listopad 2003

Walka na serca

Każdego dnia odkrywam w sobie nową siłę. Każdego dnia odkrywam, jak bardzo jestem słaba i bezradna wobec naszych problemów. Znajduję siłę na to, aby pocieszać załamaną koleżankę z Bociana. Mówię jej to wszystko, co sama chciałabym usłyszeć. To jak pocieszanie samej siebie. Ale doładowuje. Czuję się wtedy taka silna, ponad wszystkie problemy tego świata. Zupełnie jakby były one poza mną. Jak bym stąpała leciutko po szczytach górskich, rozgarniając ramionami kłębiące się chmury. Odwaga, siła, optymizm.

Nasz trzeci raz

Ograniczyłam dostępność mojego dziennika. Sama nie wiem dlaczego. To są te huśtawki nastrojów. Wczoraj chciałam się dzielić swoimi przeżyciami, dziś nie. Nie wiem co będzie jutro. I chyba nie chcę wiedzieć. Fatum, przeznaczenie? Cokolwiek to jest - nie chcę znać przyszłości. Dlatego chyba boję się pójść do wróżki. Boję się, że powie mi najgorszą rzecz: nigdy nie przytulę własnego dziecka.

Nasz drugi raz

Nasz drugi raz nadszedł niespodziewanie, choć wyczekiwany. Stało się to tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Zapewniona przez lekarzy, że wyczerpałam swój populacyjny zapas niepowodzeń, uspokojona przeprowadzonymi podstawowymi badaniami z radością witałam Nowy 2002 Rok. Wierzylismy, że teraz już wszystko będzie dobrze. Że wyczerpaliśmy limit pecha. Traf chciał, że w tym samym czasie zaszła w ciążę moja siostra, przyjaciółka i jedna z koleżanek. Było z kim wymieniać uwagi na temat nudności porannych lub ich braku, apetytów i zmienności nastrojów.

katharsis?

Zastanawia mnie po co to piszę. Myślę, że jest to coś w rodzaju greckiego katharsis. Muszę raz jeszcze przeżyć to wszystko, co przeszłam, po to, aby oczyścić się z uczucia bólu i cierpienia, które towarzyszyły mi tak długo. Właściwie ciągle tkwią we mnie. Zastanawiające jest to, że upubliczniłam swój dziennik, a nie chcę przyznać się mężowi co tak stukam z uporem maniaka. Dlaczego? Nie wiem.

Nasz pierwszy raz

Pobraliśmy się w czerwcu 2001 roku. Długo czekaliśmy na ten szczególny dzień. Cieszyliśmy się jak dzieci. Miały zacząć się same szczęśliwe dni dla nas. I tak było. Pod koniec czerwca, krótko po ślubie zorientowałam sie, że jestem w ciąży. Jaka była nasza radość!! Co mówię - wariowalismy ze szczęścia. Głównie ja, bo Misiek zaczął troche się bać. Odpowiedzialności, braku czasu, braku zainteresowania z mojej strony. Ale nauczył sie cieszyć moim szczęściem. Chodziłam dumna jak paw.

Świeto Niepodległości

Święto? Jakie święto? Czekam ciągle na swoje święto!! Mam mieszane uczucia co do tych szczepień. Z jednej strony nadzieja, z drugiej - niepokój. Co będzie, jeśli kolejny raz się rozczaruję? Jak wytłumaczę sobie i światu kolejną prażkę? Jak świat wytłumaczy to mi? Radość, niepokój, niepewność, nadzieja... i tak na zmianę. Który normalny człowiek wytrzymałby taką huśtawkę nastrojów? Ale ja muszę. Muszę, bo wszyscy tak powtarzają. Musisz być silna, musisz wierzyć, musisz nie tracić nadziei itp. rady. Dla wszystkich to takie proste. A ja?