Potem grał też stare harcerskie piosenki i było bardzo wesoło :-) Na obiad pojechaliśmy na miasto, bo umówiliśmy się z ciociami i wujkami z ośrodka adopcyjnego - razem z nimi czekamy na nasze "zagubione dzieci", my czekamy na Ciebie, oni na swoich synków albo córeczki. Było bardzo miło i... smacznie :-) Ponieważ zima dopisuje, najprawdopodobniej kolejne spotkanie ośrodkowe zrobimy podczas kuligu. Kulig to taka wycieczka saniami - czasem jedzie kilka par sań - jedne za drugimi.

24 stycznia 2004

Dzisiaj pojechaliśmy kupić nowy wieszak na ubrania do IKEI. Kupiliśmy dwa - tatuś powiesił jeden po prawej stronie (duży, właściwie gościnny, bo pomieści 16 kurtek, a na górze ma półeczki, na których zmieściły się wszystkie czapki, rękawiczki, chustki i szaliki) a drugi - po lewej (ten wisi niżej, bo ma być z założenia "dziecinny" - tak, żeby dosięgały do niego dzieci i nie miały wymówki, że kurtka leży na podłodze, bo wieszak za wysoko :-) ).

23 stycznia 2004

Trudny dzień dzisiaj - rano załatwiałam sprawy w spółdzielni, potem rejestrowałam samochód, potem praca. Po południu Jasio źle się czuł, a kiedy pojechaliśmy odwiedzić dziadka w szpitalu - zwymiotował na korytarzu (a mieliśmy tak niepostrzeżenie wejść i wyjść, bo dzieci w zasadzie na oddział nie wpuszczają - teraz juz domyślam się, dlaczego :-))) )... I od razu poczuł sie lepiej - na szczęście to tylko zatrucie, bo już bałam się, że to jakaś grypa, a przecież za tydzień ferie i zimowisko...

22 stycznia 2004

Dzisiaj po południu zebranie rodziców u Jasia - dzieci poszły z ciocią do kina, a ja dowiaduję się o postępach naszego pierworodnego. Już nie buja się na krześle, nie biega po klasie (postęp!), niestety gada okropnie... No coś musi robić na lekcjach ciekawego :-) Niestety nie lubi się z tabliczką mnożenia i trzeba to poćwiczyć. Na szczęście poza tym ma spory zasób słów, niexle pisze i liczy - jakoś to będzie. Za miesiąc klasa Jasia wybiera się na tydzień w góry, na "Białą szkołę" - jedzie z nimi też Małgosia.

21 stycznia 2004

Dzień Babci - byliśmy dzisiaj zatem popołudniu odwiedzić wszystkie nasze babcie - moją mamę, babcię i ciocię, mamę tatusia. To zupełnie, jak "tłusta środa" :-) u jednej babci - barszczyk czerwony, dwa rodzaje ciast, u drugiej - placki z jabłkami. Każda babcia chciałaby nas zatrzymać na dłużej, a my, jak podczas sztafety - oficjalny program kulturalno-artystyczno-kulinarny (życzenia-laurka-buzi-poczęstunek) i dalej biegiem, żeby zdążyć wrócić przed nocą i czwartkiem (lekcje od 8 rano, brrrrr...) Dzieci zrobiły babciom laurki. Laurkę dla dziadka babcia T.

20 stycznia 2004

Na szczęście nasz dylemat przestał dzisiaj istnieć - o ile kiedykolwiek urodzi nam się dziecko to raczej będzie od Ciebie młodsze :) A może Twoje młodsze rodzeństwo odnajdziemy tak, jak Ciebie? Czasem chciałabym podejrzeć przyszłość... wiedzieć, co będzie. Wtedy życie nie byłoby takie ciekawe, ale jestem taka niecierpliwa...